czwartek, 24 grudnia 2015

Świąteczne życzenia po gruzińsku


O gruzińskich zwyczajach bożonarodzeniowvch pisałam już kilka razy (zapraszam TUTAJTUTAJ), dzisiaj więc przypomnę tylko, że w Gruzji te święta obchodzi się nie teraz, w grudniu, a dopiero w styczniu, bo w kwestiach religijnych obowiązuje tutaj kalendarz prawosławny. Jednak ja pozwolę sobie już dzisiaj złożyć wszystkim najserdeczniejsze życzenia Wesołych Świąt Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego Roku! A po gruzińsku życzenia te będą wyglądały tak:


გილოწავთ შობას ახალწელს, 
მრავალს დაესწარით !



Autorka bloga wznosi świąteczny toast tradycyjnym gruzińskim rogiem :)


piątek, 20 listopada 2015

Monastyr dokładnie pośrodku niczego


Monastyry w Gruzji są nieodłączną częścią krajobrazu i przez swoją charakterystyczną architekturę są również jednym z symboli tego kraju. Najczęściej położone są na malowniczych wzgórzach, skąd rozciąga się widok na całą okolicę, a jednocześnie same widoczne są już z daleka. Jak wielkim zatem zaskoczeniem był dla mnie kachetyński monastyr Alaverdi (gruz. ალავერდი) położony dokładnie "pośrodku niczego", na wielkim pustym polu!!!

Widok z Kaukazem w tle zapiera dech; dodatkowo ten kontrast między monastyrem a ogromną pustą przestrzenią wokół!
(foto by Przemek- dziękuję!)

poniedziałek, 2 listopada 2015

Perełki z gruzińskich cmentarzy


Na samym początku mojej gruzińskiej przygody pisałam nieco o tym, jak różne od polskich są tutejsze cmentarze i zwyczaje związane z pogrzebem (do poczytania TUTAJ). W Polsce nadszedł właśnie ten czas roku, gdy odwiedzamy cmentarze, i choć zgodnie z tradycją prawosławną w Gruzji Zaduszki obchodzone są nie w listopadzie, a w drugi dzień Wielkanocy, to myślę, że mimo wszystko pora jest odpowiednia na rzucenie okiem na kilka ciekawych gruzińskich nekropolii.

Na gruzińskim cmentarzu zaskoczyć nas może właściwie wszystko. Już sam kształt i rozmiar działek przeznaczonych pod groby zadziwia wielkością, bo zwykle jest gigantyczny i obejmuje nie tylko miejsce na nagrobek, ale także ławeczkę i elementy dekoracyjne, a nierzadko również stół, wiatę lub nawet coś w rodzaju małego budynku. Wiele z takich konstrukcji posiada podciągnięty prąd, więc przy grobie naszych bliskich możemy spędzić dowolną ilość czasu i nie ogranicza nas światło słoneczne (co ma szczególne znaczenie w czasie wielkanocnych biesiad przy grobach). Całość takiej działeczki z reguły otoczona jest płotem, a ponieważ poszczególne kawałki często wydzielane są w sposób przypadkowy, więc często natrafia się na totalny labirynt bez wyznaczonych prostych ścieżek znanych nam z polskich cmentarzy.


Na wiejskim cmentarzu miejsca jest sporo, więc można poszaleć z wiatami.
Pasące się w takim miejscu krowy to też nic dziwnego.

niedziela, 25 października 2015

Gdy mi ciebie zabraknie...


W dzisiejszej odsłonie "W 80 blogów dookoła świata" pokazujemy produkty z różnych krajów, które szczególnie przypadły nam do gustu. Zapraszam zatem do kolejnej wirtualnej wizyty w Gruzji, a także na blogi innych podróżników, do których linki znajdziecie na końcu artykułu!









Od mojego wyjazdu z Gruzji minął już jakiś czas i niestety rozmaite zapasy przywożone do Polski zdążyły stopnieć. Choć na co dzień bez problemu jestem w stanie zaopatrzyć się w przepyszne gruzińskie wina (ku mojemu zdziwieniu ma je w swojej ofercie każdy większy market), to innych gruzińskich produktów jest  u nas jak na lekarstwo. Oto trzy gruzińskie rzeczy, wobec których mam ochotę smętnie zanucić "gdy mi ciebie zabraknie..." , bo należały do moich ulubionych i teraz tęsknię za nimi straszliwie...

poniedziałek, 19 października 2015

Co robić w Borjomi?


Wiele jest w Gruzji miejsc, w których pojawiająca się nowoczesność próbuje zgrywać się z odległą historią, a jednocześnie spod tego wszystkiego wystają żywe pomniki schyłkowego socjalizmu. Takich właśnie wrażeń dostarcza Borjomi (pol. Bordżomi, gruz. ბორჯომი) w regionie Samcche-Dżawachetia, jedna z kultowych gruzińskich miejscowości chętnie odwiedzanych przez turystów.


piątek, 25 września 2015

Najsłynniejszy Gruzin w Polsce



Dzisiejszy wpis to kolejna edycja akcji "W 80 blogów dookoła świata". Tym razem piszemy o związkach danego kraju z Polską lub językiem polskim. Ja postanowiłam do tematu podejść z przymrużeniem oka i napisać o najsłynniejszej w Polsce gruzińskiej postaci. Mam nadzieję, że z przyjemnością przeczytacie nie tylko ten artykuł, ale również wpisy z innych blogów, do których linki podaję na końcu artykułu. Zapraszam!





O związkach łączących Gruzję i Polskę pisałam już jakiś czas temu (zapraszam TUTAJ), ale dziś przyszła pora na spojrzenie na ten temat z zupełnie innej perspektywy. Ciekawa jestem, czy domyślicie się, o kim zamierzam dzisiaj napisać. A zatem- kto jest najbardziej znanym w Polsce Gruzinem?

środa, 16 września 2015

Dumka na dwa języki


 
Czy wiecie, że 26 września obchodzony jest Europejski Miesiąc Języków? Z tej okazji autorzy zrzeszeni w grupie Blogi Językowe i Kulturowe postanowili podjąć się ambitnego zadania pokazania związków między różnymi językami i krajami. Akcja trwa przez cały wrzesień, a dzisiaj zajmujemy się rosyjskim- zapraszam zatem do lektury i do odwiedzenia pozostałych blogów, których autorzy podjęli wyzwanie!




Zacznę dziś od banalnego faktu, o którym jednak zapomina wiele osób- Gruzja to nie jest Rosja. Owszem, przez wiele lat była ona częścią ZSRR (tak samo jak choćby Litwa czy Ukraina), jednak przez cały czas zachowała swoją kulturę, taniec (więcej TUTAJ), alfabet, język (więcej TUTAJ) i tradycje. Historia tych dwóch krajów jest daleka od przyjacielskiej i pełna bolesnych wydarzeń (przykład TUTAJ)- i chyba nie ma większej obrazy dla Gruzina niż nazwać go Rosjaninem. A jednak nie da się wyrzucić elementów rosyjskich z Gruzji bo wrosły one w lokalny krajobraz i stały się jego częścią, czy się komuś to podoba, czy nie.



Są w Gruzji miejsca, gdzie czas zatrzymał się na etapie ZSRR.
Ten przepiękny Lenin stoi w miejscowości Ingiri (region Samegrelo)


wtorek, 18 sierpnia 2015

Gruzińskie "Oszukać przeznaczenie"

Dawno już nie pisałam o jednym z moich ulubionych tematów- gruzińskim ruchu drogowym. Jak by nie patrzeć, poświęciłam temu zagadnieniu już co najmniej kilka postów (na przykład TEN i TEN), więc jak sądzę udało mi się przekazać ogólne wrażenie, jakie wywołuje na obcokrajowcach konieczność poruszania się po gruzińskich drogach. Kilka dni temu wdałam się jednak w pewną dyskusję, która skłoniła mnie do przemyśleń i zaowocowała sporymi poszukiwaniami w internecie. Poszło mianowicie o to, czy faktycznie gruzińskie drogi są aż tak niebezpieczne- podobno sądząc z moich katastroficznych opisów na każdym kroku powinniśmy na nich widzieć straszliwe wypadki, a prędzej zobaczymy jakieś wraki samochodów w polskich rowach niż na gruzińskich poboczach. Teoretycznie możliwe jest zatem ze Gruzini jeżdżą w sposób szalony, ale nie niebezpieczny, prawda?

Zafascynował mnie sposób przyczepienia żółtej taśmy
(do lusterek samochodu policyjnego)


Kolejne fantazyjne odgrodzenie miejsca wypadku









































Postanowiłam przyjrzeć się tej sprawie dokładnie, bo odczucia odczuciami, ale liczby nie kłamią. Według oficjalnych statystyk policyjnych w 2014 roku na terenie całej Gruzji miało miejsce 5.992 wypadków drogowych, w rezultacie których zginęło 511 osób. Niby niewiele jeśli zobaczy się dane za ten sam okres dotyczące chociażby Polski: 34.970 wypadków i 3.202 ofiar śmiertelnych (źródło TUTAJ). Jednak aby mieć jakieś sensowne porównanie, trzeba też uwzględnić ilość mieszkańców w obu krajach i odpowiednio skorygować dane. Po ustaleniu współczynnika na 100 tysięcy mieszkańców otrzymujemy następujące wyliczenie: w Gruzji na 100.000 ludzi ma miejsce średnio 133,6 wypadków samochodowych, w których ginie 11,4 osób, natomiast w Polsce w tej samej skali mamy 90,9 wypadków i 8,3 zabitych. Natomiast w obu krajach statystycznie ofiara śmiertelna zdarza się mniej więcej w co jedenastym wypadku drogowym. Dużo to czy mało? Nie wiem. Faktem jest jednak, że na gruzińskich drogach trzeba mieć oczy dookoła głowy i przewidywać ruchy pozostałych uczestników ruchu jak w jakiejś grze komputerowej. 


Filmik znaleziony na youtube- polscy ratownicy medyczni w akcji w Gruzji 


Przy okazji moich poszukiwań natrafiłam na prasowe doniesienie, które zupełnie powaliło mnie z nóg i jako żywo przypomniało serię filmów "Oszukać przeznaczenie". Zdarzenie miało miejsce na początku sierpnia w miejscowości Supsa w zachodniej Gruzji. Zderzyły się tam dwa samochody prywatne, oba stanęły w płomieniach i z siódemki pasażerów udało się uratować tylko jedną kobietę. Została ona zabrana karetką do szpitala w Poti oddalonego o około 25 km. I tu nadchodzi ta przerażająca część historii- w drodze do szpitala karetka zderzyła się z policyjnym pick-upem, co spowodowało silne obrażenia u pięciu osób z obu pojazdów oraz... śmierć przewożonej pacjentki. (źródło TUTAJ) Hollywoodzkie scenariusze się chowają!




sobota, 25 lipca 2015

Misza jest super, czyli historia jednej piosenki

W dzisiejszej odsłonie akcji "W 80 blogów dookoła świata" piszemy o swoich ulubionych piosenkach. Ja o fantastycznej gruzińskiej Bani Rachuli już pisałam TUTAJ, dlatego dzisiaj będzie o piosence może nie tyle ulubionej, co ciekawie obrazującej najnowszą historię Gruzji. Zapraszam!



Kiedy przyjechałam do Gruzji w 2012 roku, często słyszałam na ulicy czy w knajpach mocno wpadającą w ucho skoczną melodię. Zgrałam ją sobie nawet na pendrive'a i słuchałam w samochodzie, nie mając najmniejszego pojęcia co to za utwór ani o czym opowiada. Dopiero po jakimś roku zupełnie przypadkiem obejrzałam teledysk i poczułam lekki niepokój... zaczęłam zatem dociekać, o co właściwie chodzi w tym utworze.... i wtedy zrobiło się ciekawie! Ale zanim opiszę dalsza historię, posłuchajcie sami (jeśli nie chcecie sobie psuć niespodzianki, postarajcie się nie oglądać teledysku!):




Treść piosenki przetłumaczył mi znajomy Gruzin (gruzińskie słowa znaleźć można TUTAJ) i prawdę mówiąc o mało nie dostałam zawału, kiedy okazało się, czego z taką przyjemnością i to w dodatku publicznie słuchałam. Tytuł "Misha magaria" oznacza bowiem nic innego jak "Misza jest super" i - tak, tak, dobrze się domyślacie- opowiada o tym, jak wspaniały jest gruziński prezydent zwany przeze mnie pieszczotliwie Miszą Budowniczym. (Dla wyjaśnienia- mowa o byłym już prezydencie Mikheilu Saakashvilim, tym samym, który po przegranych wyborach prezydenckich w 2013 roku uciekł z kraju, jest tam poszukiwany listem gończym, a niedawno przyjął obywatelstwo ukraińskie i jest gubernatorem Odessy). Piosenka "Misha magaria" była jego hitem w kampanii przed reelekcją na stanowisko prezydenta w 2007/2008 roku, a słowa opisują miedzy innymi to, ze niezależnie od wszystkiego Misza jest super, gdyż otworzy Gruzji drzwi do Europy i NATO, utworzy silną armię i zbuduje autostradę do Suchumi (stolicy Abchazji, która odłączyła się od Gruzji i ogłosiła niepodległość). Jakże żałośnie brzmi to w kontekście późniejszych wydarzeń...

Wisienką na torcie w tym entuzjastycznym utworze jest fakt, że jego autor i producent Goga Khachidze w ramach prezydenckiej wdzięczności awansował z gwiazdy pop na Ministra Środowiska i Zasobów Naturalnych, którą to funkcję sprawował przez cztery lata (2008-2012). Czyli w sumie można powiedzieć, ze miał podstawy aby twierdzić, że Misza jest super!



Tutaj możecie posłuchać piosenek z innych krajów:

Austria:
Viennese breakfast: Austriacka melodia do klaskania
Chiny: 
Biały Mały Tajfun: Ulubiona chińska piosenka 
Francja: 
Français-mon-amour: Moja ulubiona francuska piosenka
Między Francją a Szwajcarią: Nieco o francuskiej muzyce
Francuskie i inne notatki Niki:  France - wielki powrót już wkrótce!
Madou en France: La playlist 100% française
Love For France: Dobra francuska muzyka, przegląd osobisty
Irlandia:
W Krainie Deszczowców: Moja ulubiona irlandzka piosenka 
Kirgistan: 
O języku kirgiskim po polsku: Moja ulubiona kirgiska piosenka
Niemcy: 
Językowy Precel: Moja ulubiona niemiecka piosenka
Niemiecki po ludzku: Trzy piosenki po niemiecku
Rosja: 
Rosyjskie Śniadanie: Najsmutniejsza piosenka świata
Dagatlumaczy.pl: "Raj utracony" czyli moja ulubiona rosyjska piosenka 
Stany Zjednoczone:

Specyfika języka: Lekcja idiomów z ulubioną piosenką 
Angielski dla każdego: Moja ulubiona piosenka
Head Full of Ideas: Moja (ostatnio) ulubiona piosenka
Papuga z Ameryki: Ulubiona amerykańska piosenka
Szwecja: 
Szwecjoblog: TOP 3: Moja ulubiona muzyka a język szwedzki
Tanzania:
Suahili online: Moja ulubiona piosenka w suahili
Turcja:
Turcja okiem nieobiektywnym: Wszystko skończone, czyli taka sobie turecka piosenka
Wielka Brytania: 
A jeśli ktoś z Was też jest autorem językowo-kulturowego bloga i chciałby się do nas przyłączyć, zachęcam do zajrzenia na TEGO bloga grupy, a także do kontaktu pod adresem e-mailowym blogi.jezykowe@gmail.com.

poniedziałek, 6 lipca 2015

Twierdza Argonautów i Apostoła Macieja

Zaglądając do różnych zakątkow Gruzji człowiek zaczyna przyzwyczajać się, że co kawałek napotyka na zabytki z naprawdę dawnych czasów. Takie na przykład IX-wieczne kościoły nikogo chyba już w tym kraju nie wzruszają, bo spotyka się je w co piątej wsi. Jest też całe mnóstwo wszelkiego rodzaju bliżej nieokreślonych ruin, którymi nie interesuje się pies z kulawą nogą, jak choćby resztki zamku w Chkhorotskou (TUTAJ) albo dla odmiany ruin zamienianych w Cepelie, czego sztandarowym przykładem jest Achalciche (TUTAJ). Dlatego miłą odmianą jest napotkanie miejsca, które swoim ogromem i stopniem zachowania wzbudza podziw.


(źródło fotografii TUTAJ)

Takim miejscem jest Gonio-Apsaros (გონიო), miejscowość położona w Adżarii, 4 km od granicy z Turcją i 15 km na od Batumi. Główną jej atrakcją jest świetnie zachowana rzymska twierdza, a w zasadzie mury obronne rzymskiej twierdzy. Na pierwszy rzut oka nie robią one może porażającego wrażenia, ale kiedy już wejdzie się do środka (bilet 3 lari, czynne codziennie oprócz poniedziałków), okazuje się, że to co z zewnątrz wyglądało na zaledwie kawałeczek budowli, jest tak naprawdę ogromne- łączna długość murów to ponad 900 metrów, a ich wysokość to 5 metrów.

Brama wejściowa, (źródło fotografii TUTAJ)

Z Gonio wiąże się nieco makabryczna historia, według której mityczni Argonauci po porwaniu złotego runa uciekali tędy do ojczyzny. Kiedy na morzu zaczął ich doganiać pościg króla Aeta, kochanka przywódcy Argonautów Medea zabiła, poćwiartowała i wrzuciła do morza królewskiego syna Apsyrtusa, przez co pościg zatrzymał się aby wyłowić szczątki chłopca. Aet pochował syna niedaleko brzegu i w tym miejscu wybudował twierdzą nadając jej imie Apsaros (zresztą pod taką nazwą znana była jeszcze w XIV w., dopiero później pojawiło się Gonio). Inna legenda mówi o tym, że na terenie twierdzy pochowany został Apostoł Maciej (ten "trzynasty apostoł", który zajął miejsce Judasza), jednak nie jest to w żaden sposób udowodnione (według innych źródeł jego szczątki znajdują się bowiem w Trewirze w Niemczech), ale turystom właśnie w Gonio pokazuje się rzekomy grób apostoła. Dzięki wykopaliskom archeologicznym udało się natomiast z całą pewnością ustalić, że twierdza wybudowana została za czasów Imperium Rzymskiego, mając za zadanie ochronę i kontrolę strategicznego punktu, jakim było wejście do doliny rzeki Chorokhi, stanowiące połączenie Morza Czarnego z lądem. W tamtym okresie twierdza posiadała wspaniały hippodrom, teatr i łaźnie. Później kolejno przechodziła pod władanie Imperium Bizantyjskiego, Ottomańskiego i Rosyjskiego, aby wreszcie w 1994 roku stać się oficjalnie muzeum. Na jej terenie można obecnie zwiedzać niedużą wystawę   obrazujacą historię Gonio i okolicy.





Niestety typowe gruzińskie niedbalstwo i tutaj daje znać o sobie. Na terenie twierdzy prowadzone są prace archeologiczne, ale wykopaliska są zabezpieczone bardzo niedbale. Po murach można sobie chodzić w dowolny sposób i to chyba jeszcze cudem nie doprowadziło to do żadnych większych wypadków, bo na naruszonej zębem czasu konstrukcji ludzie robią dosłownie co chcą łącznie z wydłubywaniem kamieni i wspinaniem się w miejscach wyglądających, jakby zaraz miały runąć (oczywiście nie ma żadnych barierek ani zabezpieczeń). Serce się też kraje na widok betonowych "plomb" powstawianych w starożytne kawałki muru- ot, po prostu w czasach ZSRR ktoś wymyślił, że taki gruby mur będzie super bunkrem obronnym i postanowił nieco zaadaptować ściany na stanowiska strzelnicze (popatrzcie na dwa ostatnie zdjecia, czyż ręce nie opadają?! Jak można coś takiego zrobić z 2000-letnim zabytkiem?!).








To wszystko nie zmienia faktu, ze twierdza w Gonio jest naprawdę piękna i  uważam, że warto ją odwiedzić np. przy okazji pobytu w Batumi. Latem wycieczkę taką można dodatkowo połączyć z wypoczynkiem na tutejszej plaży, która nie dosyć, że jest czysta, to jeszcze jej ukształtowanie sprawia, że tuż przy brzegu tworzą się ogromne fale dostarczające wiele zabawy podczas kąpieli (ale uwaga! nie polecam tej plaży osobom podróżującym z małymi dziećmi, bo siła fal jest potężna!)





czwartek, 25 czerwca 2015

Wakacje po gruzińsku




Dziś zapraszam do wakacyjnej odsłony akcji "W 80 blogów dookoła świata", w której przyjrzymy się, w jaki sposób spędzają ten czas mieszkańcy różnych krajów. Zapraszam do udziału w naszej wirtualnej podróży!







Od kilku lat dla Polaków Gruzja stała się jednym z głównych kierunków urlopowych. A zastanawialiście się kiedyś, jak wakacje spędzają sami Gruzini? Prawdę mówiąc pisanie o tym jest dla mnie dosyć trudne. Po pierwsze, dla wielu ludzi tutaj wakacje niczym nie różnią się od każdego innego okresu w roku, no oczywiście poza tym, że dzieci nie chodzą do szkoły. Szczególnie na gruzińskich biednych wsiach nie zobaczy się tubylców masowo pakujących walizki i ruszających w świat- jeśli już to raczej Gruzini na stałe mieszkający za granica wracają w tym okresie do kraju. Po drugie okres wakacyjny to masowy napływ turystów do Gruzji i kto tylko może, stara się uszczknąć kawałek z tego tortu- zatem duża część tutejszych mieszkańców zajmuje się organizacją transportu, noclegów, jedzenia i innych atrakcji dla napływających gości, co jest często jedynym źródłem utrzymania dla całej rodziny i pozwala przetrwać do kolejnego sezonu turystycznego.


Zawsze można liczyć na lokalny patriotyzm

Jednak upał i klimat robią swoje- ktokolwiek spędził choć jeden sierpniowy dzień na  przykład w betonowym Tbilisi przy temperaturze 38 stopni i palącym wietrze niosącym ze sobą tumany drobnego piasku, ten wie o czym mówię. Dlatego mniej więcej od połowy lipca do końca sierpnia miasta pustoszeją i kto tylko może sobie na to pozwolić, rusza w kierunku Morza Czarnego. Nie mówimy tutaj jednak o ekskluzywnych wczasach w kilkugwiazdkowych hotelach, typowy gruziński wakacyjny plan to odwiedzenie kogoś z szeroko pojmowanej rodziny zamieszkującego w okolicach nadmorskich, a opcja taniego hotelu to dopiero wyjście awaryjne.

Latem w Gruzji takie temperatury to nic dziwnego

Najbardziej oblegane latem miejscowości położone są w południowej części gruzińskiego wybrzeża, niedaleko granicy z Turcją: Gonio, Batumi, Kobuleti, Ureki, Magnetiti, Grigoleti. Większość z nich charakteryzuje się kamienistymi plażami dostępnymi bezpłatnie dla każdego chętnego (prywatne plaże hotelowe to nadal rzadkość). Ponieważ Batumi modne jest wśród zagranicznych turystów, a zatem jest najdroższą z wymienionych opcji, bardzo dużo Gruzinów wybiera położone około 40 km dalej Kobuleti. Jest to miasteczko ożywające praktycznie tylko w sezonie (takie powiedzmy nasze Mielno), z główną ulicą ciągnącą się równolegle do morza, mnóstwem knajpek, ulicznych straganów i wszelkiej maści hoteli i pensjonatów. Sama plaża jest kamienista, ale jak na Gruzję zaskakująco czysta (w pobliżu nie ma na szczęście żadnego ujścia dużej rzeki), a pluskając się w ciepłym morzu widzi się jednocześnie góry i błyszczące na horyzoncie Batumi. Spędzanie tutaj przez Gruzinów urlopu niczym się w sumie nie różni od tego, co robią nad morzem nasi rodacy- smażenie się na plaży, kąpiele (raczej nie pływanie, bo z tym u miejscowych kiepsko), duże ilości jedzenia i picia, zakupy plastikowych zabawek plażowych dla dzieci- zasadniczą różnicą w stosunku do polskich wczasów nad Bałtykiem jest "tylko" pogoda i temperatura wody (ponad 30 stopni i pełne słońce to lipcowo-sierpniowy standard a woda ciepła jak zupa nawet do początków października).

Uroki plaży w Kobuleti

Praktycznie każdy dom wzdłuż głównej ulicy Kobuleti to hotelik

Niektóre pensjonaty mają nad wyraz fantazyjny kształt

Zachód słońca wszędzie tak sam piękny

Drugą niesamowicie modną nadmorską miejscowością jest Magnetiti- miejsce samo w sobie kompletnie nieatrakcyjne, ale za to posiadające wyjątkową plażę o czarnym piasku. Gruzini wierzą, że plażowanie tutaj ma właściwości lecznicze, bo podobno piasek ten wydziela jakieś specjalne promieniowanie magnetyczne pomagające leczyć choroby układu krążenia, układu nerwowego, stawów, kręgosłupa i inne schorzenia. Latem ciężko jest zatem znaleźć przyzwoitą kwaterę w okolicy a plaża roi się od tubylców nierzadko zakopanych w piasku po szyję. (Muszę tutaj wyrazić swoje lekkie powątpiewanie- przetestowaliśmy piasek kompasem i magnesem, reakcji nie było żadnej, zatem jeśli nawet istnieje jakieś tajemnicze pole magnetyczne, to jest minimalne- no ale skoro ludzie wierzą to niech im idzie na zdrowie!).

Słynna czarna plaża w Magnetiti

Jeszcze przed sezonem, ale już za chwilę na plaży nie wciśnie się nawet szpilki



Niestety kompas nie pokazał nic godnego uwagi

Jeszcze inną opcją są jednodniowe wypady do miejsc położonych nad wodą- zatem mieszkańców stolicy możemy w dużej ilości spotkać nad tzw. Morzem Tbiliskim, czyli ogromnym sztucznym zbiornikiem wodnym oferującym możliwość plażowania i kąpieli, za to mieszkańcy okolic Zugdidi chętnie spędzają najgorętsze dni na plaży w Anaklii, niedoszłym kurorcie marzeń Miszy Budowniczego (więcej o Anaklii TUTAJ).


Cóż za sielski obrazek na plaży w Anaklii

Anaklia- jedna z niewielu piaszczystych plaż w Gruzji








































Tutaj znajdziecie ciekawe wakacyjne informacje  o innych krajach:

Francja: 
Francuskie i inne notatki Niki - Francuzi na wakacjach 
Blog o Francji, Francuzach i języku francuskim - Wakacje a la francaise
Love For France - Wakacje w Alzacji i kalendarz pełen niespodzianek
Hiszpania: 
Hiszpański na luzie - Co Hiszpanie robią w lecie? Bycze rozrywki
Kirgistan: 
O języku kirgiskim po polsku - Kirgiskie morze 
Niemcy: 
Niemiecki po ludzku - Niemcy i urlop
Niemiecka Sofa - Niemieckie wakacje w idiomach
Językowy Precel - Niemieckie wakacje
Norwegia: 
Pat i Norway - Jak Norwegowie spędzają wakacje
Rosja:
Rosyjskie Śniadanie - Jak spędziłem koniec lata
Stany Zjednoczone: 
Papuga z USA - Gdzie Amerykanie jeżdżą na wakacje?
Specyfika języka - Amerykanin na wakacjach
Szwecja: 
Szwecjoblog - Jak Szwedzi spędzają wakacje  
Wielka Brytania
Angielski c2 - Wakacje Brytyjczyków - dawniej i dziś
Learn English Śpiewająco - Co robi Brytyjczyk na wakacjach?
Włochy: 
Włochy by obserwatore - Włoch na wakacjach
Italiachemeraviglia -  Wakacje all'italiana
Studia,parla, ama - W 80 blogów i włoskie wakacje: morze,seks i podwodne muzeum
Primo Cappuccino- Dlaczego sierpień to najgorszy czas na włoskie wakacje? 


A jeśli ktoś z Was też jest autorem językowo-kulturowego bloga i chciałby się do nas przyłączyć, zachęcam do zajrzenia na TEGO bloga grupy, a także do kontaktu pod adresem e-mailowym blogi.jezykowe@gmail.com.



niedziela, 14 czerwca 2015

Tbiliskie ZOO pod wodą

Nie wiem, czy ktoś z Czytelników pamięta jeszcze "powódź stulecia" w Polsce w 1997 roku. Ja pamiętam ją dobrze, a jednym z wydarzeń, które utkwiły w mej pamięci jest Opole i hipopotam, który utopił się w falach zalewających teren ZOO. Dlaczego o tym wspominam? No cóż, popatrzcie na te zdjęcia z ulic Tbilisi:

źródło fotografii TUTAJ


źródło fotografii TUTAJ


źródło fotografii TUTAJ

źródło fotografii TUTAJ



















































(więcej fotografii znaleźć można na przykład w TYM artykule)












Co się wydarzyło? W nocy z soboty na niedzielę miało miejsce potężne oberwanie chmury nad Tbilisi, które zalało ulice i doprowadziło do wylania rzek. Jednym z rejonów, który ucierpiał najmocniej, były okolice Placu Bohaterów , niedaleko którego położone jest tbiliskie ZOO. Na szczęście żadne ze zwierząt nie utopiło się, ale na wolność wydostało się kilka mocno wystraszonych hipopotamów, niedźwiedzi, lwów, tygrysów i wilków (łącznie około 30 dzikich zwierząt). Kiedy piszę tego posta, łapanie ich jest nadal w toku- niestety niektóre trzeba było zastrzelić, ale przynajmniej część (w tym hipopotam widoczny na zdjęciach) jest już odwieziona w bezpieczne miejsce. Sam teren ZOO wygląda za to tak (fotografie ze strony gruzińskiego MSZ):

źródło fotografii TUTAJ

źródło fotografii TUTAJ

A jak wyglądało tbiliskie ZOO przed powodzią? No cóż, stłoczenie ponad 300 gatunków zwierząt na niewielkiej przestrzeni w centrum miasta rzadko bywa dobrym pomysłem. Wybiegi nie były zbyt duże, a zwierzęta snuły się po nich raczej osowiałe i wynudzone. Paradoksalnie zatem, może efektem zalania będzie porządny remont i polepszenie ich warunków życiowych?


















P.S.- Obecne dramatyczne wydarzenia to nie pierwszy raz, kiedy tbiliskie ZOO trafia do nagłówków gazet. Wcześniej jednak miało to miejsce głównie wtedy, gdy rozochoceni mocnymi trunkami młodzieńcy postanawiali "przywitać się" z tygrysami (jak choćby w grudniu 2014, o czym przeczytać można TUTAJ lub w styczniu 2013, do przeczytania TUTAJ).