niedziela, 25 października 2015

Gdy mi ciebie zabraknie...


W dzisiejszej odsłonie "W 80 blogów dookoła świata" pokazujemy produkty z różnych krajów, które szczególnie przypadły nam do gustu. Zapraszam zatem do kolejnej wirtualnej wizyty w Gruzji, a także na blogi innych podróżników, do których linki znajdziecie na końcu artykułu!









Od mojego wyjazdu z Gruzji minął już jakiś czas i niestety rozmaite zapasy przywożone do Polski zdążyły stopnieć. Choć na co dzień bez problemu jestem w stanie zaopatrzyć się w przepyszne gruzińskie wina (ku mojemu zdziwieniu ma je w swojej ofercie każdy większy market), to innych gruzińskich produktów jest  u nas jak na lekarstwo. Oto trzy gruzińskie rzeczy, wobec których mam ochotę smętnie zanucić "gdy mi ciebie zabraknie..." , bo należały do moich ulubionych i teraz tęsknię za nimi straszliwie...


Gruzińskie herbaty



Choć "herbaciane pola Batumi" od czasu upadku ZSRR są już właściwie mitem, to jednak okolice Zugdidi w zachodniej Gruzji nadal mają kilka lokalnych fabryczek herbaty, którą zakupić można w wielu sklepach. Z jakością tej produkcji bywa różnie, ale warto przetestować przede wszystkim herbatę czarną z bergamotką- sztandarowe tutejsze zestawienie. Znalazłam też kilka pysznych owocowych mieszanek, którymi uwielbiałam raczyć się w długie zimowe wieczory- moje ulubione to "Owoce subtropikalne" i "Gruzińskie jagody".



Czurczkhela



Czurczkhela nazywana jest "gruzińskim snickersem" i należy do najbardziej znanych tutejszych słodyczy. Składa się ona z orzechów (najczęściej laskowych) zatopionych w gęstym soku winogronowym i pozostawionych do wysuszenia. Zależnie od receptury zastosowanej przy produkcji winogronowej "otoczki" czurczkhela może mieć różny smak- od lekko kwaskowatego po bardzo słodki. Ważne jest, aby kupować i jeść ją w miarę świeżą, pozostawiona zbyt długo wysycha lub pleśnieje.


Lemoniady
(źródło: internet)
Gruzja oszołomiła mnie wyborem i smakiem całego zestawu lemoniad dostępnego w każdym sklepie spożywczym i każdej knajpie. Poza tradycyjnym smakiem pomarańczy lub cytryny mamy do wyboru gruszkę, brzoskwinię, malinę, jabłko, cytrynę z miętą, białe winogrono, czerwone winogrono, berberys, taragon, fejchołę, a także smak kremowy i kremowo-czekoladowy. Moje ulubione to berberys i gruszka, które są niesamowicie orzeźwiające, a jednocześnie nie przesłodzone (bo żeby wypić taki np. smak kremowy, trzeba naprawdę być miłośnikiem słodkiego). Straszliwie żałuję, że nie można ich zakupić w polskich sklepach, bo na pewno ustawiałyby się do nich kolejki!



Tutaj możecie poczytać o ciekawych produktach z innych krajów:


Austria:
Viennese breakfast: 3 austriackie produkty - marki
Chiny: 
Biały Mały Tajfun: Moje 3 ulubione yunnańskie produkty
Francja: 
Irlandia:
W Krainie Deszczowców: Moje trzy ulubione irlandzkie produkty
Kirgistan: 
O języku kirgiskim po polsku: Moje ulubione produkty z Kirgistanu
Niemcy: 
Niemiecka sofa: 3 rzeczy z Niemiec
Szwecja: 
Szwecjoblog: 3 ulubione wynalazki ze Szwecji 
Szwajcaria:
Szwajcaria moimi oczami: Moje trzy ulubione szwajcarskie produkty
Szwajcarskie Bliblablu: Mój osobisty top 3 szwajcarskich produktów
Turcja:
Turcja okiem nieobiektywnym: Smak i zapach granatów
Wielka Brytania


A jeśli ktoś z Was też jest autorem językowo-kulturowego bloga i chciałby się do nas przyłączyć, zachęcam do zajrzenia na TEGO bloga grupy, a także do kontaktu pod adresem e-mailowym blogi.jezykowe@gmail.com.


poniedziałek, 19 października 2015

Co robić w Borjomi?

Wiele jest w Gruzji miejsc, w których pojawiająca się nowoczesność próbuje zgrywać się z odległą historią, a jednocześnie spod tego wszystkiego wystają żywe pomniki schyłkowego socjalizmu. Takich właśnie wrażeń dostarcza Borjomi (pol. Bordżomi, gruz. ბორჯომი) w regionie Samcche-Dżawachetia, jedna z kultowych gruzińskich miejscowości chętnie odwiedzanych przez turystów.


Od początków XIX wieku miasto było ulubionym kurortem rosyjskiej arystokracji, nazywanym "perłą Kaukazu". Zachwycający krajobraz i bogate źródła wód mineralnych sprawiły, że nawet członkowie rosyjskiej rodziny królewskiej chętnie wypoczywali w Borjomi, co oczywiście spowodowało rozkwit miejscowości i budowę wielu imponujących rezydencji i pałacyków. Po zmianach ustrojowych w latach 20-tych XX wieku rezydencje te zmienione zostały w sanatoria, z których korzystali głównie wysoko postawieni członkowie partii komunistycznej. W 1968 roku miasto zostało mocno zniszczone przez powódź, a kolejna zmiana ustroju spowodowała jego stopniowe podupadanie. Co z dawnego splendoru pozostało do czasów współczesnych? Główną atrakcją miasteczka jest park zdrojowy z publicznie dostępnym źródłem wody mineralnej (więcej o wodzie Borjomi do poczytania TUTAJ). Spróbowanie jej to jednak nie lada wyzwanie- jeśli ktoś oczekuje smaku Borjomi znanego z półek sklepowych, to okrutnie się zawiedzie. Wersja sklepowa jest bowiem lekko gazowana i schłodzona, natomiast woda płynąca bezpośrednio z parkowego ujęcia nie dosyć, że pozbawiona jest przyjemnych bąbelków, to jeszcze jest ciepła i uczciwie mówiąc smakuje ohydnie. Wracając do samego parku zdrojowego- założony został w 1850 roku, ale jego obecny wygląd to głównie pozostałości placów zabaw z czasów późnego socjalizmu. Warto jednak przejść się kawałek wzdłuż płynącego przez park strumienia, bo przyroda jest tam przepiękna. W sezonie można też przejechać się kolejką linową do położonego na wzgórzu parku rozrywki, skąd rozciąga się doskonały widok na okolicę. Dodatkowo okolice parku zdrojowego przeszły w ostatnim czasie gruntowną rewitalizację, więc jest szansa na choćby częściowe odtworzenie dawnego uroku tej części miasteczka.



Jesień 2013- okolice parku zdrojowego w remoncie
 

Tuz przed wejściem do parku- prawie jak nasze Krupówki ;-)
 
Mój absolutnie ulubiony most :) - trzeba mieć fantazję!
 


Wejście do parku zdrojowego
 
Ujęcie wody Borjomi
 


Spróbowałam... i od razu wyplułam- ciepłe, słone ohydztwo!

A tu już zaczyna się część parku z minionej epoki
 

Taki plac zabaw miałam przed blokiem 20 lat temu
 
Betonowe schrono-grzybki
 
Przepiękny wodospad w dalszej części parku
 
Dla takich widoków warto sobie zrobić mały spacerek


















Reszta tej 14-tysięcznej miejscowości tak naprawdę nie oferuje nic szczególnie ciekawego, a post-komunistyczna architektura przyprawić może o depresję, natomiast jest to wspaniała baza wypadowa dla miłośników trekkingu i chodzenia po górach, bo tuż za Borjomi zaczyna się największy w Gruzji Park Narodowy Borjomi-Kharagauli z wytyczonymi kilkoma malowniczymi szlakami prowadzącymi częściowo nawet na wysokość 2600 m n.p.m. Co ciekawe, Borjomi razem z pobliskim Bakuriani zgłoszone zostały przez Gruzję jako kandydatury do organizacji zimowych Igrzysk Olimpijskich 2014, ale zostały odrzucone już przy pierwszej selekcji- i chyba na całe szczęście, bo szkoda by było tych przepięknych terenów pod rozmaite komercyjne budowle i zadeptanie przez tysiące osób. 


Tuż za Borjomi- widoki piękne przez cały rok



Główna ulica miasta z ratuszem
 

Kolorowe betonowe bloki nijak się mają do górskiego klimatu


Jedno z dawnych sanatoriów- obecnie mieszkają tu uchodźcy
 

Odrobina koloru nigdy nie zaszkodzi

Z pozostałych lokalnych atrakcji polecić mogę także pochodzący z IX wieku monastyr Chitakhevi (nazywany także "zielonym monastyrem") znajdujący się około 15 km za Borjomi w stronę Achalciche. Jest przepięknie położony w głębi lasu i przy ładnej pogodzie droga do niego to czysta przyjemność. Sama główna bazylika wygląda może niezbyt imponująco (właściwie tak samo jak dziesiątki innych w Gruzji), ale ciekawe są zabudowania, w których od 2003 roku znowu zamieszkują mnisi. Czasami udaje się również zwiedzić wieżę, w której podobno znajdują się czaszki zmarłych mnichów (niestety wiem to tylko z opowiadań, bo nam nie udało się namówić pilnującej monastyru zakonnicy do otworzenia wejścia).



Droga do monastyru jest bardzo ładnie oznakowana
(co w Gruzji nie jest wcale takie oczywiste)
 

Główny kompleks budynków (niestety wewnątrz nie wolno było robić zdjęć
 i pilnowała tego ponura zakonnica)


W tych budyneczkach rozsianych po lesie mieszkają mnisi
 

Szkoda, że nie wpuszczono nas do wieży :(