piątek, 18 stycznia 2013

Samochodowe życie po życiu

Dzisiaj miało być o zupełnie czymś innym, ale po kilkudziesięciu minutach za kierownicą w moim jakże uroczym miasteczku dostałam tak potężnej furii, że po prostu muszę dać jej upust. Wiem, że o kierowcach i ruchu drogowym pisałam już nie raz, ale jak widać temat ten ma wiele wariantów. Tym razem będzie o samochodach.
Jak wiadomo Gruzja samochodów nie produkuje, więc logicznie wszystko ściągane jest z zagranicy, przy czym największym powodzeniem cieszą się mercedesy i BWM. Nic w tym złego, gdy mówimy o w miarę porządnych i zadbanych autach. Ale to, co jeździ po tutejszych drogach, w wielu przypadkach swoje pierwsze szczęśliwe życie już zakończyło i obecnie woła o pomstę do nieba nie jedynie ze względów estetycznych (nieszczęsne pourywane zderzaki), ale przede wszystkim ze względów bezpieczeństwa. Standardem jest kompletny brak świateł lub przynajmniej kierunkowskazów, szyby zastąpione kawałkiem folii, rysy na szybach uniemożliwiające kierowcy zobaczenie czegokolwiek, cztery kompletnie różne opony, brak lusterek.... W dodatku często problemy z autem naprawiane są "domowymi sposobami", co powoduje kompletny chaos. Bardzo często kierunkowskazy podłączone są odwrotnie (tzn. przy skręcie w prawo włącza się lewy), "zawiesza się" klakson powodując jakże miłą kocią muzyczkę, światła stopu działają jedynie co jakiś czas. Dziś właśnie miałam na drodze przed sobą kumulację takich cudów natury- auta z ledwo sprawnymi hamulcami, kierowca wysuwający głowę przez boczne okienko bo na przedniej szybie potężne pęknięcia ograniczające widok w deszczu do minimum, ale nadal gnający z zawrotną prędkością, auto tak "przekoszone", że każda opona zostawia własny ślad... Czy naprawdę nikt nie jest świadom, jak wielkie zagrożenie stwarzają takie jeżdżące wraki???????







A dlaczego to wszystko jest możliwe? Otóż od kilku lat w Gruzji nie funkcjonuje przegląd techniczny samochodów, na dobrą sprawę można zatem jeździć czymkolwiek. Mało tego, po zeszłorocznych wyborach nowy rząd postanowił coś z tym fantem zrobić i przywrócić obowiązkowe badania techniczne, jednak został zakrzyczany na zasadzie, że będzie to dodatkowe obciążenie dla najuboższych i odbierze wielu ludziom źródło utrzymania.... no tak, jasne, lepiej niech jeździ stuletnia rozsypująca się taksówka czy marszrutka bez hamulców z podwoziem przeżartym rdzą i szorującym prawie po asfalcie.... Kolejnym argumentem przeciwko badaniom technicznym było to, iż generują one korupcję, jednym słowem już od razu zakłada się, że będą one nieuczciwe. Ech, ciekawe czy będę jeszcze świadkiem, gdy coś drgnie w tym zakresie.......
(A żeby nie było, że jestem gołosłowna- tutaj oficjalna informacja o protestach w sprawie przywrócenia badań technicznych pojazdów: http://rustavi2.com/news/news_text.php?id_news=47561&pg=1&im=main&ct=0&wth=0)

8 komentarzy:

  1. Będąc na Ukrainie myślałam, że tam pobijane są wszelkie rekordy dotyczące poruszaniem się na "bele czym" po ulicach. Niby wszystko zabawne dla takiego czytelnika jak ja - nie mającego bezpośrednio kontaktu z takim stanem rzeczy, ale fakt faktem, sztuką jest jeździć wśród takich kierowców i ich maszyn bez kolizji. Powodzenia życzę i pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. przeraża mnie to wszystko ;) a argument o korupcji najlepszy!!! ;) pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  3. I bardzo dobrze. Jak ktoś chce lub musi jeździć starym złomem to nikomu nic do tego. Innym prędzej krzywdę zrobi idiota w rozpędzonym nowym BMW niż dziadek klekocący się przerdzewiałym kaszlakiem powiązanym na sznurki. Jak ktoś chce się super bezpiecznie przemieszczać niech jeździ pociągiem.

    OdpowiedzUsuń
  4. tak dziala wolny rynek a pewnie wypadkow jest znacznie mniej niz w polsce

    OdpowiedzUsuń
  5. W USA także nie ma takich przeglądów...

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdyby Gruzja była w Unii Europejskiej to 75% Gruzinów nie miałoby samochodów. Ja wolałbym, aby polski niezamożny człowiek jeździł starym kaszlakiem niż żeby nie miał samochodu wcale (gdyby nie akcyza i VAT to stać by go było na paliwo. Teraz np: biedak nie kupi malucha za 100zł aby dojeżdżać przez pierwsze miesiące do pracy oddalonej o np 5-20km. Jeśli mieszka na zadupiu gdzie nie ma pracy to jest skazany na zasiłek i dalszą biedę. Nawet nie można kupić 16 letniemu dziecku kaszlaka, aby uczyło się jeździć gdzieś na uboczach.

    OdpowiedzUsuń
  7. Volenti non fit iniuria.

    Obowiązkowy przegląd techniczny dla taksówek, oraz aut o masie powyżej 2tony. Inne są im zbędne.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam wrażenie, że ginie w narodzie umiejętność czytania ze zrozumieniem, ewentualnie umiejętność kojarzenia faktów. Zapewne nikt z szanownych tak liberalnie komentujących nie miał okazji być w Gruzji i posmakować jak to jest gdy kieruje się tu autem. Więc w skrócie- kombinacja niesprawnych aut z tutejszym stylem jazdy jest po prostu zabójcza. Gruziński kierowca to z natury dżygit, który musi być pierwszy. No po prostu musi i już. W związku z tym będzie wyprzedzał na trzeciego, a nawet na czwartego trąbiąc przy tym niemiłosiernie. Będzie również wyprzedzał na zakręcie, pod górę, w ulewnym deszczu, albo dla odmiany poboczem. Będzie wyprzedzał mając niesprawne auto, czyli np. niedziałające hamulce, łyse opony nie od kompletu, popękaną przednią szybę, brak bocznych drzwi, brak świateł. Po czym w wielu przypadkach jak tylko wyprzedzi, to natychmiast zwolni, bo usatysfakcjonuje go bycie na czele stawki, a przecież trzeba oszczędzać paliwo.

    "Oszczędzanie" paliwa to kolejna mrożąca krew w żyłach koncepcja gruzińskich kierowców - pomijam zjeżdżanie "na luzie" ze stromej góry, bo mistrzowie są znacznie lepsi, mianowicie potrafią w rozpędzonym do 100km/h samochodzie pośrodku trasy wyłączyć silnik, aby toczył się siłą rozpędu bez paliwa. Wyłączanie silnika gdy czeka się na czerwonym świetle to już niemal standard - o tyle bez sensu, że potem znowu ruszają z rykiem aby być na czele stawki.... Dla tejże samej oszczędności duża część kierowców nie zapala świateł w samochodzie, co jest szczególnie mało śmieszne w trakcie ulewy lub po zmroku.

    Najlepsze jest jednak skręcanie. Oczywiście kierunkowskaz jest dla cieniasów, to samo jakiekolwiek inne sygnalizowanie. Najfajniej jest zjechać do prawej, tak jakby się człowiek chciał zatrzymać, a potem znienacka zawrócić przez całą szerokość jezdni, oczywiście nie zważając na pojazdy nadjeżdżające z obu stron. To samo jest z włączaniem się do ruchu, wystarczy ruszyć w dowolnie wybranym momencie i niech się ci z tyłu martwią czy wyhamują....

    Kolejna zasada to brak jakichkolwiek zasad dotyczących ładunku bądź pasażerów. Co się zmieści, to jedzie. Sto kilo jabłek luzem, kanapa i cztery fotele na dachu, wielkie pakiety siana przewyższające dwukrotnie wysokość auta, lodówka, kilkanaście dziecięcych rowerków, wielkogabarytowe elementy budowlane - o taaak, jak najbardziej! Acha, a dziecko najfajniej jest przewozić na kolanach kierowcy. Przy czym tak obładowane pojazdy nadal pędzą z gazem wciśniętym do dechy!

    A wisienka na torcie to wszechobecne krowy, konie, świnie i psy łażące hurtowo po ulicy. Za każdym zakrętem czai się potencjalne stado, które uwielbia leżeć na środku drogi i ani myśli ruszyć się dokądkolwiek.

    Więc naprawdę nie przenoście polskich realiów na grunt gruziński, bo zapewniam was, że nie chcecie spotkać się z rozpędzonym gruzińskim szrotem bez świateł i hamulców w ulewnym deszczu- ja to przerabiałam wiele razy i nie życzę takich stresów nikomu.

    OdpowiedzUsuń