czwartek, 29 września 2016

Jak powstaje wino


W Gruzji na dobre ruszyło winobranie! W winnicach Kachetii zostało zebranych już ponad 84 tysięcy ton winogron o wartości ok. 73 milionów lari, a to dopiero początek, bo najintensywniejsze zbiory właśnie trwają. Uprawą winorośli w tym regionie zajmuje się ponad 10 tysięcy osób, a wina wytwarzane są przez aż 62 firmy. W zeszłym roku zebrano ponad 143 tysięcy ton owoców (wartych ponad 102 miliony lari), a w tym prognozowany jest jeszcze lepszy wynik w granicach 150 tysięcy ton. Trzymam kciuki za obfite zbiory, które w efekcie końcowym przełożą się na mnóstwo wypełnionych pysznym winem butelek!


 
 

Jak powstają gruzińskie wina? Mogliśmy się o tym przekonać podczas wyprawy do Kachetii, a konkretnie postoju w Kvareli, małym miasteczku otoczonym słynnymi winnicami doliny Alazani. Jak to podsumował jeden z materiałów reklamowych- wino jest krwią Kachetii, a Kvareli to jej główna tętnica. Coś w tym jest! Było już co prawda po zbiorach, ale trafiliśmy do wytwórni win Kindzmarauli, gdzie można obejrzeć poszczególne etapy produkcji wina. Przemiła pani oprowadziła nas po zakładzie i opowiedziała, co dzieje się z winogronami od momentu ich zerwania do chwili, gdy gotowe wino trafia na półki. Później trafiliśmy do sali degustacji win, a na końcu zaopatrzyliśmy się w przyzakładowym sklepie oferującym niesamowity wybór trunków po bardzo dobrej cenie. (Podobno jeszcze większą atrakcją jest zwiedzanie pobliskiej winiarni Khareba z winami umieszczonymi w odremontowanym post-sowieckim tunelu, ale niestety nie starczyło nam na to czasu).


Wytwórni win nie sposób przegapić



To tylko fragment tego, co oferuje przyzakładowy sklepik
 
 

Normalny proces powstawania wina dzieli się na kilka etapów: wyciskanie winogron w prasach w celu przygotowania moszczu gronowego, fermentacja w kadziach lub beczkach, filtrowanie, klarowanie, kupaż (mieszanie różnych rodzajów wina), dojrzewanie i wreszcie butelkowanie. W Gruzji oczywiście zachowane są te wszystkie etapy, natomiast unikalną sprawa są tradycyjne naczynia używane do procesu fermentacji- wielkie gliniane dzbany zakopywane w ziemi, tzw. kvevri. Umieszczane są one w ogromnych piwnicach zapewniających odpowiednie warunki fermentacyjne, tzw. marani. Do kvevri wlewa się wyciśnięty moszcz gronowy razem z szypułkami, pestkami i skórkami, który następnie pod wpływem pracy drożdży spokojnie sobie fermentuje. Moszcz jest przez kilka dni codziennie mieszany, aby wydobyć jak najwięcej smaku i aromatu. Po około dwóch tygodniach kvevri zakrywa się glinianymi pokrywkami i zostawia całość mniej więcej do grudnia aby fermentowała "oddychając". Po tym czasie wylot kvevri zalepia się szczelnie i zostawia w ziemi, aby wino dojrzewało. Na wiosnę zawartość dzbanów przelewa się do czystych kvevri, odcedzając cały osad i odstawia do dalszego dojrzewania. Proces ten powtarza się po kilku tygodniach. W ten sposób wino może dojrzewać nawet kilka lat, zależnie od jego przeznaczenia. Oczywiście taka metoda jest bardzo pracochłonna i kosztowna, dlatego tylko część gruzińskich win produkowana jest w tradycyjny sposób. Przy produkcji na szerszą skalę do procesu fermentacji wykorzystywane są stalowe kadzie oraz drewniane beczki, które mieszczą znacznie więcej wina i obsługiwane są automatycznie. Niezależnie od sposobu, w jakie wino zostało wyprodukowane, końcowym etapem jest butelkowanie i naklejanie etykiet- co ciekawe, naklejki na butelkach tego samego wina różnią się zależnie od kraju, do którego będzie wysyłane, bo to odbiorca ustala, co chce mieć na etykiecie i wybiera tradycyjny lub nowoczesny wariant grafiki.



Tradycyjnie moszcz wyciskano udeptując winogrona stopami w kadziach,
a potem zlewając go drewnianymi korytami

 



Dzisiaj moszcz wyciska się przy pomocy mechanicznych pras



Kvevri (tutaj służące za ozdobę trawnika)
 
Marani z wkopanymi glinianymi kadziami
 
Fermentujący w kvevri moszcz
 
Te dzbany są już zaplombowane do dojrzewania


Wino fermentuje również w kadziach
 


Skomplikowany system rurek i połączeń między kadziami
 
Dojrzewanie wina odbywa się także w beczkach
 

Tutaj paść musi kluczowe pytanie- które gruzińskie wino wybrać? Jestem bardzo ostrożna w doradzaniu, bo każdy ma swoje preferencje. Warto wiedzieć, że w Gruzji domowym wariantem wina było tradycyjnie wino białe, natomiast czerwonego używano tylko w wyjątkowych okazjach.  Dlatego gruzińskie wina białe są zdecydowanie lżejsze i delikatniejsze niż czerwone. Mam też wrażenie, że szczególnie wina pochodzące z Kachetii są zawsze słodsze niż wskazywałaby na to ich oficjalna nazwa. Ja preferuję nasycone słońcem wina półsłodkie- Tvishi i Kisi, a kiedy mam ochotę na półwytrawne lub wytrawne, sięgam po Mtsvane (zielone) różnych szczepów. Wina czerwone mają mocny wyrazisty smak- tak jak flagowe wytrawne Saperavi, a ze słodkich Kindzmarauli oraz Kvanchkhara (podobno ulubione wino Stalina).


Tvishi- wino, w którym zakochałam się od pierwszego kieliszka.
Można je kupić także w Polsce :)


Na koniec jeszcze mały offtopic w postaci kilku słów o samym Kvareli- miasteczko zadziwiło nas nie tylko fabryką wina, ale również kosmicznym kształtem Public Service Hall (pamiętacie? pisałam o tym TUTAJ).  Oprócz tego przy głównym skwerze znajdują się malownicze mury będące zapewne pozostałością po dawnym zamku. Nie można niestety wejść do środka, ale przez kratę bramy ujrzeliśmy coś, co wprawiło nas w osłupienie- wewnątrz urządzono boisko do gry w piłkę nożną! Takiego patentu nie widziałam jeszcze nigdzie!


Czyżby w Kvareli wylądowało UFO?


Bardzo klimatyczne mury, aż chce się wejść dalej
 
Serio ???
 
Takiego stadionu nie widziałam jeszcze nigdzie!
 
 

P.S.- Bardzo ciekawy i szczegółowy artykuł na temat produkcji gruzińskich win znajdziecie TUTAJ. Zapraszam również do obejrzenia krótkiego filmu prosto z Gruzji:








niedziela, 11 września 2016

Amirani i kaukascy giganci







Dzisiejszy wpis powstał w ramach "Projektu jesiennego" Klubu Polki na Obczyźnie, o którym więcej poczytać możecie TUTAJ. Tym razem opowiadamy o magicznych i bajkowych stworzeniach z różnych krajów.



Magicznych stworzeń (podobno) istnieje na świecie bardzo wiele. Elfy, skrzaty, duchy, niesamowite zwierzęta, rusałki, trolle, wróżki, dżinny... aż w głowie się nie mieści, w co można wierzyć. Gruzja nie jest wyjątkiem- tutaj też pojawiają się niesamowite istoty rodem z innego świata, a najsłynniejsze z nich to kaukascy giganci. Według gruzińskich i ormiańskich podań ludowych pochodzili oni bezpośrednio od bogów ("Wielcy i groźni byli pierwsi bogowie. Oddzieliło się od nich całe pokolenie potężnych olbrzymów."). Żyli w górskich dolinach i prowadzili życie podobne do ludzkiego, ale cechował ich ponadprzeciętny wzrost i ogromna siła, które wykorzystywali w razie potrzeby, broniąc świat przed czyhającym złem. 



Pomnik giganta Amiraniego w gruzińskiej Kachetii (źródło: internet)


Postacią często występującą w ludowych podaniach o gigantach jest Amirani (gruz. ამირანი), o którym zależnie od regionu krąży kilkadziesiąt wersji różnych historii. Był on synem Dali, bogini łowów, jednak został siłą wyrwany z jej łona i wychowywał się w rodzinie zwykłego myśliwego. Razem z dwoma przyrodnimi braćmi Amirani walczył ze złymi duchami i smokami, wykazując się nadprzyrodzoną siłą i umiejętnościami- na przykład został pożarty przez Czarnego Smoka, ale rozciął jego żołądek od środka i wydostał się nietknięty. Później rozpoczął poszukiwania żony, ale w wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności zginęli jego dwaj bracia, a Amirani z rozpaczy próbował popełnić samobójstwo. Ku swojemu zaskoczeniu obudził się żywy, w związku z czym zrozumiał, że jest nieśmiertelny. Obrócił się wtedy przeciwko bogowi Ghmerti, który dał mu tę niezwykłą moc. Za karę został skuty łańcuchami i przywiązany do wielkiego pala wbitego w jaskini wewnątrz wielkiej góry. Raz w roku góra otwiera się i Amirani mógłby się uwolnić, jednak musiałby mu pomóc ktoś czystego serca, kto w dodatku zachowa całkowite milczenie. Jak na razie wszelkie próby spełzły na niczym, choć według legendy jeden ze śmiałków już prawie uwolnił giganta, pobiegł jednak do domu po rzemienie, aby przywiązać do nich miecz i spuścić go do jaskini, W domu trafił na swoją gadatliwą żonę, która szła za nim w kierunku góry i niestety echo jej głosu sprawiło, że jaskinia znowu się zamknęła (słyszałam też zakończenie takie, że to ów śmiałek nie wytrzymał pytań żony i w końcu się dno niej odezwał- skutek oczywiście znamy). W kolejnej historii uwięzionego Amiraniego chciał zjeść smok, ale przybył św. Jerzy i zamienił smoka w kamień, aby gigant nadal odbywał swoją karę i pokutował za pychę.


Okładka gruzińskiej książki o Amiranim (źródło: internet)


Według najbardziej rozpowszechnionej gruzińskiej legendy gigant  Amirani to nikt inny jak legendarny Prometeusz, który skradł bogom i dał ludziom ogień (a w wersji gruzińskiej również nauczył robić wino). Za karę został przykuty łańcuchem na wysokiej górze (niektórzy twierdzą, że był to Elbrus), gdzie codziennie przylatuje sęp i wydziobuje mu wątrobę. W czasie nocy wątroba odrasta i tak to trwa przez wieki.... Piękny pomnik Amiraniego-Prometeusza przekazującego ludziom ogień zobaczyć można w parku zdrojowym w Borjomi. 







Zachowały się także legendy o innych gigantach, w tym na przykład o olbrzymie o imieniu Ambri, którego na miejsce pochówku musiało zaciągnąć 12 par wołów. I pewnie legendy pozostałyby tylko przekazywanymi z pokolenia na pokolenia bajaniami, gdyby nie odkrycie, którego (podobno) dokonał profesor Abesalom Vekua z Gruzińskiej Akademii Nauk. W 2008 roku odnalazł on kości gigantycznych stworzeń, które do złudzenia przypominają kości człowieka, jednak są o co najmniej 1/3 większe od przeciętnych kości ludzkich i liczą sobie jakoby co najmniej 25 tysięcy lat. Niestety, profesor zmarł zanim zdążył sformułować konkretne wnioski, a po jego notatkach ślad zaginął. Pytanie pozostaje więc nadal otwarte- czyżby kaukascy giganci żyli naprawdę? A może to tylko wielka mistyfikacja?


Profesor Vekua prezentuje swoje znalezisko (źródło: internet)


W tym miejscu kończą się bajki i legendy związane z gigantami, a wkraczają rozważania naukowe, dlatego na tym zakończę mój magiczny wpis. Jednak jeśli zainteresował Was ten temat, więcej o gigantycznych kościach z Gruzji poczytać możecie na przykład TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ.



wtorek, 6 września 2016

Piosenka po liftingu


Za polskim oknem ostatnie promienie lata, a ja wracam do ciepłych gruzińskich klimatów za pośrednictwem piosenki. I to nie byle jakiej piosenki, bo najsłynniejszego polskiego utworu nawiązującego do Gruzji, czyli "Batumi" zespołu "Filipinki" z 1963 roku. Piosenka była ogromnym hitem tamtego lata i wygrała Plebiscyt Polskiego Radia na najpopularniejszą piosenkę roku 1963. A brzmiała tak:


 
 
Pikanterii sprawie dodaje fakt, że śpiewające z takim uczuciem o Batumi "Filipinki" nawet nie były w Gruzji (dotarły tam dopiero w ramach tournée po Związku Radzieckim w 1966 roku), a teledysk (na którym zresztą kompletnie nic nie widać) kręcony był w porcie w Szczecinie.

W Gruzji była natomiast Natalia Lesz, która w 2011 roku postanowiła piosenkę o Batumi poddać liftingowi. Stało się to zresztą z nie byle jakiej okazji, bo na zaproszenie ministra gospodarki i rozwoju Gruzji, który zaproponował artystce "pomoc w przypomnieniu Polakom, jak pięknym krajem jest Gruzja" (cały wywiad: TUTAJ). Zaproszenie do Gruzji zostało przyjęte, piosenka i teledysk nagrane, a na planie odwiedził Natalię Lesz sam Mikhael Saakashvili, ówczesny gruziński prezydent. W podziękowaniu za wkład w rozwój Gruzji piosenkarka otrzymała nawet honorowe obywatelstwo tego kraju.


 
 
 
Toast z prezydentem to nie byle co! (źródło: internet)

Czy warto było poprawiać kultową piosenkę? Dla mnie wersja "Filipinek", choć niemodna i naiwna, ma w sobie to "coś", co wpada do ucha i serca. Jej zliftingowanie to już tylko profesjonalny "projekt muzyczny", któremu tego nieuchwytnego "czegoś" niestety zabrakło. A Wam która wersja bardziej się podoba? Dziewczęco-subtelna "Filipinek", czy przebojowa Natalii Lesz?



czwartek, 1 września 2016

Recenzja: Rozmówki gruzińskie


Wiele razy pisałam już o języku gruzińskim i dzisiejszy post też się z tym tematem łączy, choć nie bezpośrednio. Zostałam bowiem poproszona o zapoznanie się i zrecenzowanie rozmówek polsko-gruzińskich i postanowiłam podjąć się tego zadania. Dla dociekliwych: nie, nie jest to wpis sponsorowany, zdecydowałam się go zamieścić, gdyż dobrze pamiętam swoje desperackie poszukiwania przed wyjazdem do Gruzji, kiedy wiele bym dała za konkretną informację, jakie wydawnictwa są godne polecenia, a w jakie nie warto inwestować i czego się spodziewać po poszczególnych pozycjach książkowych. Zatem- do dzieła!

Rozmówki, o których wspomniałam na wstępie, to propozycja krakowskiego wydawnictwa Lingea o tytule "Rozmówki gruzińskie ze słownikiem i gramatyką". Jest to wydanie I z roku 2015, będące zapewne praca zbiorową, bo o autorze dowiadujemy się tyle: "rozmówki opracowane przez zespół redakcyjny Lingea". Dla lepszego opisu zawartości postanowiłam podzielić moją recenzję na cztery kategorie: grafika, rozmówki i słownik, gramatyka, część kulturowa.




Grafika
Rozmówki wydane są w bardzo poręcznym, kieszonkowym formacie, w kolorze, na dobrej jakości papierze. Mają solidną okładkę, która nie będzie się szybko niszczyć ani brudzić, dobrym pomysłem są też zaokrąglone rogi stronic. Minusem jest natomiast umieszczenie numerów stron po wewnętrznej stronie kartek, w miejscu prawie niewidocznym, przez co szukanie konkretnej strony z odsyłacza jest bardzo utrudnione.

Rozmówki i słownik
Rozmówki, które są kluczową częścią książki, obejmują bogaty zestaw sytuacji i podzielone są na logicznie ułożone części tematyczne. Na pewno są one więcej niż wystarczające dla turysty, który bez znajomości języka znajdzie się w Gruzji i gdybym ja w momencie wyjazdu miała ze sobą taką pomoc, z pewnością byłoby mi w wielu sytuacjach łatwiej. Inna sprawa że gdybym to ja tych rozmówek używała, to zapewne w większości przypadków pokazywałabym komuś zdanie palcem, bo sporo wypowiedzi ułożonych jest w formie bardzo skomplikowanej i trudnej do wyartykułowania, np. "Obawiam się, że policzyli mi państwo za dużo" zamiast zwykłego i możliwego do zapamiętania "Tu jest za dużo". Jest też wiele zdań, które mnie rozbawiły, bo jak sądzę skopiowano je z innych rozmówek, nie zastanawiając się nad ich sensem w realiach gruzińskich- przysłowiowego konia z rzędem temu, kto w Gruzji znajdzie okazję do wykorzystania zdania "Nadepnąłem na jeżowca" albo "Szukamy plaży z łagodnym zejściem do morza" (tak, jak gdyby w Gruzji były inne...). Zastanawiam się także, po co w tego typu rozmówkach ujmuje się pytania, na które osoba nie znająca języka i tak nie zrozumie odpowiedzi, np. "Czy są jakieś skutki uboczne?" w odniesieniu do lekarstwa (nawet jeśli są i pani w aptece zacznie je wymieniać po gruzińsku, to co nam to da?). Za to bardzo fajnym pomysłem jest słownik, który znajduje się na końcu książeczki, zawiera dużo użytecznych wyrazów, które można wykorzystywać niezależnie od powtarzania całych zdań ujętych w rozmówkach.

Gramatyka
Ta część jest ciekawa, ale nie bardzo potrzebna osobom, które gruzińskiego nie znają wcale, bo tacy turyści na pewno nie będą silić się na samodzielne budowanie skomplikowanych struktur gramatycznych. Tabelki mogą być pomocne osobom znającym już trochę gruziński, w sytuacji gdy chcą stworzyć poprawne zdanie, tutaj jednak nie jestem pewna, czy tabelki zawierają wystarczająco dużo informacji. To, czego mi zabrakło z punktu widzenia turysty zmierzającego po raz pierwszy do Gruzji, to nieco lepsze wyjaśnienie alfabetu gruzińskiego i pokazanie sposobu, w jaki konstruowane są litery oraz różnych ich wersji, bo taka wiedza w Gruzji bardzo się przydaje.

Część "kulturowa"
Tutaj jest dramat. Umieszone w książeczce informacje wyglądają na losowo wyrwane z internetu i wstawione w tekst na chybił-trafił tam, gdzie akurat było trzeba zapełnić kawałek kartki, bez żadnej konkretnej myśli (np. informacje o Stalinie w dziale "praca", o uroczystościach i toastach w dziale "na policji", muzyka i taniec przy "tablicach informacyjnych"). To samo jest w przypadku mapki i podawanych odległości- brakuje nazwy jednego z regionów Samcche-Dżawachetii, miejscowości wybrane są losowo, bez kilku kluczowych, za to z niektórymi nie mającymi żadnego znaczenia. Jest też kilka informacji sprzecznych ze sobą (np. najpierw ilość mieszkańców Gruzji podana jest jako 4.9 miliona, a kawałek dalej widnieje zdanie "większość z niespełna czterech milionów mieszkańców...") lub błędnych (np. o tym, że w Senaki i Poti działają lotniska regionalne, że do Osetii i Abchazji wjazd możliwy jest tylko za zgodą władz w Tbilisi, albo że w Swanetii obcokrajowcy nie mogą się czuć bezpiecznie). Wrażenie niechlujności potęgują jeszcze literówki (np. "ser suluguni", region "Tuszetie", region "Swanetie"), błędy i niekonsekwencje w transliteracji (z angielskiego "tsminda", ale daje spolszczona "szuamta", Kutaisi podawane jako jakieś kosmiczne Khuathaisi, Katskhi/Kacchi podane jako Kaspi- bagatela, 150km różnicy!), błędy gramatyczne (np. "winorośl rośnie w niezwykłych miejscach albo wiją się po balkonach bloków").

Podsumowanie
Zakładając, że w rozmówkach z definicji najważniejsza jest część leksykalno-słownikowa, propozycja rozmówek gruzińskich wydawnictwa Lingea wydaje mi się naprawdę niezła, szczególnie na tle innych dostępnych publikacji w tym zakresie. Za to kartki z częścią kulturową byłyby o niebo lepiej wykorzystane, gdyby po prostu zostawić tam puste miejsce na zapiski.

Rozmówki dostępne są w formie papierowej (cena 34,90 PLN) oraz jako e-book (cena 29 PLN).