Pokazywanie postów oznaczonych etykietą turystyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą turystyka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 maja 2015

Subiektywne gruzińskie TOP 5





Tym razem wpis powstał w ramach akcji Klubu Polki na Obczyźnie- przy okazji zatem zapraszam wszystkich TUTAJ aby dowiedzieć się więcej o fantastycznych pomysłach naszych rodaczek przebywających za granicą.





Uhhh, postawiono przede mną bardzo trudne zadanie- napisać o TOP 5 miejsc w Gruzji. Ciężko jest zrobić takie zestawienie, bo kryteria określenia co jest tak naprawdę naj- naj- naj- mogą być bardzo różne. No i wybranie tylko pięciu punktów jest takie trudne!!! Po dokładnym przemyśleniu sprawy postanowiłam podejść do listy w sposób typowo emocjonalny i uwzględnić miejsca, które nie są takie zupełnie anonimowe, ale z drugiej strony oprócz swojej urody dały mi też pozytywne emocje i szanse na wzięcie "drugiego oddechu", natomiast niekoniecznie są sztandarowymi turystycznymi atrakcjami Gruzji. Zapraszam!

piątek, 30 stycznia 2015

Podziemne miasto króla Tamar

Gruzja oferuje wiele ciekawych miejsc do zwiedzania, w dodatku rozrzucone są one dokładnie po całym kraju. Dlatego bardzo długo trwało, zanim na moim celowniku znalazła się do jedna z najbardziej znanych atrakcji turystycznych- skalne miasto Vardzia (ვარძია) w regionie Samcche-Dżawachetia. Znajduje się ono w odległości około 60km (1,5 godziny jazdy) za Achalciche i już sam dojazd do niego jest przepiękny, zatem warto odbyć tę drogę choćby już dla niezapomnianych widoków. Mnie się tak spodobało, że odwiedziłam Vardzię trzykrotnie, za każdym razem odkrywając coś nowego.


Gdzieś za tymi górami jest już Turcja
Różnorodne formy skalne po obu stronach trasy


Taka droga aż zaprasza do przygody

Przed wizytą w Vardzi miałam okazję zwiedzać inne gruzińskie kamienne miasto, (http://innagruzja.blogspot.com.tr/search/label/Upliscyche), dlatego niezupełnie byłam przygotowana na to, co tym razem zastałam na miejscu. W odróżnieniu bowiem od Upliscyche, które rozciągnięte jest w poziomie, Vardzia ukształtowana jest jakby kompaktowo i w pionie. Trzeba wgłębić się w jej historię, żeby zrozumieć, dlaczego tak jest.
Pierwsze pieczary w miękkiej skale powstały prawdopodobnie już w VIIIw., natomiast około 1185 roku rozpoczęło się budowanie całego kompleksu mieszkalnego. I choć trudno w to uwierzyć, 13 poziomów komnat i sal (łącznie około 3000!) zbudowano całkowicie pod ziemią, nie zapominając o systemie dostarczania wody i powietrza. Jedyne wyjścia na powierzchnię znajdowały się w sporej odległości, tunele wiodły bowiem aż nad brzegi rzeki Kura. Fundatorem i opiekunką całego projektu byłą Tamar, która jako król (dlaczego król a nie królowa? odpowiedź znajdziecie tutaj http://innagruzja.blogspot.com.tr/2014/03/marzec-miesiacem-kobiet.html) postanowiła zadbać o bezpieczeństwo swojego ludu w czasie najazdów mongolskich pustoszących okolicę. W podziemnym mieście mogło schronić się nawet do 60 tysięcy osób, a oprócz komnat typowo mieszkalnych była tam między innymi kaplica, klasztor i sala tronowa. Niestety w 1283r. potężne trzęsienie ziemi sprawiło, że kompleks skalny rozpadł się, górna jego część runęła, a około 2/3 pomieszczeń uległo zawaleniu i całkowitemu zniszczeniu. Tak więc to, co oglądamy dzisiaj, jest tak naprawdę przekrojem przez pierwotną budowlę z czasów króla Tamar, która nigdy nie miała ukazać się ludzkim oczom w takim kształcie.


Kolory i kształty skał wyraźnie pokazują, gdzie nastąpiło osuwisko

Do dnia dzisiejszego w skalnym mieście zachowało się około 300 pomieszczeń, jednak część kompleksu jest niedostępna dla zwiedzających, gdyż pełni funkcję męskiego klasztoru. Vardzię zwiedzać można przez cały rok, choć ja osobiście rekomenduję późną wiosnę lub wczesną jesień (brak tłumów i szczególnie malownicze widoki). Po zapłaceniu 3 lari za wstęp, trzeba najpierw wspiąć się stromą ścieżką pod górę, aby w końcu dotrzeć do fragmentów dawnych komnat i zacząć przemieszczać się po jednym z kilku ocalałych poziomów mieszkalnych. Same komnaty mają głównie mało oryginalną postać wielkich skalnych jam, ale za to rozciągający się z góry widok na dolinę rzeki Kury zapiera dech w piersiach. Dalej dociera się do całkiem nieźle zachowanej skalnej kaplicy z pięknymi freskami, gdzie trzeba zdecydować się czy idzie się dalej na powierzchni, czy też chce się zagłębić w wąskie i raczej niskie skalne tunele. Obie opcje mają swoje zalety: ta na powierzchni pozwala podziwiać widoki, trasa podziemna pokazuje za to, jak wyglądały przejścia pomiędzy komnatami, tunele i schody. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby trasę odbyć dwukrotnie i połączyć oba rodzaje wrażeń.  Końcowa część zwiedzania jest najmniej przyjemna, droga prowadzi kamiennym tunelem ostro w dół, stopniami o bardzo nieregularnych kształtach, w dodatku nie wszędzie jest się o co podeprzeć. (Jeśli ktoś jeszcze nie wysnuł tego wniosku, to podpowiadam- po Vardzi poruszać się należy wyłącznie w wygodnym, płaskim obuwiu o dobrze przyczepnych podeszwach!) 

W górnym lewym rogu widać parking- stamtąd startujemy, dalej już tylko na pieszo!

Po wdrapaniu się tutaj zaczyna się właściwe zwiedzanie

Trochę jak ser szwajcarski ;-)

Wejście do sali kościelnej
Tylko wyjątkowi zapaleńcy odwiedzają wszystkie dostępne sale
Paniom w butach na obcasach życzymy powodzenia ;-)

Za tą bramką zaczynają się cele klasztorne


Trasa pod ziemią wiedzie wąskimi i niskimi korytarzami

Setki wykutych w skale stopni

Widać, że przynajmniej niektóre komnaty były całkiem wykwintne




















W okolicy Vardzi znajdują się jeszcze inne ciekawe kompleksy, jak choćby skalny klasztor Vanis Kvavebi czy ruiny twierdzy Tmogvi. Przyznam, że ja ich nie zwiedzałam, ale zapaleni turyści mają tu wielkie pole do popisu!


Skalny kościółek z klasztoru Vanis Kvavebi

Zmiana perspektywy- spróbujcie teraz odnaleźć ten kościółek tutaj!

P.S. Po raz kolejny dziękuję za udostępnienie części zdjęć Andrzejowi, Jarkowi i Horstowi!

wtorek, 16 grudnia 2014

Sen o turystycznej potędze

Przeglądałam ostatnio różne gruzińskie strony w internecie i natrafiłam na to
http://www.goderdzi.ge/eng/18/ABOUT%20GODERDZI%20RESORTS
Na pierwszy rzut oka- cudo. Wspaniały kurort narciarski najwyższej klasy w górach Adżarii. Aż się sama zdziwiłam, że ani ja, ani nikt z moich znajomych tam nie był i nawet o tym miejscu nie słyszał. Sprawa wyjaśniła się jednak bardzo szybko, po wnikliwej analizie stronki zorientowałam się bowiem, że ambitne plany pozostały tylko planami, a w internecie możemy pooglądać sobie co najwyżej wizualizację z 2010 roku (oba zdjęcia pochodzą ze strony http://snow.ge/photos-the-ski-resorts-georgia/goderdzi-photos.html).

Miało być tak....

.... a jest tak

Cóż, takich niezrealizowanych planów jest w Gruzji niestety mnóstwo. Sztandarowym przykładem jest tu Lazika (http://innagruzja.blogspot.com/2013/02/miasto-niespenionych-marzen.html), dołączyć można do nich choćby Instytut Techniczny w Batumi (gigantyczny budynek ukończony w 2013r., który nigdy nie został oddany do użytku) czy głośno zapowiadaną przebudowę Zugdidi.


Na banerze piękna wizualizacja, na zdjęciu to, co z niej (nie) wyszło
Planowany Instytut Techniczny w Batumi-
ten imponujący budynek stoi pusty już kilkanaście miesięcy

Przyczyna takiego stanu rzeczy jest prosta- poprzedni prezydent Mikhail Saakashvili (z uwagi na specyficzne hobby zwany przeze mnie Miszą Budowniczym) wyśnił i wymarzył sobie Gruzję jako potęgę turystyczną. Ktokolwiek odwiedzał Gruzję latem 2012r. pamięta zapewne, jak w ramach akcji promocyjnej każdy cudzoziemiec otrzymywał przy kontroli paszportowej małą buteleczkę gruzińskiego Saperavi... - tak, tak, to też był autorski pomysł prezydenta w ramach udowadniania turystom, że jedyne słuszne wino pochodzi z Gruzji :) A w wywiadach w 2012r. mówił on na przykład tak: "Odnawiamy Akhalciche i będzie to nowy cud świata. Budujemy najszybciej na świecie. Kutaisi miało najbardziej zniszczoną infrastrukturę, a teraz staje się nowoczesnym miastem. Wprowadziliśmy zmiany w prawie, dzięki którym Lazika otrzyma specjalny status. Zbudujemy sieć nowoczesnych kurortów na czele z Borjomi. Odrestaurujemy Tskaltubo, Abastumani i inne miejsca. Za 5 lat Gruzję będzie odwiedzać 10 milionów turystów rocznie". (http://www.streampress.com/news/press-release/government/item/792-president-saakashvili-every-tourist-in-georgia-will-receive-a-bottle-of-wine, http://www.georgiatimes.info/en/news/41379.html).

Zamiar świetny, tylko z realizacją niestety było gorzej. Plany budowy powstawały często w pośpiechu, poszczególne budowle konstruowano w absurdalnych miejscach bez żadnego odniesienia do realnego świata, a fundusze stosowano tak, jakby miały nigdy się nie skończyć. Jakość wykonania była też mocno zaniżona. W sumie wyglądało to tak, jakby w wielu przypadkach powstające obiekty miały zadowolić przede wszystkim oko prezydenta, a nie potencjalnych turystów. Niestety, w delikatnie mówiąc średnio zamożnej Gruzji wiele z planów było czystym bujaniem w obłokach, coraz mocniej zresztą krytykowanym (tutaj znaleźć można jeden z mało pochlebnych artykułów z roku 2011 http://www.georgiatimes.info/en/interview/50550.html) mówiący między innymi o "przedkładaniu politycznych fantazji nad dobrem kraju" i "niestabilnej sytuacji finansowej kraju żyjącego w dużej części z międzynarodowych dotacji"). Prezydenckie oczekiwania coraz bardziej rozmijały się z rzeczywistością, aż w końcu nastąpiła zmiana władzy i wcześniejsze plany zostały mocno skorygowane, a w wielu przypadkach po prostu zarzucone.


Plan na 2013...

... i rzeczywistość w 2014.

Tak miał wyglądać jeden z hoteli w Anaklii .....

.... a na tym się skończyło
Co mnie w tym wszystkim dobija, to fakt, że na te wszystkie wizje wydano ogromne pieniądze, przy czym zupełnie rozminięto się z prawdziwymi turystycznymi potrzebami. Gruzja nie jest i nie ma szans być celem wycieczek bogatych turystów szukających "all inclusive". Gruzja ma ogromny potencjał wynikający z jej dziedzictwa kulturowego, tysiącletnich budowli, obiektów sakralnych, przepięknej przyrody i to właśnie tam powinny być lokowane fundusze. Do tego sprawny system transportu, schludne hotele o rozsądnych cenach (na razie ten segment rynku zabezpiecza prawie wyłącznie prywatna inicjatywa) i sukces gotowy.

PS- Żeby już tak całkiem nie marudzić, to muszę wspomnieć, że w Gruzji w okresie Miszy Budowniczego zrealizowano też kilka całkiem ciekawych projektów. Ale o tym to już innym razem :)