Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święci. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 kwietnia 2016

Z widokiem na dwie stolice


Jeśli kiedykolwiek mieliście okazję wyjeżdżać z Tbilisi drogą na zachód (kierunek na Gori, Kutaisi, Zugdidi czy Batumi), z całą pewnością zauważyliście po prawej stronie na wysokim wzgórzu monastyr, który widoczny jest przy każdej pogodzie i o każdej porze roku. Jest to Monastyr Jvari (gruz. ჯვარი, czyt. Dżwari), miejsce dla Gruzinów bardzo ważne ze względów religijnych i kulturowych.
Tyle widać z głównej drogi

poniedziałek, 6 lipca 2015

Twierdza Argonautów i Apostoła Macieja


Zaglądając do różnych zakątków Gruzji człowiek zaczyna przyzwyczajać się, że co kawałek napotyka na zabytki z naprawdę dawnych czasów. Takie na przykład IX-wieczne kościoły nikogo chyba już w tym kraju nie wzruszają, bo spotyka się je w co piątej wsi. Jest też całe mnóstwo wszelkiego rodzaju bliżej nieokreślonych ruin, którymi nie interesuje się pies z kulawą nogą, jak choćby resztki zamku w Chkhorotskou (TUTAJ) albo dla odmiany ruin zamienianych w Cepelie, czego sztandarowym przykładem jest Achalciche (TUTAJ). Dlatego miłą odmianą jest napotkanie miejsca, które swoim ogromem i stopniem zachowania wzbudza podziw.


(źródło fotografii TUTAJ)

środa, 3 czerwca 2015

Sighnaghi: Toskania, Chiny i Wenecja w jednym


Niewiele jak do tej pory poświęciłam miejsca najbardziej chyba słynnej części Gruzji, jaką jest owiana wręcz legendami- bo płynąca winem- Kachetia. Długo zastanawiałam się, jak opisać moje kachetyńskie wrażenia i w końcu postanowiłam podzielić je na kilka wpisów, bo inaczej chyba nigdy nie ruszyłabym do przodu, tak wiele i tak mieszanych emocji wiąże się dla mnie z tamtym regionem. Dzisiaj będzie o oddalonym o jakieś 120 na wschód od gruzińskiej stolicy Sighnaghi (gruz. სიღნაღი), miejscowości od której rozpoczęłam moją przygodę z Kachetią.

Sighnaghi latem- na pierwszy rzut oka prawie jak Toskania, prawda?

środa, 12 marca 2014

Marzec miesiącem kobiet



Tak, wiem, w mocno patriarchalnej Gruzji brzmi to dziwnie, ale takie właśnie hasło usłyszałam dwa dni temu w gruzińskim programie publicystycznym- Marzec Miesiącem Kobiet. A dlaczego tak? Otóż w tym miesiącu obchodzone są tu dwa bardzo "kobiece" święta- 3 marca to Dzień Matki a 8 marca Dzień Kobiet. Szczególnie to drugie święto jest tu mocno celebrowane, przy czym jak zwykle panie świętują osobno, a panowie osobno. Tańce, kwiaty, dużo jedzenia i życzenia składane na każdym kroku- tak wygląda gruziński Dzień Kobiet. Co ciekawe, inaczej niż w Polsce życzenia kobietom składane są także przez inne kobiety, a nie tylko przez mężczyzn, a kwiaty potrafią się magicznie pojawić nawet w najmniej spodziewanym miejscu (już drugi raz dostałam bukiet kwiatów od kompletnie obcych ludzi w restauracji!).


Bukiet na Dzień Kobiet otrzymany w restauracji :-)

Z okazji tak hucznych obchodów postanowiłam dziś przyjrzeć się trzem kobiecym postaciom, które wywarły ogromny wpływ na historię Gruzji. Ich losy i drogi życiowe były różne, ale wszystkie trzy do czasów obecnych pozostają tu wielkimi i czczonymi symbolami. (W poszukiwaniach oprócz informacji zgromadzonych samodzielnie wspierałam się wiadomościami z Wikipedii). 

Chronologicznie patrząc pierwszą z wielkich kobiet w gruzińskiej historii była Nino (268- 335), późniejsza święta (o jej krzyżu pisałam TUTAJ). Według jednej wersji była ona chrześcijańską niewolnicą z Kapadocji sprzedaną władcy gruzińskiemu. Kiedy dzięki modlitwie Nino uzdrowiła żonę Miriana III, dostrzegł on w tym znak, iż należy przyjąć wiarę chrześcijańską, a zatem zbudował według życzenia Nino kościół i sprowadził kapłanów z Konstantynopola. W ten oto sposób w 337 roku dokonała się chrystianizacja Gruzji. Według innej wersji Nino, krewna jerozolimskiego patriarchy, miała w dzieciństwie widzenie, w którym Matka Boża kazała jej wziąć krzyż i udać się do Gruzji głosząc naukę chrześcijańską. Nino dana została także moc uzdrawiania ludzi w imię Chrystusa, a kiedy uzdrowiła żonę króla Gruzji, ten postanowił przyjąć chrześcijaństwo jako religię państwową. No cóż, jakakolwiek by ta historia nie była, święta Nino jest we współczesnym kościele gruzińskim czczona na równi z apostołami i tytułowana "Oświecicielką Gruzji". Wysadzany klejnotami grób świętej Nino odwiedzać można w monastyrze Botbe w Kachetii. 


Wizerunek św. Nino w monastyrze w Martvili




















Najbardziej popularny portret św. Nino



Św. Nino w monastyrze w Katskhi





















Św. Nino w twierdzy Ananuri

Św. Nino przy rondzie w Khashuri


Kolejną wielką kobiecą postacią w gruzińskiej historii była żyjąca w latach 1160-1213 Tamar (Tamara I Wielka) z rodu Bagratydów, która w roku 1184 została królem Gruzji (tak! właśnie królem a nie królową!). Gruzińska szlachta wybrała jej męża, jednak okazał się on brutalem i nieudacznikiem, więc rozwiodła się  z nim, co na tamte czasy było ze strony kobiety krokiem wręcz niewyobrażalnym. Drugiego męża Tamar wybrała sobie sama, jednak nawet po ślubie nie dzieliła się z nim władzą, pozostając "Królem Królów i Królową Królowych". Okres jej panowania uznany został za "Złoty Wiek ", ponieważ własnie wtedy Gruzja osiągnęła szczyt swojej potęgi ekonomicznej, politycznej, militarnej i kulturalnej. Przekazy mówią, iż podczas wojen Tamar osobiście dowodziła armią i stała na czele wojsk. Oprócz tego silnie wspierała rozwój nauki, architektury i religii, była też mecenasem sztuki. W starych źródłach powtarzają się określenia takie jak "Matka niosąca światło" czy "Naczynie Mądrości" oraz  informacje, iż Tamar była wykształcona, odważna, mądra i dbająca o poddanych. W czasach obecnych pomniki Tamary I znaleźć można w każdym zakątku Gruzji, a jej portrety wiszą w większości cerkwi. Budowlą najbardziej kojarzoną z Tamarą jest kamienny kompleks Wardzia (o którym napisać zamierzam już niedługo).


Król Tamar (Tamar Mepe) 


Most Króla Tamary w Poti


Pomnik Tamar w Akhalciche
Wizerunek Tamar w kościele w Wardzi

Portret Tamar w twierdzy Ananuri

Trzecią, chyba najmniej znaną postacią, jest Ketevan królowa Kachetii (1565-1624). Była ona żoną Dawida, księcia Kachetii, jednak rodzinne szczęście nie trwało długo, gdyż jej szwagier Konstantyn zamordował jej męża oraz teścia i przywożąc zwłoki na grzbietach wielbłądów zażądał od Ketevan małżeństwa. Zrozpaczona królowa zwróciła się ku  kachetyjskiej szlachcie i z jej poparciem wygrała bitwę przeciwko Konstantynowi, po czym zajęła się odbudową miast i monastyrów zniszczonych podczas wojny. Podczas najazdu wojsk perskich, w 1614 roku oddała się jako zakładnik w niewolę szacha Abbasa I, co miało zapobiec zniszczeniu Kachetii przez wojska najeźdźców. Szach zażądał od Ketevan wyrzeczenia się wiary chrześcijańskiej i przejścia na islam, a gdy ta odmówiła, nakazał tortury (między innymi polewanie wrzątkiem i wyrywanie paznokci), które doprowadziły do jej śmierci. Ketevan czczona jest w kościele gruzińskim jako święta męczenniczka, a część jej relikwii znajduje się w monastyrze Alaverdi (natomiast pozostała część w Goa w Indiach). W wielu cerkwiach, szczególnie w Kachetii, znaleźć można ikony z jej podobizną, a najwięcej o jej historii dowiedzieć się można w monastyrze Gremi. 


Portret Królowej Ketevan


Monastyr Gremi, najbardziej popularny obraz Ketevan

Trzy kobiety, trzy historie, ale tak naprawdę w każdej z nich te same wątki i cechy- odwaga, siła, mądrość, konsekwentne dążenie do celu. W "miesiącu kobiet" mogę tylko życzyć gruzińskim paniom, aby takie właśnie kobiety obierały sobie za wzór do naśladowania, co powinno być o tyle łatwiejsze, iż różne odmiany imion Nino, Tamar i Ketevan są nadal bardzo chętnie nadawane gruzińskim dziewczętom. 


sobota, 23 czerwca 2012

Mccheta/Mtskheta/Mzheta/მცხეთა

Jest takie miejsce, które uznać można za obowiązkowy punkt odwiedzin podczas wizyty w Gruzji. Miejscem tym jest Mccheta (მცხეთა), pierwsza gruzińska stolica, której korzenie jako miasta sięgają dalekiej starożytności. Tutaj w 317 roku Gruzja przyjęła chrzest, tutaj chowani byli jej władcy, tutaj swoją siedzibę miał i nadal ma zwierzchnik Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego. Z mojego punktu widzenia wstydem byłoby nie zajrzeć do tego miejsca z jeszcze jednej prostej przyczyny- leży tuż za Tbilisi, przy głównej drodze w kierunku zachodnim, więc mijam ją za każdym razem w drodze do Zugdidi. 
Pierwsze wrażenie z Mcchety było niestety sporym rozczarowaniem- zamiast urokliwych klimatycznych uliczek rząd domów wyremontowanych "na jedno kopyto" stylem mocno "cepeliowskim"i mnóstwem sprzedawców tzw. pamiątek. Zapewne ktoś uznał, że turyści nie powinni oglądać nieestetycznych starych budynków i zarządził generalny remont, niszcząc przy okazji cały lokalny klimat w głównym punkcie miasteczka. 

Na szczęście przestało to mieć jakiekolwiek znaczenie, gdy tylko weszliśmy za bramę katedry Sweti Cchoweli. Charakterystyczny żółty piaskowiec i układ typowy dla gruzińskich kościołów dają bowiem uczucie, jakby czas się cofnął. Według legendy to święta Nino wskazała miejsce pod budowę tej najstarszej świątyni w Gruzji. Później kościół był wielokrotnie przebudowywany, a jego obecny kształt pochodzi z XI wieku. Wnętrze katedry jest surowe, ale starannie wykończone, z dbałością o każdy szczegół. Ponieważ nasza wyprawa miała miejsce w początku kwietnia i sezon turystyczny jeszcze się nie rozpoczął, mogliśmy w ciszy i spokoju podziwiać kunszt średniowiecznych budowniczych i malarzy, zaglądając we wszystkie zakamarki. Swoją drogą podobno architekt przebudowujący katedrę słono zapłacił za osiągnięty efekt- władca kazał odciąć mu prawa rękę, aby już nigdy nie mógł stworzyć niczego równie pięknego.









Po wizycie w katedrze przyszedł czas na podziwianie okolicy z ruin twierdzy Bebris Ciche. Twierdza ta powstała w XIII wieku przy głównej drodze prowadzącej z miasta na północ. Obecnie zachowała się już tylko jej niewielka część, ale warto się wspiąć na wzgórze, gdyż roztacza się z niego przepiękny widok na miasto, dolinę rzek Argawi i Mtkwari oraz otaczające je góry.





Ostatnim odwiedzonym przez nas tego dnia miejscem był klasztor Samtavro położony w centralnej części miasta. Z uwagi na nabożeństwa wielkanocne mogliśmy nie tylko obejrzeć klasztor, ale i posłuchać przepięknych śpiewów liturgicznych. Pozostałe atrakcje okolicy musieliśmy niestety zachować na inny raz, gdyż czekała nas jeszcze bardzo długa droga na północny zachód........











niedziela, 20 maja 2012

Bardzo zajęty święty

Zapewne nie jest przypadkiem, że anglojęzyczna nazwa Gruzji to Georgia- fonetycznie tak bardzo zbliżona to imienia Giorgi/ Georgi. Ten właśnie święty- obok świętej Nino, o której pisałam w związku z gruzińskim krzyżem- jest bowiem patronem Gruzji.
Kult świętego Jerzego jest w Gruzji bardzo rozpowszechniony, imię Giorgi należy tu do najpopularniejszych imion męskich, a w  w gruzińskiej cerkwi kilkakrotnie w ciągu roku obchodzone są święta związane z tym patronem. Podobizny świętego Jerzego spotkać można wszędzie, rozpoczynając od herbu państwowego, a kończąc na małych obrazkach przyklejonych choćby w taksówkach.

Kim był święty Jerzy i czym się zasłużył? Według źródeł historycznych urodził się on w rodzinie chrześcijańskiej w drugiej połowie III wieku. Po osiągnięciu pełnoletności, za przykładem ojca wstąpił do armii rzymskiej. Był dobrym żołnierzem i szybko awansował. Kiedy w 303 roku cesarz Dioklecjan wydał edykt zezwalający na prześladowania chrześcijan na terenie Imperium, Jerzy choć był żołnierzem należącym do osobistej ochrony cesarza, jako chrześcijanin krytykował tę decyzję. Rozwścieczony Dioklecjan nakazał torturować go i zabić. Po torturach Jerzy został ścięty pod murami miejskimi Nikomedii, 23 kwietnia 303 (lub 305) roku, a wkrótce potem chrześcijanie zaczęli modlić się do niego, jako do męczennika.
Jednak od prawdy historycznej znacznie bardziej rozpowszechniona jest legenda o walce Świętego Jerzego ze smokiem. Według tej legendy smok zrobił swoje gniazdo na źródle, którego woda zaopatrywała miasto Silene. Mieszkańcy musieli wywabiać smoka z jego gniazda na czas, gdy nabierali wodę. Każdego dnia oferowali smokowi owcę, a jeśli jej nie znaleźli, musieli oddać zamiast niej jedną z dziewczyn wybieraną przez losowanie. Pewnego razu losowanie wskazało księżniczkę, córkę władcy miasta. Wtedy święty Jerzy stanął twarzą w twarz ze smokiem, przeżegnał się znakiem krzyża, pokonał potwora i w ten sposób uratował księżniczkę. Wdzięczne miasto porzuciło pogaństwo i przeszło na chrześcijaństwo. I właśnie podczas walki ze smokiem Święty Jerzy przedstawiany jest najczęściej. Poniżej klika przykładów z Tbilisi, Chkhorostsku i Batumi:




Okazuje się też, że święty Jerzy to bardzo zajęty święty, oprócz Gruzji jest bowiem patronem wielu państw, m.in.: Anglii, Holandii, Niemiec, Szwecji, Litwy, Portugalii i Bośni, patronem chrześcijan palestyńskich, patronem archidiecezji białostockiej, wileńskiej oraz pińskiej. Jest również patronem wielu miast, m. in. Moskwy, Reffary, Barcelony i Neapolu, a w Polsce np. uzdrowiska w Lądku Zdroju czy Ostródy. Jakby tego było mało, jest także patronem wędrowców, górników, żołnierzy, kowali, bednarzy, artystów, więźniów, skautów, harcerzy oraz rolników. 

poniedziałek, 27 lutego 2012

W szczerym polu biały krzyż....

No dobrze, przyznam się- przyjeżdżając do Gruzji niewiele wiedziałam o tradycjach i legendach tego kraju. Dlatego też długo zastanawiałam się, co oznaczają krzyże o takim kształcie, które można spotkać tu niemal wszędzie:
Miałam kilka pomysłów- od specyficznych znaków drogowych po jakiś szczególny rodzaj kultu. Z tą ostatnią kwestią prawie zgadłam, gdyż teraz już wiem, że widoczny na zdjęciu krzyż to tzw. "krzyż gruziński" nazywany też "krzyżem św. Nino". Z jego kształtem wiąże się historia, według której chrześcijaństwo przyniesione zostało do Gruzji z Kapadocji w IV wieku przez świętą Nino (nazywaną też Nina lub Nona, a po gruzińsku წმინდა ნინო). Według wierzeń krzyż powstał poprzez związanie dwóch gałązek winorośli włosami św. Nino. Winorośl zwiędła i w ten sposób powstał charakterystyczny kształt opadających ramion. 
W okolicy widuję ten krzyż niemal wszędzie- przy drogach, polach, na cmentarzach, w elementach biżuterii. Oprócz niego równie często spotykany jest krzyż tradycyjnie znany nam, z prostymi ramionami. Co ciekawe, szczególnie przy głównych drogach co kilkaset metrów stoją ogromne podświetlane krzyże- czyżby rodzaj "talizmanu" związanego z tutejszym stylem jazdy? ;-)