czwartek, 1 maja 2014

Zbudujmy sobie zabytek

Jak wiadomo Gruzja ma wiele zabytków. Bywają one w różnym stanie, czasem są odrestaurowane, czasem mocno zaniedbane, a czasem padają ofiarą kosmicznych wizji architektonicznych. Chyba najdziwniejsze miejsce tego typu zobaczyć można w Achalciche (Akhalciche), mieście będącym stolicą regionu Samcche-Dżawachetii w południowej Gruzji, położonym 30 km od granicy z Turcją i jakieś 100 km od granicy z Armenią. Wpływy sąsiednich krajów mocno są tu widoczne- ponad 35% mieszkańców regionu to mniejszość ormiańska, a z kolei przeszłość miasta z czasów panowania imperium osmańskiego znajduje swoje odbicie w części zabudowy. 


Wygląda na to, że stąd to już wszędzie blisko

Już sama nazwa miejscowości pochodząca od połączenia słów „achali” (nowy) i „ciche” (twierdza, zamek) pokazuje, jakiego rodzaju atrakcji można się tu spodziewać. I rzeczywiście, twierdza jest. Góruje nad miastem i sprawia wrażenie wręcz monstrualnej, a jeśli ogląda się ją po zmroku, dodatkowo olśniewa przepięknym podświetleniem. 


To tylko fragment ogromnego kompleksu na wzgórzu Rabati

Jeszcze kilka lat temu zabytek jako taki składał się głównie z pochodzących z XII wieku malowniczych ruin położonych na wzgórzu Rabati. Jednak przygotowując się do kolejnych wyborów i promując wizję Gruzji jako imperium turystycznego, w maju 2011r. ówczesny prezydent zarządził odbudowę zamku i całego kompleksu wokół niego położonego. Otwarcie nastąpiło z wielka pompą 16 sierpnia 2012r., a główną atrakcją wieczoru był koncert Charlesa Aznavour'a, którego ojciec urodził się właśnie w Achalciche. (O rozmachu ceremonii otwarcia niech zaświadczy fakt, iż na koncert wydano ponad 820tys dolarów, z czego ponad 477tys. otrzymał Aznavour)


Koncert podczas otwarcia twierdzy Rabati, 16.08.2012
(zdjęcie pochodzi ze strony georgiaabout.com)




Prezydent Saakashvili, Charles Aznavour i Pierwsza Dama podczas otwarcia twierdzy
(zdjęcie pochodzi ze strony georgiaabout.com)


Odrestaurowany kompleks zajmuje obecnie powierzchnię około 7 hektarów i zawiera prawie wszystko, co można w takim miejscu umieścić. Jest zamek, jest muzeum, jest cerkiew, jest meczet, jest synagoga, jest fontanna, jest hotel, jest mnóstwo schodów, chodniczków, krużganków i nie wiadomo czego jeszcze. Robi wrażenie.


Ekskluzywny hotel "Rabati"


Dolny zamek

Górny zamek, po prawej meczet



Widok z wieży górnego zamku
Fontanna na górnym zamku

















Niestety, czar pryska, gdy człowiek zaczyna przyglądać się z bliska temu, w jaki sposób wybudowane zostały poszczególne konstrukcje. Ewidentnie architekt poszedł w ilość a nie w jakość, stawiając na tanie materiały i możliwość szybkiej budowy. Prawie wszystko wykonane jest z betonu, a o detale zadbano tylko od reprezentacyjnej strony budynków. Część chodników, mostków i krużganków to atrapy prowadzące donikąd, a co gorsza, wiele elementów już teraz odpada, kruszy się i niszczy. Absurdalne pomieszanie stylów dodatkowo potęguje wrażenie chaosu i budowlanego niechlujstwa. I wychodzi na to, że dumny projekt jest tak naprawę pułapką na turystów, a coś co z daleka imponowało, z bliska okazuje się jedynie wydmuszką.


Spacer po murach kończy się zupełnie znienacka

Ta droga też wiedzie donikąd

W wielu miejscach zaprawa już jest pokruszona a kamienie zupełnie luźne

Te ciężkie metalowe (i już zardzewiałe) schody
trzymają się tylko na cienkich linkach....

.... a linki u góry umocowane są tak

Ozdobne motywy... z krzywo przyciętej mielonki
przymocowanej na chybił trafił wkrętami

Na budynkach widać już plamy tam, gdzie odpadł tynk

Według zapowiedzi prezydenta Saakashvilego twierdza Rabati miała stać się jedną z najważniejszych atrakcji turystycznych Gruzji. Rodzynkiem na torcie miała być aleja markowych "zachodnich" sklepów w uliczkach prowadzących do twierdzy (Puma, Zara, Mexx, Pierre Cardin, United Colours of Benetton itd.). Niewątpliwie odbudowa zabytku na taką skalę to projekt unikalny i godny podziwu, ale.... No właśnie, chyba nikt nie zastanowił się, czego w Gruzji szuka przeciętny turysta. Brutalna prawda jest taka, że turysta "Zachód" ma u siebie, a tutaj szuka Gruzji, tej dzikiej, starej, klimatycznej. Wyrób gruzjopodobny przypominający Disneyland tylko rozczarowuje. Na odbudowę fortecy wydano 34 miliony lari i nawet myśleć ciężko, ile prawdziwych zabytków można by za te pieniądze uratować. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza