Wiele razy opisywałam już sytuację panująca na gruzińskich drogach i specyficzne podejście tubylców do zasad ruchu drogowego (na przykład TUTAJ czy TUTAJ), więc w końcu stało się to, co kiedyś stać się musiało, a mianowicie zaliczyłam stłuczkę. Cała historia wyglądała tak:
Jadę sobie spokojnie po mieście swoim pasem, dojeżdżam do skrzyżowania, mam zielone, a tu nagle wielkie bummmmm..... i widzę po swojej prawej stronie fruwające kawałki czegoś kolorowego. No pięknie. Co się stało? Jadący po sąsiednim pasie ruchu taksówkarz postanowił ni z tego ni z owego zatrzymać się i z lewej strony wypuścić pasażera, oczywiście nie patrząc, że ma na swojej wysokości inny samochód. Efekt? Jego auto ma mocno wygięte drzwi i wielkie wgniecenie, moje auto pozbyło się prawego przedniego światła, prawego lusterka i uzyskało szereg błękitnych zarysowań i wgnieceń na całej długości. Cud, że wysiadający wyszedł z tego bez żadnych kontuzji.
