czwartek, 21 marca 2013

McGruzja

Jakieś dwa-trzy miesiące temu w Batumi pojawiła się nowa atrakcja turystyczna będąca celem wielu wypraw. Budynek, w którym owa atrakcja się mieści wygląda tak:



czwartek, 14 marca 2013

Szklane domy

Szklane domy… a właściwie nie tyle domy, co posterunki policji. Namnożyło ich się w Gruzji jak grzybów po deszczu, a ich główną cechą są ogromne szklane frontowe witryny lub wręcz cała konstrukcja oparta na wielkich szklanych taflach. Wszystko sprowadza się do dosłownie pojętej zasady „transparentności”- społeczeństwo ma prawo widzieć i kontrolować pracę policji na każdym kroku, albowiem ta nie ma nic do ukrycia… Efekt jest czasami komiczny, gdy widzi się mundurowych pałaszujących kanapki albo drzemiących z nogami na biurku… Dobrze, że chociaż toalety biedacy mają z normalnymi ścianami ;) Faktycznie jednak te szklane budynki są imponujące, szczególnie gdy stoją sobie „pośrodku niczego”. 



 

















Ogólnie czego jak czego, ale policji to w Gruzji nie brakuje i chyba każdemu odwiedzającemu ten kraj od razu rzuca się to w oczy- na ulicach aż się roi od niebieskich, zielonkawych i czarnych mundurów, a bycie policjantem to chyba najbardziej pożądany tutaj zawód. Niedawno wyczytałam w internecie, że po raz kolejny postanowiono zwiększyć ilość policjantów, tym razem w policji drogowej. A jakiś czas temu ukazała się podobna informacja dotycząca „security police”, czyli tak naprawdę państwowych ochroniarzy pilnujących parków, mostów, szkół, fontann i tym podobnych strategicznych miejsc. I tak się zastanawiam, kiedy dojdzie do sytuacji, gdy „na jednego mieszkańca jeden szeryf przypadał…” jak w słynnej piosence Młynarskiego (można jej posłuchać na przykład tutaj http://www.youtube.com/watch?v=e1iqp5jamqM). Uczciwie jednak trzeba przyznać, że dla przeciętnego prostego obywatela czy turysty Gruzja wydaje się być dzięki temu krajem bezpiecznym, a na ogół przeciętni policjanci są życzliwi i na przykład chętnie pokażą drogę- o ile uda się z nimi dogadać. Miałam okazję rozmawiać z moimi gruzińskimi sąsiadami i wychwalali oni pod niebiosa obecnego Prezydenta, który wzmocnił policję i wytępił w niej pospolitą korupcję- z opowieści wynikało też, że jeszcze kilka lat temu człowiek bał się wyjść po zmroku na ulicę albo zostawić mieszkanie bez opieki bo przestępczość bujnie kwitła, natomiast teraz włamania czy napady są rzadkością… i choć jest to tylko jedna strona medalu, to w tym zakresie reforma odniosła skutek.



Na koniec jeszcze kilka słów o mojej ulubionej policji drogowej, a dokładnie rzecz biorąc o niezłym patencie. Otóż w przemyślny sposób policja zastąpiła fotoradary i wszelkiego rodzaju spowalniacze drogowe- jedzie sobie taki radiowóz środkiem drogi "na kogutach" z prędkością 40km/h i przez to chcąc nie chcąc skutecznie hamuje co bardziej zapalczywych kierowców. A ponieważ taki obrazek spotkać można co 20-30km, więc jest w tym szaleństwie jakaś metoda. No i przy takim systemie faktycznie potrzeba sporo personelu, więc i bezrobocie mniejsze.





poniedziałek, 18 lutego 2013

Chatki na kurzych stopkach

W regionie Gruzji, w którym mieszkam, bardzo często oprócz tradycyjnych domów spotkać można drewniane chaty budowane w nieco dziwny sposób, na wyższych lub niższych najczęściej stożkowatych podporach nieodmiennie kojarzących mi się z bajkową chatką na kurzych stopkach. Wyglądają one na przykład tak:


niedziela, 10 lutego 2013

Senny koszmar elektryka

Kilka lat temu miałam okazję często bywać w Kosowie i myślałam, że po widoku tamtejszych słupów elektrycznych mało co mnie już zdziwi, ale Gruzja znowu dała radę ;-) Wszelkiego rodzaju kable i przewody związane z elektrycznością żyją tutaj własnym życiem i sprawiają naprawdę kosmiczne wrażenie. Oczywiście nie jest tak wszędzie, ale generalnie im dalej od centrum, tym weselej. 




To samo dzieje się wewnątrz mieszkań, najczęściej instalacje elektryczne są tak położone, że ciężko coś z nich zrozumieć, ponadto tubylcy mają nad wyraz niefrasobliwy stosunek do tego problemu. Kontakt robi nagrzewa się do tego stopnia, że topi się plastikowa obudowa? – oj wielka rzecz, wystarczy rzadziej używać. Gdzieś cieknie woda i zalewa instalację powodując spięcia?- no przecież wyschnie. Trzeba coś podłączyć i pociągnąć kabelek?- jasne, niech sobie wisi na zewnątrz niczym nie przymocowany. Nie wiadomo, który przewód nie działa?- to pociągnijmy jeszcze jeden, szkoda wysiłku na szukanie awarii. A ponieważ prąd w Gruzji jest drogi, więc pomysłowi tubylcy szczególnie na wsiach nagminnie podłączają się bezpośrednio do głównej linii przy pomocy samodzielnie skonstruowanych przewodów. 



Wszelkiego rodzaju naprawy związane z elektrycznością i przewodami to też sport dla ludzi o mocnych nerwach. Nie dalej jak przedwczoraj widziałam faceta skaczącego sobie radośnie po balkonach od zewnętrznej strony, bo przeciągnąć trzeba było kilkadziesiąt metrów kabla, często też spotkać można panów wykonujących tajemnicze działania na słupach przy skrzynkach z przewodami bez jakichkolwiek zabezpieczeń- ot, taka gruzińska ruletka ;-)


poniedziałek, 4 lutego 2013

Miasto niespełnionych marzeń

Post ten zainspirowany został przez mojego Męża, który dzielnie znosi ze mną szaleństwa związane z życiem w Gruzji :)

"Miasto przyszłości", "Prezydent Gruzji wybuduje nowe miasto", "Lazika-nowe gruzińskie miasto"- takie tytuły można było przed kilkoma miesiącami zobaczyć w polskiej prasie. Pomysł rzeczywiście o tyle ambitny, co i szalony- Prezydent Gruzji postanowił przy granicy z Republiką Abchazji wybudować od podstaw nowe miasto mające być drugim co do wielkości w Gruzji. Argumentacja była podwójna- oficjalnie uzasadniało się projekt potrzebą rozwoju najbiedniejszej części Gruzji, wspierania handlu poprzez budowę nowego portu, stworzenia miejsc pracy itp. "Drugim dnem" była lokalizacja- tuż przy granicy z Abchazją, jako przeciwwaga dla jej stolicy Suchumi "zaanektowanej przez rosyjskich okupantów" (sic!).
Plan naprawdę ambitny. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie trzy drobne szczegóły. Po pierwsze lokalizacja Laziki oparta o podmokłe, bagienne tereny, już od samego początku nie wróżyła dobrze przedsięwzięciu. Po drugie- skąd w 4,5 mln kraju wziąć chętnych do zaludnienia półmilionowego miasta? I do tego jeszcze absurdalny szacunkowy koszt 1,5 mld USD dla kraju, który w dużej mierze żyje dzięki środkom pomocowym i posiada łączny roczny budżet na poziomie 4,2 mld USD.... Zgodnie z przewidywaniami po kilku miesiącach budowa została wstrzymana, a to, co tej pory powstało- zalążki przystani, ratusza, drogi i portu- stoi chwilowo opuszczone. Z uwagi na bliskość innego "kosmicznego" projektu Anaklii (do poczytania TUTAJ) jest przynajmniej szansa, że budowle te jednak zostaną jakoś wykorzystane, ale już teraz wiadomo, że marzenia związane z Laziką nie spełnią się w najbliższej przyszłości. 








P.S.- TUTAJ i TUTAJ znajdziecie artykuł i wizualizację związane z planami budowy Laziki