piątek, 20 listopada 2015

Monastyr dokładnie pośrodku niczego

Monastyry w Gruzji są nieodłączną częścią krajobrazu i przez swoją charakterystyczną architekturę są również jednym z symboli tego kraju. Najczęściej położone są na malowniczych wzgórzach, skąd rozciąga się widok na całą okolicę, a jednocześnie same widoczne są już z daleka. Jak wielkim zatem zaskoczeniem był dla mnie kachetyński monastyr Alaverdi (gruz. ალავერდი) położony dokładnie "pośrodku niczego", na wielkim pustym polu!!!


Widok z Kaukazem w tle zapiera dech,
 a dodatkowo ten kontrast między monastyrem a ogromną pustą przestrzenią wokół!
(foto by Przemek- dziękuję!)


Do Alaverdi dojeżdża się najłatwiej od strony Telavi (ok. 20km), choć można też od strony Kvareli (ok. 50km), i prawie do ostatniej chwili trasa nie sugeruje tej wielkiej niespodzianki, jaka objawi się naszym oczom. Monastyr jest ogromny (większy obszar zajmuje tylko katedra w Mcchecie), a wysokość jego wieży sięga 55m (do czasu konsekrowania w 2004 r. katedry Cminda Sameba w Tbilisi był najwyższym obiektem sakralnym w Gruzji). Całość otoczona jest szerokim murem, co czyni Alaverdi jeszcze bardziej niesamowitym, bo wygląda bardziej na twierdzę niż na miejsce kultu religijnego.


Zupełnie jak twierdza

Mury mają nawet baszty obronne
 
Nieodparte wrażenie bogactwa i siły


Krótki rys historyczny pozwala lepiej zrozumieć, dlaczego Alaverdi wygląda tak, jak wygląda. Pierwsza budowla w tym miejscu powstała w VI wieku i składała się z małego kościoła św. Jerzego postawionego w miejscu, gdzie wcześniej poganie oddawali cześć bogowi Księżycowi. Kościół ten ufundował przybyły z Antiochii mnich Józef nazwany później Alaverdeli. Na początku XI wieku król Kvirike Wielki zdecydował o budowie ogromnej katedry i klasztoru, bo skromny kościółek był zdecydowanie za mało reprezentacyjny dla bogatej dynastii królów kachetyńskich. Na jego terenie znalazły się m.in. łaźnie, piwnice na wino i dom zakonny dla kobiet "błękitnej krwi". To właśnie w Alaverdi umieszczono również relikwie kachetyńskiej królowej i świętej Ketevan (o której pisałam TUTAJ). Ponieważ jednak nowy, pełen przepychu monastyr mógł stać się łatwym łupem w razie różnych niepokojów, otoczony został potężną fortyfikacją umożliwiającą jego obronę. W późniejszych wiekach dwa razy prowadzona była jego częściowa rekonstrukcja, najpierw w XV wieku, a potem po trzęsieniu ziemi w XVIII wieku. Warto też wspomnieć, że obecnie Alaverdi ma status "tentative" (czyli "wstępny") na liście światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Niestety nie idzie za tym otoczenie go szczególną troską- jak wiele gruzińskich zabytków jest dosyć mocno podniszczony.



Kościół i część odrestaurowanych zabudowań

Główna świątynia tym razem z bliska
 
Wnętrze raczej surowe, z mocno zaniedbanymi freskami
 
Flaga Gruzji i krzyż św. Nino
 

Ten fragment murów mocno naruszył ząb czasu
 
Postać św. Jerzego nad głównym wejściem do świątyni wymaga pilnej restauracji


Część dawnej zabudowy ocalała niestety tylko szczątkowo


Alaverdi położony jest w żyznej dolinie rzeki Alazani płynącej przez Kachetię i dlatego tutejsi mnisi kontynuują wielowiekową tradycję, wytwarzając własne wino znane jako Alaverdi Monastery Cellar (dla zainteresowanych więcej o tym winie TUTAJ). Według odkryć archeologicznych klasztorna winnica u szczytu swojej wydajności dysponowała aż 50 kvevri (specjalnymi zakopywanymi w ziemi kadziami na wino o kształcie wrzeciona), w których mieściło się do 60 ton winogron.


Plantacja winorośli na terenie monastyru

 
Cóż za apetyczny widok!





poniedziałek, 2 listopada 2015

Perełki z gruzińskich cmentarzy

Na samym początku mojej gruzińskiej przygody pisałam nieco o tym, jak różne od polskich są tutejsze cmentarze i zwyczaje związane z pogrzebem (do poczytania TUTAJ). W Polsce nadszedł właśnie ten czas roku, gdy odwiedzamy cmentarze, i choć zgodnie z tradycją prawosławną w Gruzji Zaduszki obchodzone są nie w listopadzie, a w drugi dzień Wielkanocy, to myślę, że mimo wszystko pora jest odpowiednia na rzucenie okiem na kilka ciekawych gruzińskich nekropolii.

Na gruzińskim cmentarzu zaskoczyć nas może właściwie wszystko. Już sam kształt i rozmiar działek przeznaczonych pod groby zadziwia wielkością, bo zwykle jest gigantyczny i obejmuje nie tylko miejsce na nagrobek, ale także ławeczkę i elementy dekoracyjne, a nierzadko również stół, wiatę lub nawet coś w rodzaju małego budynku. Wiele z takich konstrukcji posiada podciągnięty prąd, więc przy grobie naszych bliskich możemy spędzić dowolną ilość czasu i nie ogranicza nas światło słoneczne (co ma szczególne znaczenie w czasie wielkanocnych biesiad przy grobach). Całość takiej działeczki z reguły otoczona jest płotem, a ponieważ poszczególne kawałki często wydzielane są w sposób przypadkowy, więc często natrafia się na totalny labirynt bez wyznaczonych prostych ścieżek znanych nam z polskich cmentarzy.


Na wiejskim cmentarzu miejsca jest sporo, więc można poszaleć z wiatami.
Pasące się w takim miejscu krowy to też nic dziwnego.
 
I jak tu znaleźć drogę?

Nie, to nie jest kaplica- to tylko nieco bardziej wypasione groby
 
Widok od boku- miejsce na biesiadowanie z ławami i stołem 
 
 
Osobnym tematem są gruzińskie nagrobki. Zwykła płyta z napisem to tutaj rzadkość, bo właściwie obowiązkowe jest pokazanie postaci zmarłej osoby- od małego zdjęcia po pełnowymiarowe figury, zależnie od wybranej techniki i dostępnego budżetu. Muszę przyznać, że właśnie ze względu na te nagrobki uwielbiałam spacerować po gruzińskich cmentarzach, szczególnie tych w mniejszych miejscowościach, bo zawsze trafiły się jakieś perełki. Popatrzcie zresztą sami!
 
Takie medaliony znamy także z naszych cmentarzy
 


Częste jest umieszczanie więcej niż jednego zdjęcia tej samej osoby
 

Typowe dekoracje

Z boku mały stolik, na którym wg tradycji prawosławnej umieszcza się owoce, ciasto i napoje

Zamożniejsze rodziny decydują się na taka opcję

Pomniki nagrobkowe często podkreślają, kim był zmarły


Wizerunki w tradycyjnych strojach gruzińskich to też częsty widok

Jeden ze starszych cmentarzy z ciekawymi "gablotkami"
 


"Gablotkowy" cmentarz, naprawdę można się przestraszyć

Trzy różne płyty nagrobkowe tej samej osoby, co ciekawe
na tej największej po prawej stronie dziewczyna rozmawia przez telefon komórkowy

Ciekawostka- w lewym górnym rogu wizerunek spadającego samolotu


Tutaj także stoliczek obficie zastawiony ciastem i napojami wyskokowymi
 


Bardzo realistyczne postacie to najnowsza moda


Na koniec zostawiłam nagrobek absolutnie genialny, do którego wracałam wiele razy i za każdym razem byłam nim tak samo zafascynowana. Znajduje się on w miejscowości Pakhulani w Samegrelo, jakieś 30 km na północ od Zugdidi. Pochowany jest tutaj Gruzin, który jako pierwszy w całej okolicy posiadał samochód- jak widać był to niesamowity powód do dumy....


Czyżby ktoś postawił na cmentarzu samochód?


Odwzorowanie niesamowicie realistyczne

Dopiero po tym szczególe widać, że jest to pomnik nagrobny


Nagrobek w całej okazałości

Robi wrażenie, prawda?