wtorek, 28 października 2014

Magiczna literka "i"

Wpis dedykuję Lali, mojej fantastycznej lektorce języka gruzińskiego.
დიდი მადლობა ლალი!

Z językiem gruzińskim wzięłam się za bary od samego początku mojego pobytu w Zugdidi, początkowo z raczej miernym skutkiem (http://innagruzja.blogspot.com/2012/02/powrot-do-pierwszej-klasy.html). Naprawdę łatwo nie było. Dla ucha osoby nieprzywykłej do tego języka ma on raczej drażniące, twarde i nieprzyjemne brzmienie. Jest  w nim mnóstwo głosek gardłowych i "charczących", w dodatku wyrazy brzmią często jak zbitek liter niemożliwych do wypowiedzenia (moją zmorą jest na przykład ჩვენ ვცხოვრობთ "cz'wen wc'chowrobt"- my mieszkamy). Ale inaczej być nie może, skoro gruziński alfabet to 23 spółgłoski i tylko 5 samogłosek. Jednak jakoś przebrnęłam przez podstawy kartuli i nawet zaczęłam się nim nieźle bawić, odkrywając wiele ciekawostek. Właśnie jedna z takich ciekawostek będzie tematem dzisiejszego posta.

Otóż spółgłoski spółgłoskami, ale język gruziński zdecydowanie zdominowany jest przez jedną malutką samogłoskę- literkę "i", która w dodatku bardzo lubi umiejscawiać się na końcu wyrazów. W alfabecie gruzińskim zapisuje się ją tak: "ი". Gdyby ktoś dawał mi grosz za każdym razem, gdy gdzieś tę literkę namierzę, byłabym już bardzo bogata. Wystarczy popatrzeć na nazwy miejscowości: Tbilisi, Batumi, Kutaisi, Sighnaghi, Gori, Kobuleti, Gudauri, Telavi, Borjomi, Rustavi, Senaki, Lagodekhi, Ushguli, Zugdidi..... można tak w nieskończoność. To samo jest z nazwami gruzińskich regionów- większość z nich kończy się na to magiczne "i": Mtianeti, Kakheti, Chevsureti, Imereti, Svaneti, Kartli, Tusheti, Javakheti....


Dużo literek "i"...


... i jeszcze więcej literek "i".
Dla spostrzegawczych- kto znajdzie błąd?

A nazwiska?  Wszędzie  króluje  magiczne  "-shvili",  rzadziej  choć  też  często  pojawia  się "-veli". Imiona? W damskich tego tak nie słychać (choć jest Lali), ale za to w męskich "i" przejęło pełną kontrolę (sztandarowy Georgi, ale również Nukri czy Irakli). Mało tego, gdy imię kończy się twardo, to w języku potocznym i tak dodawana jest moja ulubiona literka, a zatem na przykład z Temura robi się Temuri, Badur to Badri, Guram to Gurami, a Nugzar to Nugzari. Dla nas jako cudzoziemców ma to prześmieszne konsekwencje- w gruzińskich dokumentach też na siłę do naszych imion i nazwisk dodawane jest to nieszczęsne "i", zatem na przykład "Markus" to nagle "Markusi" a "Nowak" to "Nowaki".

W restauracji (nazywanej po gruzińsku restorani) mamy chociażby tradycyjne chaczapuri (serowy placek), chinkali (rodzaj pierożków), sulguni (ser), kitri da pomodori salati (sałatka ogórkowo-pomidorowa), kababi (zrolowane mięso mielone) i kartoplili (ziemniaki). W banku (czyli banki) mamy lari i tetri. Liczymy: erti, ori, sami, othi, huti... Miesiące to janvari, tebervali, marti, aprili, maisi.... Mieszkamy w kalaki (mieście) lub sopeli (wsi).... 


W tym szyldzie gabinetu dentystycznego wszystkie wyrazy kończą się na "i"

Uffff, żeby odejść nieco od tego magicznego kręgu "i" napiszę jeszcze na koniec, że oczywiście nie każde gruzińskie imię, nazwisko, czy nazwa miejscowości kończy się na "ი". Jeśli bowiem "i" zabraknie, może być to inna litera- jednak prawie zawsze będzie to samogłoska. Mamy zatem miejscowości typu Mestia, Khulo, Achalciche, Vardzia, Chkhorotskou, Sagarejo czy Mccheta, mamy też nazwiska kończące się na "-adze", "-ava" lub "-nia".  Kobiety to zwykle Manana, Nino, Salome, Tamta, Natia, Khatuna, Shorena, Maka, Tamuna, Eliso czy Keti, a choć dla nas to nieco dziwne, to zasada samogłoski działa nawet jeśli chodzi o imiona męskie. Przykłady? Tornike, Mamuka, Sandro, Shota, Lasha, Aleko, Koba, Giga- to wszystko są mężczyźni! W tym tłumie giną nieliczne "spółgłoskowe" wyjątki jak Levan, Vakhtang, Davit czy Avtandil (choć niezupełnie, bo do tych dwóch ostatnich i tak wszyscy mówią Dato i Avto).


czwartek, 23 października 2014

Jesienne góry po raz trzeci

Jakoś tak się zabawnie złożyło, że w gruzińskie góry trafiałam zawsze jesienią. Było tak z Mestią (mowa o nim TUTAJ), było tak podczas pierwszego spotkania ze Stepantsmindą (TUTAJ). Najwyraźniej dla podtrzymania tradycji moja przygoda z Przełęczą Zekari w Górach Mescheckich też miała miejsce jesienią. (Gdyby ktoś bardzo chciał je znaleźć na mapie- Góry Mescheckie gruz. მესხეთის ქედი to jedno z pasm górskich małego Kaukazu ciągnące się od Batumi po Borjomi, a trasę przez Przełęcz Zekari zobaczyć można TUTAJ.




Pomysł wyjazdu narodził się zupełnie spontanicznie w ramach desperacji przed zbliżającą się dużymi krokami zimą, kiedy to większa część tras górskich staje się nieprzejezdna. Faktycznie, jak widać będzie na zdjęciach, w wyższych górskich partiach leżało już trochę śniegu... ale może nie uprzedzajmy wydarzeń. 

wtorek, 14 października 2014

"Gruzja" już nie brzmi dumnie

Dzisiejszy wpis ma swoje korzenie w kuriozalnej sprawie, którą śledzę już od jakiegoś czasu, a która pokrótce opisana jest TUTAJ (niestety tylko w języku rosyjskim). Sprawa wygląda następująco: w 2009 roku Gruzja zwróciła się do władz Japonii oraz Litwy, aby nie stosowały w oficjalnych dokumentach nazwy "Gruzja", gdyż pochodzi ona z języka rosyjskiego (Gruzija) i poprosiły o stosowanie wersji angielskiej, czyli "Georgia" (wym. Dżordżia). Litwa wniosek od razu odrzuciła. W Japonii wywołał on sporą konsternację i odpowiedź odmowną, gdyż wskazano na tożsamość tej nazwy z jednym z południowych stanów USA. Pewnie na tym by się sprawa zakończyła, jednak najwyraźniej Gruzja nadal naciskała, bo w ostatnich doniesieniach pojawiła się informacja, że Japonia jednak przestawi się na brzmienie angielskojęzyczne. Gruzja ogłosiła to tryumfalnie, zaznaczając przy tym, że dzięki jej dotychczasowym staraniom już 173 z 193 krajów członkowskich ONZ przeszło na taką właśnie wersję (m. in. Korea Południowa). Natomiast słowa "Gruzja" używa się wciąż w Polsce, Rosji, na Bałkanach i w Państwach Bałtyckich. Zatem skoro Polska jest jednym z ostatnich bastionów "starej" nazwy, to zapewne już tylko kwestią czasu jest identyczna prośba skierowana do naszych władz.....



Co tak bardzo gruzińskiemu ministerstwu przeszkadza? Oczywiście chodzi o korzenie- jakoby rosyjskie, czyli jakże znienawidzone- nazwy "Gruzja". Czy jednak rzeczywiście słowo to pochodzi z języka rosyjskiego? Wcale niekoniecznie. Jedna z wersji mówi o tym, że już w starożytności Persowie nazywali swoich sąsiadów "Gurdżami", czyli "wilkami" (zresztą nawet obecnie po turecku Gruzja to Gürcistan a po azersku Gürcüstan). Z kolei inna teoria wskazuje na imię patrona Gruzji świętego Jerzego (greckie Georgios) jako źródło obecnej nazwy kraju.

Cała sprawa jest o tyle śmieszna, że po gruzińsku "Gruzja" to wcale nie "Gruzja" ani "Georgia"- w rodzimym języku kraj ten nazywa się bowiem Sakartvelo (საქართველო). Język gruziński to też nie "gruziński" ani "Georgian" tylko kartuli (ქართული). Skąd wywodzą się te nazwy? Pochodzą one od regionu Kartlia, który historycznie był pierwszym terenem zamieszkałym przez dzisiejszych Gruzinów. Tak więc pomysł, aby nagle kraj nazywać słowem angielskim jest kompletnie oderwany od rzeczywistości, choć świetnie pokazuje obowiązujące trendy. 

Jak widać na pozór zupełnie niewinne kwestie lingwistyczne to tak naprawdę kolejny element konfliktu gruzińsko-rosyjskiego. Czy warto w jego imię odcinać się od tradycji? A jeśli tak, to dlaczego tracić narodową tożsamość na rzecz kolejnej obcej nazwy?

środa, 8 października 2014

Jedzonko cz.3 - przyprawy i sosy

Jak już kiedyś pisałam, gruzińskie jedzenie jest bardzo specyficzne. Zupełnie inne są tutaj potrawy, inny sposób jedzenia, ale także- a może przede wszystkim- gruzińska kuchnia to zbiór zupełnie odmiennych od naszych przypraw i sosów.

Absolutną królową jest tutaj "kindza" (ქინძი), czyli kolendra, przyprawa o mocnym, bardzo charakterystycznym smaku i zapachu. Dodaje się ją w dużej ilości praktycznie do wszystkiego- chinkali, kebabi, lobio, rozmaitych rodzajów mięs, zup, sosów i sałatek- w sumie to nie stosuje się jej chyba tylko do lodów ;-) Problem bywa często taki, że kindza jest na tyle intensywna, iż zamiast tylko podkreślać smak potrawy, po prostu go dominuje i w efekcie mamy na stole kilka różnych dań, które smakują tak samo. Przyznam się, że bardzo długo nie mogłam się do tego przyzwyczaić i z dużymi oporami zaakceptowałam tę obcą mi nutę smakową.

Druga bardzo gruzińska przyprawa to sól swańska, zgodnie ze swoją nazwa pochodząca z gór Swanetii. Pomysł na jej skład powstał prawdopodobnie w czasach, gdy tradycyjna sól była trudno dostępna i trzeba było ją oszczędzać a także czymś zastępować. Sól swańska jest bowiem niczym innym jak mieszanką grubej soli, czosnku i różnych ziół (w tym np. wyżej wspomnianej kindzy, ostrej papryczki, kozieradki błękitnej). Skład może być różny zależnie od dostępnych ziół, przy czym w wersji tradycyjnej sól swańska ucierana jest ręcznie, a poszczególne składniki dodawane są nie jednocześnie tylko po kolei, aby wydobyć z nich jak najwięcej aromatu.

Kolejna przyprawa z gruzińskim regionem w nazwie to szafran imeretyński o charakterystycznym żółto-pomarańczowym kolorze i ziołowo-kwiatowej nutce zapachowej (kwiatowej, bo wytwarza się go z wysuszonych kwiatków aksamitki, takiej samej jaka w Polsce rośnie w przydomowych ogródkach!). Zastępuje on w Gruzji tradycyjny szafran, który jest bardzo drogi. Dodaje się go do warzyw, mięs i ryb.


Sypkie przyprawy najlepiej kupować na lokalnych bazarach odmierzane kubeczkami...



... ale można nabyć je też w gotowych opakowaniach.

Szczególnie po opisie tej ostatniej przyprawy pomyśleć by można, że tutejsza kuchnia jest raczej łagodna. Nic bardziej mylnego! Gruzińskie jedzenie to w dużej mierze "ogień w gębie", bo do potraw w dużej obfitości używa się mocno pikantnych sosów. Sztandarowym przykładem jest tutaj intensywnie czerwony sos adżika, o którym mówi się nawet, że jest dobry wtedy, gdy spadając na stół wypala dziurę w obrusie. Hm, coś w tym jest, bo tradycyjną adżikę produkuje się z ostrych papryczek chili, czosnku, kolendry, kurkumy i soli, a dopiero w wersji mniej hardcorowej dodaje się inne składniki (pomidory, łagodna papryka, marchewka)- od razu przyznam się, że jak dla mnie to tylko ta druga opcja jest w ogóle jadalna.

Innym rodzajem sosu jest tkemali, sos produkowany ze specjalnej odmiany zielonych kwaśnych śliwek zmieszanych z czosnkiem, kolendrą, chili, pieprzem i cukrem. Sos ten jest mniej ostry niż adżika i występuje w różnych wersjach kolorystycznych- od zielonej poprzez pomarańczową do czerwonej i brunatnej.

Jeszcze jednym bardzo typowym gruzińskim sosem jest sos orzechowy. Przygotowuje się go z łuskanych orzechów włoskich, czosnku, kolendry, kurkumy, papryki, pieprzu, soli i octu winnego. Wychodzi z tego dość gęsta pasta, która dobrze komponuje się z warzywami i drobiem (absolutna klasyka to bakłażany w sosie orzechowym).
 


Orzechy włoskie kupuje się już łuskane, a od tego to już tylko krok do sosu...
 

PS- Dziękuję Przemkowi za użyczenie zdjęć :)
PS2- Kilka świetnych gruzińskich przepisów m. in. na opisane wyżej sosy znajdziecie tutaj http://kuchniazwyrakiem.blogspot.com/




 

piątek, 26 września 2014

Do szkoły pod górkę

W Polsce zrobiło się chłodniej, nadszedł wrzesień i przyniósł ze sobą rozpoczęcie roku szkolnego. A w Gruzji? W Gruzji chłodniej niezupełnie, a rok szkolny co prawda też się zaczął, ale dopiero 15 września. Tak jest co roku, gruzińskie wakacje trwają bowiem dobre trzy miesiące (od początku czerwca do połowy września)- w sumie trudno się dziwić, bo przy panujących tu letnich 40-stopniowych upałach trudno byłoby kogokolwiek zmusić do efektywnej nauki. (Swoją drogą gruzińskie dzieci się nie przepracowują, bo oprócz wakacji letnich mają jeszcze wolne w święta, ferie zimowe oraz nierzadko dodatkowe dni wolne w czasie chłodniejszych dni zimowych lub z innych powodów).
Jak w ogóle wygląda system edukacyjny w Gruzji? Zasadniczo obowiązek szkolny istnieje między 6 a 16 rokiem życia a edukacja w tym okresie jest bezpłatna. Mamy więc klasy szkoły podstawowej (1-4), czegoś w rodzaju naszego gimnazjum (7-9) oraz ogólnej lub technicznej szkoły średniej (10-12). Po zakończeniu szkoły średniej uczniowie przystępują do jednolitego w całym kraju egzaminu, którego wynik przesądza o możliwości kontynuacji nauki, bo im jest wyższy, tym większy daje wybór dalszej uczelni. W skład egzaminu wchodzi język gruziński, język angielski, matematyka oraz dwa dalsze przedmioty. Dalszym etapem kształcenia są uczelnie wyższe lub kursy na wybranych kierunkach, przy czym studia są płatne (od 2.500 lari w uczelniach państwowych do nawet 13.000 lari w uczelniach prywatnych za rok).

Gruzińskie dzieci łatwo nie mają- trzy języki, trzy alfabety

Strona z książeczki do nauki angielskiego- mają trudniej niż my, bo zacząć trzeba od nauki pisania

Tyle teorii. Jak sprawa prezentuje się w praktyce? Gruzińscy uczniowie borykają się z całą masą problemów. Przede wszystkim dostęp do edukacji jest bezpłatny jedynie teoretycznie, bo (podobnie jak w Polsce) wszelkiego rodzaju podręczniki, przybory itp. opłacane są przez rodziców. Niestety, szczególnie w biedniejszych regionach nadal zdarzają się rodziny, które ze względu na skrajne wręcz ubóstwo nie posyłają dzieci do szkoły, a- inaczej niż w Polsce- nie istnieje praktycznie żaden mechanizm, który mógłby takie dzieci "wyłapać" i zmusić do podjęcia nauki. Druga kwestia to odległość do szkół, czasami jest to kilka-kilkanaście kilometrów, a stwierdzenie "mieć pod górkę do szkoły" nabiera bardzo dosłownego znaczenia. Osobna kwestią jest stan budynków szkolnych, w dużych miastach wyglądają one całkiem przyzwoicie i nowocześnie, ale to co widywałam w małych wioskach Imeretii czy Samegrelo, a nawet w samym Zugdidi, jest wręcz przerażające.

Sala gimnastyczna w najlepszej szkole w Zugdidi.
















Korytarz szkolny, Zugdidi


Typowa klasa szkolna w mniejszych miejscowościach.
(foto pochodzi ze strony
http://www.adra.pl/aktualnosci/evs-gruzja-polskie-pierogi-podbijaja-zakaukazie,1754/)



Szkoła w miejscowości Shamgona koło Zugdidi

 
The Gurtskaya Gymnasium School in Zugdidi
Dla kontrastu- nowo wybudowane gimnazjum w Zugdidi, pierwsze w regionie o takim standardzie
(foto pochodzi ze strony http://georgiaabout.com/2013/10/18/gurtskaya-gymnasium-school/)

 
Innym problemem związanym z gruzińskim systemem szkolnictwa jest zjawisko występujące także w Polsce, a mianowicie straszliwe mnożenie się szkół prywatnych nie mających wiele wspólnego z rzetelną edukacją. Szczególnie duży problem związany jest z uczelniami wyższymi, każda miejscowość ma ambicję mieć swój własny uniwersytet i kończy się tym, że poziom nauczania obniża się coraz mocniej, bo brak jest wykwalifikowanej kadry. Poza tym przy panującym bezrobociu nie ma aż tak ogromnego zapotrzebowania na osoby z wykształceniem wyższym i dochodzi do sytuacji absurdalnych, gdy kelnerki w porządniejszych hotelach czy dziewczyny w sklepach wszystkie są absolwentkami uniwersytetu. Smutne.

Budynek Uniwersytetu w Zugdidi
(foto pochodzi ze strony http://www.humanrights.ge/index.php?a=main&pid=7231&lang=eng)
  
Najbardziej prestiżowy Ilia State University w Tbilisi
(foto pochodzi ze strony
http://cs.astronomy.com/asy/b/astronomy/archive/2011/03/29/archaeoastronomy-in-georgia.aspx)

Jedna z filii Ilia State University znajduje się w malutkiej Stepantsmindzie
A na koniec dwie rzeczy, które są w moim odczuciu bardzo charakterystyczne dla gruzińskiej szkoły i mocno różnią ją od naszej. Po pierwsze, w szkołach obowiązuje skromne biało-czarno-granatowe ubranie (czasami bywają też jednolite mundurki) i zasada ta jest rzeczywiście przestrzegana, co jak dla mnie jest bardzo praktyczne i nadaje szkole odpowiednią rangę. A po drugie, lekcje zaczynają się nie o godzinie 8:00 jak u nas, ale o 9:00 i trwają maksymalnie do 14:30. Okazuje się zatem, że gruzińska niechęć do wczesnego wstawania (o której pisałam tutaj http://innagruzja.blogspot.com/2012/06/rytm-dnia.html) ma swoje korzenie już we wczesnej młodości :)