niedziela, 31 marca 2013

Paryż Kaukazu

Od jakiegoś czasu dzięki planowanym bezpośrednim połączeniom lotniczym z Polski modne stało się drugie co do wielkości gruzińskie miasto, zwane szumnie przez władze „Paryżem Kaukazu”. Kutaisi, bo o nim tu mowa, leży około 220km na północny zachód od Tbilisi i jest stolicą regionu Imeretii. Wspomniane już lotnisko leży około 14 km od miasta i jak na razie nie oferuje praktycznie nic poza pustą halą przylotów/odlotów (mało tego, wieża kontroli lotów ciągle jest w fazie „prawie skończona”), ale do miasta bez problemu dostać się można nieśmiertelnymi marszrutkami. Zapewne gdy siatka połączeń się zwiększy, bez problemu będzie też można pojechać w kierunku Mestii czy Batumi.




Trzeba przyznać, że zarówno miasto, jak i jego okolice, oferują sporo interesujących miejsc do zobaczenia i to właściwie przez cały rok. My mieliśmy ten luksus, że dysponowaliśmy samochodem, więc właściwie wszystkie atrakcje opisane poniżej udało się nam zobaczyć w ciągu jednego intensywnego dnia. Najsłynniejsze są chyba dwa monastyry położone tuż za miastem- Motsameta i Gelati. Jakieś 6 km od Kutaisi leży jest pierwszy z nich- Motsameta, mniejszy ale za to z szalenia urokliwym widokiem na dolinę rzeki Tskhastsitela. Zbudowany został w XI wieku przez króla Bagrata III, aby upamiętnić dwóch bohaterów-męczenników poległych w walce z Arabami. Podobno przeczołganie się trzy razy pod ich grobem pozwala spełnić najskrytsze życzenie! Dużym zaskoczeniem dla nas było, że kobiety w spodniach nie mogą przestąpić bramy budowli, więc w progu siedzi pani rozdająca długie czarne fartuchy zasłaniające niegodny strój. Brak nakrycia głowy, krótkie spodenki (również u mężczyzn) czy bluzeczki bez ramiączek dyskwalifikują natomiast całkowicie. Warto o tym pamiętać, żeby latem nie przeżyć nieprzyjemnego zaskoczenia.





















Monastyr Gelati leży kilka kilometrów dalej. Składa się on z kompleksu budynków wznoszonych  między XII a XVII wiekiem, a jego najcenniejszym punktem jest grób króla Dawida Budowniczego. I znowu okazja do spełnienia życzeń- wystarczy stanąć na płycie i pomyśleć życzenie! Gelati przez wieki był jednym z głównych centrów naukowych i kulturalnych Gruzji, gdyż w jego skład wchodził budynek akademii nauk. Od 1994 roku monastyr znajduje się na światowej liście dziedzictwa kulturowego UNESCO i trudno się dziwić, bo naprawdę robi wrażenie. Poza tym według tradycji zawarte w nim małżeństwo będzie szczególnie szczęśliwe, więc czasami spotkać można tam kilkanaście par młodych jednocześnie.




















W samym Kutaisi znajduje się jeszcze jeden obiekt sakralny, katedra Bagrati, z którą niestety związany jest ogromny skandal. Kościół zbudowany był na przełomie X i XI wieku, natomiast pod koniec XVII wieku zniszczony został podczas najazdu Turków i od tego czasu pozostawał w dużej części ruiną. W zeszłym roku rozpoczęto jego remont, co samo w sobie jest ideą chwalebną... natomiast sposób wykonania remontu (pokrycie dachu zieloną blachą, dobudowanie szklanej konstrukcji z windą) spowodowało protest ze strony UNESCO, które zagroziło, iż katedra zostanie usunięta ze światowej listy dziedzictwa kulturowego, na którą była wpisana.  



Kiedy okrążając budowę pójdzie się kilka kroków za katedrę, zobaczyć można mini-kościółek położony wśród ruin, zza którego rozciąga się piękny widok na miasto i dolinę rzeki. 


Dla osób podróżujących z dziećmi (choć nie tylko, bo nam też się podobało) na pewno interesująca wyda się opcja spędzenia dnia w jaskiniach niedaleko Kutaisi (kierunek Tskaltubo). Najbardziej znana i oferująca najwięcej atrakcji jest ścieżka przygotowana w jaskiniach Sataplia. Pierwsza część zwiedzania odbywa się z przewodnikiem (w j. gruzińskim, rosyjskim lub angielskim), który pokazuje najpierw odciski łap dinozaurów znalezione w jednej z jaskiń, a także prowadzi wzdłuż nieco kiczowatych, ruszających się i wydających dziwne dźwięki makiet tych stworów. Później wchodzi się do wielkiej jaskini wypełnionej stalaktytami, stalagmitami i innymi naciekami w dziwnych kształtach- tu również jest nieco dziwnie, bo postanowiono „ulepszyć” naturę, dodając całości cepeliowskiej oprawy kolorowych świateł i ckliwej muzyki.


















Tak naprawdę jak dla nas najprzyjemniejsza była ta część zwiedzania, gdy można już było poruszać się bez przewodnika. Teren rezerwatu Sataplia jest całkiem spory, czysty i oferujący wiele cudnych widoków. Najciekawszym przeżyciem jest chyba wejścia na taras widokowy, którego spodnie elementy zbudowane są ze szkła- trzeba mieć naprawdę mocne nerwy, bo wrażenie jest spore!



W samym Kutaisi bardzo ładnie odnowione jest centrum, sporo się zresztą nadal buduje (jak choćby budynek parlamentu- chwilowo nadal otoczony płotem, ale już charakterystyczny w swym kształcie lądującego UFO). 



Na zakończenie dnia można przejechać się przerzuconą nad rzeką kolejką linową na wzgórze, na którym znajduje się lunapark- z wielkiego „diabelskiego koła” jeszcze piękniej widać panoramę miasta. No i jak na „Paryż Kaukazu” przystało, znaleźć tam można nawet wieżę Eiffla ;)








czwartek, 21 marca 2013

McGruzja

Jakieś dwa-trzy miesiące temu w Batumi pojawiła się nowa atrakcja turystyczna będąca celem wielu wypraw. Budynek, w którym owa atrakcja się mieści wygląda tak:



Tak, tak, w Batumi pojawił się oczekiwany przez wielu McDonald’s! Trzeba przyznać, że budynek robi wrażenie, jest nowoczesny i bardzo nietuzinkowy. Z zewnątrz przypomina statek kosmiczny, stoliki ustawione są kaskadowo idącymi warstwami, a w najwyższej części znajduje się zewnętrzny taras z piękną dekoracją  żywych kwiatów. Szkoda tylko, że praktycznie nikt z obsługi nie mówi po angielsku, ale przynajmniej wpadli na pomysł, jak ten mankament załagodzić- klient obcojęzyczny dostaje zalaminowane menu, gdzie palcem pokazuje obrazki z potrawami, jakie chce zamówić- proste i bardzo skuteczne.





Pozostałe gruzińskie McDonaldy znajdują się w Kutaisi (jeden) oraz Tbilisi (trzy). Pierwszego McDonalda otwierał nawet sam Prezydent! W największym budynku tej sieci w Tbilisi najczęściej ciężko jest znaleźć wolny stolik, to samo dzieje się w Kutaisi, i to pomimo cen, które jak na tutejsze warunki są mocno wygórowane- pojedyncza kanapka to od 5 lari w górę, zestaw od 13. Sytuacja bardzo przypomina to, co działo się w Polsce wczesnych lat dziewięćdziesiątych- wizyta w McDonaldzie to powiew „zachodu” i szpan na całego!



Swoją drogą kilka miesięcy temu czytałam wywiad z właścicielem marki McDonald’s w Gruzji, który kreślił bardzo dalekosiężne plany- do roku 2015 na terenie całego kraju ma funkcjonować łącznie 13 punktów tej sieci! Więc biorąc pod uwagę wielkość obszaru Gruzji pewnie za kilka lat podczas wizyty tutaj hamburgery i mleczne shake kupić będzie można w każdej większej wiosce ;-)

czwartek, 14 marca 2013

Szklane domy

Szklane domy… a właściwie nie tyle domy, co posterunki policji. Namnożyło ich się w Gruzji jak grzybów po deszczu, a ich główną cechą są ogromne szklane frontowe witryny lub wręcz cała konstrukcja oparta na wielkich szklanych taflach. Wszystko sprowadza się do dosłownie pojętej zasady „transparentności”- społeczeństwo ma prawo widzieć i kontrolować pracę policji na każdym kroku, albowiem ta nie ma nic do ukrycia… Efekt jest czasami komiczny, gdy widzi się mundurowych pałaszujących kanapki albo drzemiących z nogami na biurku… Dobrze, że chociaż toalety biedacy mają z normalnymi ścianami ;) Faktycznie jednak te szklane budynki są imponujące, szczególnie gdy stoją sobie „pośrodku niczego”. 



 

















Ogólnie czego jak czego, ale policji to w Gruzji nie brakuje i chyba każdemu odwiedzającemu ten kraj od razu rzuca się to w oczy- na ulicach aż się roi od niebieskich, zielonkawych i czarnych mundurów, a bycie policjantem to chyba najbardziej pożądany tutaj zawód. Niedawno wyczytałam w internecie, że po raz kolejny postanowiono zwiększyć ilość policjantów, tym razem w policji drogowej. A jakiś czas temu ukazała się podobna informacja dotycząca „security police”, czyli tak naprawdę państwowych ochroniarzy pilnujących parków, mostów, szkół, fontann i tym podobnych strategicznych miejsc. I tak się zastanawiam, kiedy dojdzie do sytuacji, gdy „na jednego mieszkańca jeden szeryf przypadał…” jak w słynnej piosence Młynarskiego (można jej posłuchać na przykład tutaj http://www.youtube.com/watch?v=e1iqp5jamqM). Uczciwie jednak trzeba przyznać, że dla przeciętnego prostego obywatela czy turysty Gruzja wydaje się być dzięki temu krajem bezpiecznym, a na ogół przeciętni policjanci są życzliwi i na przykład chętnie pokażą drogę- o ile uda się z nimi dogadać. Miałam okazję rozmawiać z moimi gruzińskimi sąsiadami i wychwalali oni pod niebiosa obecnego Prezydenta, który wzmocnił policję i wytępił w niej pospolitą korupcję- z opowieści wynikało też, że jeszcze kilka lat temu człowiek bał się wyjść po zmroku na ulicę albo zostawić mieszkanie bez opieki bo przestępczość bujnie kwitła, natomiast teraz włamania czy napady są rzadkością… i choć jest to tylko jedna strona medalu, to w tym zakresie reforma odniosła skutek.



Na koniec jeszcze kilka słów o mojej ulubionej policji drogowej, a dokładnie rzecz biorąc o niezłym patencie. Otóż w przemyślny sposób policja zastąpiła fotoradary i wszelkiego rodzaju spowalniacze drogowe- jedzie sobie taki radiowóz środkiem drogi "na kogutach" z prędkością 40km/h i przez to chcąc nie chcąc skutecznie hamuje co bardziej zapalczywych kierowców. A ponieważ taki obrazek spotkać można co 20-30km, więc jest w tym szaleństwie jakaś metoda. No i przy takim systemie faktycznie potrzeba sporo personelu, więc i bezrobocie mniejsze.