poniedziałek, 20 marca 2017

Na poboczu


Jeżdżenie autem po Gruzji ma sporo aspektów. Oprócz jego ewidentnych wad sprowadzających się do nieprawdopodobnie paskudnego stylu jazdy lokalnych dżygitów (więcej TUTAJ lub TUTAJ), ma także sporo zalet. Jedną z nich jest możliwość podziwiania rozmaitych ciekawych straganów ustawianych blisko głównych tras. Choć są one zwykle niebezpiecznie blisko drogi, zawsze znajdzie się kawałek miejsca, aby postawić auto, wysiąść, rozprostować nogi, pooglądać, potargować się, kupić. Co ciekawe, takie skupiska straganów są na trasie zwykle pogrupowane tematycznie i dla mnie stanowiły swoiste kamienie milowe na drodze ze stolicy na zachód.

Najpierw okolice Gori (czyli jakaś 1/4 drogi za mną)- tutaj w związku z licznymi sadami i polami spodziewać się można skupisk straganów z owocami i warzywami- różne odmiany jabłek, arbuzy, melony, kapusta, kalafiory, pomidory, cytrusy- wszystko poukładane w kolorowych stosach i  oferowane w ilościach hurtowych.


Stragany sklecone z desek i plastikowych płacht widoczne są już z daleka

Jedyny problem w tym, co wybrać

Do owoców lokalni dżygici gratis



Kolejnym punktem orientacyjnym na drodze na zachód zawsze była wioska Surami (wiedziałam wtedy, że jakaś 1/3 drogi za mną). Cała droga obstawiona jest dziesiątkami budek, przy których stoją panie machające... chlebkami! Za pierwszym razem ciężko mi było uwierzyć, co one trzymają w rękach, ale faktycznie w Surami produkowane jest bardzo charakterystyczne, ciężkie, nieco gliniaste i słodkawe pieczywo, które następnie sprzedawane jest przy drodze. Widok bardzo niecodzienny, bo budki ciągną się przez calutką miejscowość- i co ciekawe w innych miejscowościach niczego podobnego nie ma.


Ta pani nie tylko nas pozdrawia, ale także oferuje pieczywo


Oferta w całej krasie


Właścicielka na posterunku macha chlebkiem
Jak widać, czasem właściciele wystawiają zastępstwo

Budka za budką


Budek jest tyle, że muszą każda ma swój numer porządkowy


Kolejnym ciekawym przydrożnym punktem na mojej trasie (koło połowa drogi "do domu") były zatoczki z rękodziełem w okolicy miejscowości Shrosha. Jest to region, który słynie z czerwonej glinki, a pisałam o nim więcej TUTAJ. Na straganach za naprawdę niewielkie pieniądze kupić można garnki, kubki, wazony, miski oraz wyroby z drewna i gdyby nie brak sensownej możliwości transportu, to pewnie kupowałabym te rzeczy wagonami- a tak to skończyło się tylko na kilkunastu sztukach.


Ileż tu wszelkiego dobra!

Garnki, miski, wazony i futrzane czapy

W komplecie także wyroby z drewna

No i jak tu nie kupić?




A na końcu jeszcze bonusik- przecudnej urody stragan przy jeden z dróg w Kachetii. Mniam, aż ślinka leci, prawda?  ;-)





piątek, 3 marca 2017

Kaukaska Trylogia



Z okazji obchodzonego w niektórych krajach 2 marca Dnia Książek, my (czyli blogerzy językowi i kulturowi zrzeszeni wokół TEGO bloga) postanowiliśmy przygotować błyskawiczną akcję- serię wpisów z książką jako wspólnym mianownikiem. Przez siedem marcowych dni uaktywniać się będą kolejne linki zabierające w podróż po świecie literatury z całego świata. 
Zapraszam do lektury!





Wiele razy wspominałam już, że od jakiegoś czasu zapanowała w Polsce moda na Gruzję. Jednym z objawów tej mody jest wysyp publikacji związanych z tym krajem. Jako osoba zainteresowana tematem (ale niestety również dosyć wybredna), staram się nadążać za kolejnymi pozycjami, ale niestety większość z nich nie przypadła mi do gustu. Albo ślizgają się tylko po powierzchni, powielając sztampowe opinie sprowadzające się do banalnego opisu przyrody, przyjaznych tubylców i super wina, albo są napuszone i ogłuszają sucho podawanymi faktami historycznymi, albo mimo ciekawie zapowiadającej się treści styl ich napisania jest kompletnie niestrawny.  

Natomiast jaśniejącym diamentem w tym zbiorze okazała się dla mnie tzw. "Kaukaska Trylogia" autorstwa Wojciecha Góreckiego. Składają się na nią trzy książki- "Planeta Kaukaz", "Toast za przodków" i "Abchazja". Pierwsza część skupia się na Kaukazie Północnym, druga na krajach Zakaukazia (Gruzja, Armenia, Azerbejdżan), a trzecia porusza tematykę państwa-nie-państwa Abchazji. Wszystkie bazują na osobistych doświadczeniach i przemyśleniach Autora, który wiele lat mieszkał i podróżował po Kaukazie. Całość zaczyna się świetnym zdaniem pokazującym, z czym będziemy mieć do czynienia: 
"Planeta zamyka się między Morzem Czarnym na zachodzie a Morzem Kaspijskim na wschodzie oraz między równiną Donu na północy a Turcją i Iranem na południu. Mierzy czterysta czterdzieści tysięcy kilometrów kwadratowych. Tyle, co Szwecja. Niewiele. A jeśli nie liczyć pasa stepów- jeszcze mniej. Wypełnia tę przestrzeń zagmatwana mozaika ludów, kultur i religii."





Każda z tych trzech książek to ciąg pojedynczych historii, które zebrane razem są ogromną skarbnicą wiedzy o "Planecie Kaukaz". Autor nie ocenia ani nie wyciąga pochopnych wniosków, przedstawia po prostu różne klimaty Kaukazu przez pryzmat zwykłych, niczym nie wyróżniających się osób oraz drobnych zdarzeń z ich dnia codziennego. Dla pokazania szerszego obrazu, w książkach pojawiają się też opowieści o osobach znanych w regionie (choć dla nas będących z reguły zupełnie obcymi postaciami) i mających wpływ na to, jak kształtuje się jego historia. Wplecione są w to kaukaskie legendy, anegdoty, historie z gazet, a tam gdzie jest to potrzebne, także kontekst historyczny podany w bardzo przystępnej, ale nie prostackiej formie. Losy pojedynczych osób splatają się w wielką, barwną mapę Kaukazu z milionem lokalnych odcieni i smaczków. W tych książkach Kaukaz żyje, pokazuje swoje prawdziwe oblicze, a właściwie sto różnych obliczy. Jest tu miejsce na zadumę, podziw, delikatną ironię, zmęczenie, smutek, niechęć, szczęście, marzenia. Opowieść płynie naturalnie, wątki luźno się ze sobą wiążą, a każda kolejna historia przynosi mnóstwo ciekawych informacji. 

Myślę, że "Kaukaska Trylogia" zrobiła na mnie tak wielkie wrażenie, bo idealnie opisuje to, co ja sama obserwowałam mieszkając w Gruzji, a czego nie potrafiłam precyzyjnie ująć w słowa. Czytając niektóre zdania, jak gdybym słyszała swoje myśli. "Nieuleczalna kaukaska choroba: każdy musi być najstarszy, najodważniejszy, najbardziej gościnny. I każdy - najbardziej pokrzywdzony. Sto narodów wybranych. Na paruset tysiącach kilometrów kwadratowych. Kto się nie zgadza- ten wróg. Kto wątpi- tego podkupili. A kto się zbyt szczegółowo dopytuje- nie ma serca."- ten cytat zapadł mi w pamięć na dobre. Nigdzie nie znalazłam trafniejszej definicji tego, jak funkcjonuje Gruzja, Abchazja i cały region. 

Jeśli szukacie dobrej, ciekawej, zgłębiającej temat, a jednocześnie przystępnie napisanej literatury o Kaukazie, to trzy książki Wojciecha Góreckiego powinny znaleźć się na Waszej liście. Można je czytać w dowolnej kolejności (ja przypadkiem zaczęłam od końca, czyli od "Abchazji"), można je pochłonąć hurtem lub dawkować, zależnie od nastroju. Ja wracam do nich co jakiś czas i zawsze znajduję w nich ducha świata, który leży nie tak wcale daleko geograficznie, ale o kosmos oddalony mentalnie.







Zapraszam też do przeczytania pozostałych wpisów w ramach naszej akcji, które znajdziecie pod tymi linkami (aktywującymi się o godz. 10:00 w kolejnych dniach zgodnie z przedstawionym kalendarzem):
1 marca
Angielski dla każdego:  Tydzień książki
2 marca
3 marca
4 marca 
Francuski przez Skype: Książkowe idiomy
5 marca           
Biały Mały Tajfun: Tydzień Książki
Language Bay: Tydzień książki 
6 marca
Szwecjoblog: Tydzień Książki 
7 marca
Français mon amour: Wokół książki po francusku