wtorek, 21 kwietnia 2015

Gruzja fontannami stoi

Kiedy na swój prywatny użytek nadawałam byłemu gruzińskiemu Prezydentowi przydomek "Misza Budowniczy", nie wiedziałam jeszcze, że doczekał się on już innego przydomku, z którego w dodatku był dumny- "Fontanna Pierwszy". A wszystko wzięło się z jego zamiłowania do tryskających wodą fontann i konsekwentnie wcielanego w życie pomysłu umieszczania ich wszędzie, gdzie to możliwe. Oto prezydencka wypowiedź z uroczystości otwarcia opery (i fontanny!) w Batumi w 2011 roku: "Niech nazywają mnie Fontanna I; to jest już może moja tysięczna fontanna, ale opery, fabryki, szkoły i centra kultury powinny być budowane razem z fontannami. To jest urzeczywistniający się sen, który uszczęśliwia prawdziwych patriotów!" (całe przemówienie w j. angielskim tutaj). No i faktycznie, czego jak czego, ale fontann w Gruzji nie brakuje. Mają różne kształty i style, pochodzą z różnych epok (choć większość jednak z epoki Miszy Budowniczego hojnie przeznaczającego na nie środki pomocowe) i trzeba przyznać, że robią wrażenie. Postaram się zatem ten fenomen sklasyfikować i pokazać trochę najbardziej charakterystycznych przykładów gruzińskich wodotrysków.

Najbardziej popularna jest fontanna podobna do wielkiego tortu, którą można spotkać w co najmniej kilku gruzińskich miejscowościach. Stawiana jest ona głównie na rondach, gdzie z racji swojego kształtu idealnie się wkomponowuje- Zugdidi czy Khasuri są tego dobrym przykładem, podobne konstrukcje spotkamy też w Batumi, Tbilisi i kilku innych miejscach.

Typowa fontanna-tort w centrum Zugdidi

O starsze fontanny już nie dba się tak pieczołowicie, a szkoda
bo czasami mają przepiękne mozaikowe dekoracje

Mamy także fontanny z bardzo popularnymi motywami historycznymi- od mitycznej Kolchidy po czasy antyczne, spotkać też można prezentację akcentów patriotycznych.

Patriotyczna fontanna w Zugdidi

Fontanna "Kolchida" w Kutaisi

Syreny w Sighnaghi

Neptun przed budynkiem opery w Batumi
(tutaj mia
ła miejsce cytowana wyżej przemowa Prezydenta)

Interesujący detal fontanny z Neptunem ;-)





















Są fontanny artystyczne, mające cieszyć oko wymyślnymi postaciami- dziewczyna na rowerze i dziewczyna-motyl w Batumi, Mały Książę w Tbilisi to tylko kilka ich przykładów (więcej tutaj).

Dziewczyna na rowerze w Batumi- płynąca woda daje iluzjęże koła rzeczywiscie się obracają

Moja ukochana fontanna Małego Księcia w Tbilisi

Mamy fontanny parkowo-pałacowe takie jak choćby w Batumi, Tbilisi, Tskaltubo czy Zugdidi.

Fontanna przed pałacem Dadianich w Zugdidi

Fontanna na górnym zamku w Achalciche

Są też lekko absurdalne fontanny wybudowane tuż nad samym morzem w Anaklii, co nieco przypomina wożenie drewna do lasu, ale co tam, kto bogatemu zabroni.

Anaklia tuż nad brzegiem morza

No i wreszcie mamy wodotryski z bajerami- przede wszystkim słynne tańczące fontanny w Batumi i Tbilisi, przy których w sezonie codziennie wieczorem odbywa się spektakl światło-woda-dźwięk, a także słynną fontannę w Batumi ku uciesze turystów tryskającą  gruzińską czaczą- ale żeby nie było za dobrze, dzieje się to tylko raz w tygodniu przez 15 minut (niestety pomimo licznych prób nigdy osobiście na ten magiczny kwadrans nie natrafiłam, więc nie mogę się podzielić cenną wiedzą i wstawiam tylko youtubowy filmik).

Tańczące fontanny w Tbilisi

A tu  ich bliźniacze tańczące fonanny w Batumi




Oczywiście to wszystko to tylko niewielka część fontannowego imperium, dociekliwym polecam na przykład TEN LINK pokazujący wodotryskowe szaleństwo w Rustavi. Trzeba przyznać, że latem w upalnym gruzińskim klimacie wesoło tryskająca woda jest miłym urozmaiceniem- choć z drugiej strony czasem trafiał mnie szlag, gdy w blokach nie było przez kilka godzin wody, a na zewnątrz fontanny nadal sobie radośnie szumiały. I choć w upał ta woda bardzo kusi, zdecydowanie odradzam próby jej picia lub kąpieli, bo  można się bardzo nieprzyjemnie zdziwić załapując przy okazji cały zestaw bakterii. Jeśli koniecznie chcemy się napić, trzeba poszukać kamiennych mini-wodotrysków przeznaczonych właśnie do tego celu, których w gruzińskich miejscowościach nie brakuje gdy się dobrze rozejrzeć.




środa, 8 kwietnia 2015

Koronkowy (k)raj

Choć nie mieszkam już w Gruzji, najwyraźniej kraj ten długofalowo zagościł w moim życiu i co jakiś czas w najdziwniejszy sposób daje o sobie znać. Ty razem tuż przed świętami wielkanocnymi otrzymałam przemiłe zaproszenie do Ambasady Gruzji w Ankarze na wystawę "Koronkowy Raj". I choć budynek Ambasady znajduje się w dosyć odległej od centrum okolicy, to z czystej ciekawości postanowiłam tam zawitać i odświeżyć gruzińskie wspomnienia.
Obowiązkowe flagi Gruzji i Turcji

Budynek Ambasady Gruzji z zewnątrz

Gościnnie otwarta brama

A tu już wewnątrz ambasady- jasno i przestronnie
















Wystawa zorganizowana została przez kobiety z gruzińskiej diaspory żyjącej w Turcji w regionie Gönen, czyli w północno-zachodniej części kraju nad morzem Marmara. Nie wiedziałam o tym, ale okazuje się, że w wyniku toczących się pod koniec XIX w. wojen rosyjsko-tureckich  w tamtej okolicy osiedliło się wielu migrantów z regionu Kaukazu i Bałkanów i do tej pory funkcjonuje tam sześć typowo gruzińskich wiosek założonych przez osadników z okolic Batumi. Kobiety z tego regionu nadal kultywują rodzinne i narodowe tradycje, a jedną z nich jest właśnie sztuka robienia na szydełku przepięknych jedwabnych i nylonowych koronek, szali, naszyjników oraz wielu innych ozdób. Każdy z prezentowanych wzorów ma swoją unikalną nazwę- "róża w koszyku", "liść topoli", "korona panny młodej", "kwiat dyni" i wiele innych. Och, czegóż na tej wystawie nie było!!! Popatrzcie sami:

Oryginalne naszyjniki
Taki ręcznie robiony komplet to koszt ok. 3000 PLN

Ręcznie robione naszyjniki i zawieszki
Przepiękne serwety, chusty i szarfy

W sam raz na romantyczną kolację
Oczywiście dodatkową atrakcją wystawy było przepyszne gruzińskie wino oraz możliwość wymienienia kilku zdań w kartuli z innymi zaproszonymi gośćmi, a nawet z samym Ambasadorem. No cóż, kto wie, może przy jakiejś okazji wybiorę się do Gönen poobserwować gruzińskie życie na tureckiej ziemi?


Cóż za miły oczom widok!