środa, 14 listopada 2018

Historie z życia wzięte, czyli jak w Gruzji wynajmować mieszkanie i nie zwariować


Zamieszkanie za granicą łączy się z całym szeregiem spraw organizacyjnych, które trzeba jakoś ogarnąć, a pierwszą z nich jest oczywiście znalezienie jakiegoś rozsądnego miejsca do życia. Nie inaczej jest w Gruzji, w której pierwszym wyzwaniem było dla mnie wynajęcie mieszkania. Na prowincji okazało się to nie takie proste, jak by się mogło wydawać.

Według moich obserwacji gruzińscy właściciele lokali dzielą się na trzy kategorie: tacy, którzy wynajmują mieszkanie/dom i rozumieją, że kluczem od sukcesu jest zadowolenie obu stron; tacy, którzy pomimo wynajęcia komuś domu/mieszkania nadal traktują je jak swoją własność i tacy, którzy uważają cudzoziemca za potencjalną dojną krowę. Kategoria pierwsza jest niestety rzadko spotykana (ja trafiłam za trzecim podejściem), kategoria trzecia zdarza się czasami, natomiast kategoria druga okazała się być barwna i dominująca.

Gdyby ogłosić konkurs na najbardziej abstrakcyjny blok mieszkalny w Zugdidi, ten budynek miałby spore szanse...

piątek, 5 października 2018

Jedzonko cz. 10 - Adżarskie ABC


Powracam dziś do cyklu wpisów o gruzińskiej kuchni. Nie tak dawno mowa była o potrawach z Megrelii (TUTAJ), a tym razem na wirtualny stół wjadą nam dania z innego nadmorskiego regionu, czyli Adżarii mającej stolicę w Batumi.

Czarnomorsko-górzysta Adżaria: to stąd pochodzą dzisiejsze potrawy


Gotowa się jestem założyć, że podobnie jak i moje, Wasze pierwsze skojarzenie z kuchnią adżarską to słynne chaczapuri adżaruli, czyli pizzopodobny placek z lekko ściętym jajkiem, o którym więcej poczytacie TUTAJ. Przez długi czas było to zresztą moje jedyne kulinarne skojarzenie z tym regionem. Adżaria to jednak także inne charakterystyczne potrawy, w tym "adżarskie ABC": Aczma, Borano i Czirbuli, o których mowa będzie już za chwilę.

poniedziałek, 24 września 2018

Serce Kachetii


Naszła mnie deszczowo-jesienna nostalgia i zabrałam się za porządkowanie moich archiwalnych zdjęć. A tam tyle wspomnień z pewnej późnojesiennej wyprawy... Ponieważ dawno już na blogu nie podróżowaliśmy wirtualnie po Gruzji, więc dziś będzie to, co lubię najbardziej- miejsca urokliwe, a niezbyt oblegane przez turystów, a w dodatku atmosferą idealnie wkomponowujące się w pogodę za oknem. Zabieram Was do jesiennej Kachetii!


Zaczniemy od Telavi (gruz. თელავი, nie mylić z Tel Aviv!), w literaturze nazywanego "sercem Kachetii". To 30-tysięczne miasto położone w Dolinie Alazani stanowi obecnie zaledwie stolicę regionu, ale w historii odgrywało już rolę znacznie ważniejszą. To tutaj w XI a potem XVII-XVIII wieku mieściła się stolica bogatego Królestwa Kachetii.

wtorek, 11 września 2018

Kto mówi po megrelsku?


Z okazji obchodzonego 26 września Europejskiego Dnia Języków już po raz kolejny my- autorzy zrzeszeni w grupie Blogi Językowe i Kulturowe- postanowiliśmy zorganizować akcję o nazwie Miesiąc Języków.

Tym razem będzie ona przebiegała pod hasłem "RÓŻNORODNOŚĆ JĘZYKOWA".

Między 2 a 25 września codziennie o godzinie 10:00 będziecie mogli odkrywać nowe wpisy poświęcone językom, dialektom i gwarom, które na co dzień rzadziej goszczą na naszych blogach. I tak na przykład wczoraj na blogu italia-nel-cuore mowa była o przyczynach zróżnicowania dialektów we Włoszech (TUTAJ), a jutro z bloga Hiszpański na luzie dowiemy się, jak się mówi w Walencji (TUTAJ). Serdecznie zapraszamy!


W dzisiejszym wpisie po raz kolejny wracamy do Samegrelo (Megrelii), czyli regionu, który był moim gruzińskim domem przez całe 27 miesięcy. Dlaczego akurat tam? Dlatego, że to właśnie w tym zakątku Gruzji funkcjonuje bardzo specyficzny język, czyli megrelski (lub mingrelski). W niektórych źródłach nazywany jest jednym z dialektów gruzińskiego (ja sama popełniłam kiedyś ten błąd), ale to nieprawda- megrelski ma status samodzielnego języka i razem z gruzińskim, lazyjskim i swańskim należy do rodziny języków kartwelskich. Tak na osi czasu wygląda ich geneza:



sobota, 25 sierpnia 2018

Migawki z bazaru w Zugdidi


 
To już 53. edycja naszej akcji "W 80 blogów dookoła świata" ! Wybraliśmy temat w sam raz na wakacje- porozmawiamy o bazarach i ciekawych targowiskach na całym świecie. Kto wie, może zechcecie tam zajrzeć w czasie swoich podróży?

Serdecznie zapraszamy!






Robienie zakupów w Gruzji kojarzy mi się nieodłącznie z bazarem. To właśnie bazar był jednym z pierwszych miejsc, do których dotarłam po zamieszkaniu w Zugdidi. Nie było tam wtedy supermarketów ani wypasionych stacji benzynowych z bogato zaopatrzonymi sklepami (choć część z nich była już w budowie), więc mniej standardowe towary nabywałam podczas wypadów do Tbilisi, a po resztę wybierałam się na lokalne targowisko. Ach, czegóż tam nie było....


O pierwszych (a także drugich i trzecich) wrażeniach z "bazari" (gruz. ბაზარი) pisałam już kilka razy, więc nie będę się powtarzać, odsyłając jednocześnie do wpisów Jak to z zakupami bywało... (TUTAJ) i Na straganie w dzień targowy (TUTAJ). Dzisiaj chciałabym pokazać kilka zdjęć, migawek z targowiska w Zugdidi, które jeśli się dobrze przyjrzeć, stanowi swoisty fascynujący mikrokosmos.