piątek, 30 grudnia 2016

Czy muszę kochać Gruzję, czyli wpis emocjonalny


Rzadko to robię, ale dziś przyszła pora na wpis emocjonalny. Zbierałam się do niego już od jakiegoś czasu i przyszła w końcu pora, aby przelać swoje przemyślenia na papier, a raczej w czeluści internetu- jak by nie patrzeć, to przecież koniec roku jest idealnym momentem na tego typu podsumowania !

To ja, Toja  ;-)
Akurat tutaj w zimowej scenerii jednego z najbardziej znanych miejsc w Gruzji.

piątek, 16 grudnia 2016

Rozśpiewane święta


Dzyn, dzyn, dzyn, w powietrzu już wyraźnie unosi się świąteczna atmosfera, i nawet w Gruzji, w której Boże Narodzenie obchodzone jest dopiero w styczniu (pamiętacie? pisałam o tym TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ) nie brakuje już rozświetlonych dekoracji.

Najbardziej znana gruzińska "choinka", czyli dekoracja ze świątecznych lampek na pomniku św. Jerzego
na Placu Wolności w Tbilisi (źródło: internet)

Aby zatem podtrzymać ten świąteczny nastrój, proponuję dzisiaj pakiet gruzińskich piosenek zimowo- bożonarodzeniowo- noworocznych.

wtorek, 6 grudnia 2016

Liczymy po gruzińsku, czyli moje językowe upiory


W języku obcym każdy z nas ma swoje upiory. Ja mogę śmiało powiedzieć, że upiorem był dla mnie już język gruziński jako taki, ale gdybym miała dodatkowo wskazać, co przysparzało mi najwięcej trudności w praktycznym stosowaniu, to na pewno byłyby to liczby. Niby prosta rzecz, prawda? A jednak proces budowania liczb w języku gruzińskim wymaga nie tylko znajomości języka samego w sobie, ale jednocześnie umiejętności błyskawicznego przeprowadzania w głowie działań matematycznych. O ile językowo jeszcze jestem w stanie to wszystko poukładać, o tyle matematycznie leżę, więc gruzińskie liczby były (i pozostały) dla mnie po prostu zmorą. Zaczęłam się nimi na tyle stresować, że w sklepach przestałam w ogóle szukać drobnych, tylko wyciągałam banknot z jakimś większym nominałem i niech się teraz sprzedający martwi... Unikałam tez rozmów o wieku, datach i wszystkim co wiązało się z jakimikolwiek numerami wykraczającymi poza 30. Dlaczego? Sami zobaczcie, jak to działa.

Moje pierwsze kroki z czasów, gdy zaczynałam uczyć się gruzińskiego

wtorek, 22 listopada 2016

Muzeum ku czci wodza


Niedawno ktoś zapytał mnie, jak wygląda stosunek Gruzinów do Stalina. Odpowiedziałam mniej więcej to, co napisałam w swoim pierwszym poście na ten temat (TUTAJ), ale chyba nie do końca mi uwierzył. Rzeczywiście, nam bardzo trudno jest zrozumieć, że w dzisiejszych czasach mogą nadal istnieć ulice czy pomniki nazwane imieniem Stalina, że można o nim mówić inaczej niż w kontekście terroru i zbrodni. A jednak można. I na dowód tego chcę zaprosić Was dzisiaj na nieco surrealistyczną wycieczkę po Państwowym Muzeum Józefa Stalina w Gori.

Budynek Państwowego Muzeum Józefa Stalina

wtorek, 8 listopada 2016

Gruzińska filmoteka 3 - komedie z dawnych lat

Dzisiejszy wpis powstał w ramach "Projektu jesiennego" Klubu Polki na Obczyźnie, o którym więcej poczytać możecie TUTAJ. Przez cały listopad pokazujemy filmy z różnych stron świata. Zapraszam zatem do gruzińskiej filmoteki!


Gruzińska sztuka filmowa jest bardzo mało znana poza granicami Gruzji, a jeśli już, to kojarzy się przede wszystkim z filmami ambitnymi, zawierającymi drugie dno i głębokie przesłanie. Motywem przewodnim współcześnie kręconych filmów gruzińskich jest bardzo często wojna albo dorastanie w zmieniającej się rzeczywistości -tak jak w przypadku filmu "Dorastanie" o którym pisałam TUTAJ, "In Bloom", "Mandarynki" i "Pięć dni wojny", o których mowa była TUTAJ. Dziś jednak chciałabym dać sobie spokój z martyrologią, zejść na zupełnie inny poziom kinematografii i pokazać kilka gruzińskich komedii w stylu retro. Kręcone w latach 70-tych i 80-tych (czyli jeszcze w czasach ZSRR) przepięknie pokazują Gruzję tamtych czasów, codzienne ubiory, samochody, miasta, wsie... po prostu rozczulają i budzą uśmiech.

Klimaty lat 70-tych: kino Tbilisi  (źródło: internet)


Na dobry początek proponuję komedię  "Figlarny prosiaczek" z 1979 roku, w której tytułowy zwierzak daje się we znaki całej wsi. Właścicielka postanawia zatem wywieźć go do Tbilisi i sprzedać na bazarze... fabuła prosta, zabawna, ale to nie ona jest największym atutem tego filmu. Popatrzcie na ulice Tbilisi z późnych lat 70-tych, zobaczcie te auta, pociągi, stroje, fryzury! 





Z 1987 roku pochodzi inna gruzińska komedia- "Plażowy rozbójnik". Tutaj też głównym bohaterem jest zwierzak, tym razem pies. Skromny księgowy przygarnia bezdomnego kundla, który okazuje się zamiłowanym kleptomanem, kradnącym różne rzeczy plażowiczom. Co z tego wynikło? 





Również z 1979 roku pochodzi komedia "Małżeństwo po imeretyńsku".  Młody artysta Lado wraca do swojej rodzinnej wioski i marzy o postawieniu na centralnym placu takiej rzeźby, aby zjeżdżała się ją oglądać nie tylko cała Gruzja, ale i cały świat. Jego modelką zostaje wioskowa piękność Nutsu. I wszystko byłoby dobrze, gdyby między młodymi nie zaczęło budzić się uczucie....





W tym samym regionie, czyli Imeretii, dzieje się akcja kolejnej komedii "Szkice imeretyńskie" (1979). Młoda studentka Anna przyjeżdża na wakacje do babci. Przypominają się jej czasy dzieciństwa, kiedy spędzała w tam dużo czasu. Patrzy jak bardzo czas stanął w tej wioseczce w miejscu i porównuje ją z życiem w wielkim mieści. Pojawiają się krewni, przyjaciele, dochodzi do zabawnych sytuacji... w tle piękna gruzińska muzyka i krajobrazy Imeretii.




I na koniec jeszcze bonus- komedia romantyczna z roku 1966 "Spotkanie w górach". Sama treść jest mało istotna (w górach Chewsuretii kręcony jest film, w którym główną rolę gra piękna Lali. Niestety reżyser nie jest z niej zadowolony. Aktorka postanawia ze wszelką cenę udowodnić, że świetnie nadaje się do roli dziewczyny z gór....) - w tym filmie mamy za to mnóstwo pięknej gruzińskiej muzyki i tańców, dla których warto zawiesić na nim oko. Ujęcia kręcone w górach są tu dodatkowym plusem (choć niestety jakość kopii nie jest idealna).





P.S.- Wszystkie wklejone tu przeze mnie filmy mają rosyjski dubbing lub lektora, zatem śmiało możecie przymierzyć się do ich obejrzenia!


czwartek, 3 listopada 2016

Zmarli, którzy nie odchodzą


Rok temu w nawiązaniu do polskiego listopadowego zwyczaju odwiedzania cmentarzy  opisywałam kilka ciekawych i zupełnie odmiennych od naszych grobów gruzińskich (do poczytania TUTAJ). Tym razem wpisując się w klimat zaduszkowej zadumy chcę pokazać inne sposoby upamiętniania zmarłych, które są mocno zakorzenione w gruzińskiej tradycji.

Gruzini bardzo szanują swoich przodków i przekłada się to na szacunek dla wszystkich zmarłych. Pamiętam, jakim wielkim zdziwieniem było dla mnie na początku obserwowanie gruzińskich pogrzebów czy przydrożnych kapliczek- "karmników" ustawianych w najdziwniejszych miejscach (o tym zwyczaju pisałam TUTAJ). Dla przypomnienia- chodzi o niewielki konstrukcje w kształcie budek lub domków, które upamiętniają miejsce czyjejś tragicznej śmierci (najczęściej w wypadku). Bardzo często znajduje się w nich wizerunek zmarłego, a oprócz tego obowiązkowo stawiana jest butelka z alkoholem- zwykle z czaczą lub domowym winem, w okolicach Nowego Roku może to być butelka szampana. Gdy przystaje się obok takiej budki w dobrym tonie jest wzniesienie toastu za zmarłego.

Fotografia już wyblakła, ale butelka wymieniana na bieżąco

piątek, 28 października 2016

Jedzonko cz. 6 - potrawy z Megrelii


Choć określenie "kuchnia gruzińska" wydaje się nam jednym wielkim zbiorem, to każdy z regionów ma swoje typowe potrawy, których co prawda skosztować można także gdzie indziej ale których korzenie związane są z konkretnym terenem. Sztandarowym przykładem takiej lokalnej potrawy jest adżarskie chaczapuri, o którym pisałam TUTAJ- zjeść je można w wielu miejscach, ale nigdzie nie smakuje lepiej niż w rejonie Batumi! Swoje charakterystyczne potrawy ma również "moja" Megrelia (Samegrelo)- a ponieważ są one stosunkowo mało znane, dziś przyszła pora na krótką prezentację.

Nie jestem szczególną fanką ciężkich mięs występujących w kuchni gruzińskiej, dlatego moją ulubioną potrawą megrelską jest gebzhalia (gruz. გებჟალია). Jest to nic innego, jak biały twarogopodobny ser zmieszany z ziołami i podawany w sosie z gruzińskiego lekkiego jogurtu matsoni. Potrawę przygotowuje się bardzo prosto- na około 1 kilo świeżego sera sulguni (w naszych warunkach może to być ser typu mozarella) i 0,5 kg sera w grudkach przypada około 1 litr mleka (wg innego przepisu- 200 ml kwaśnej śmietany), pęczek mięty, sól do smaku. Najpierw przygotowujemy sos- miętę kroimy i z solą ugniatamy w moździerzu, następnie połowę dodajemy do mleka, wrzucając tam również pół kilo twarogu w grudkach- mieszamy lub blendujemy tak długo, aż powstanie jednolity sos. Ser sulguni kroimy w cienkie plastry i wrzucamy do litra wrzącej wody, czekając aż zmięknie i stworzy plastyczną masę. Wyjmujemy ją i formujemy płaski okrągły placek lub małe osobne rolki, posypując je druga połową wcześniej przygotowanej mięty. Masę zalewamy sosem, odstawiamy i czekamy aż ostygnie, a potem kroimy na porcje. Jest absolutnie rewelacyjna ze świeżym chlebem lub chlebkiem kukurydzianym !!!

Gebzhalia (źródło: internet)

wtorek, 18 października 2016

Nie tylko monastyry, czyli islam w Gruzji


Jeśli chodzi o religię, Gruzja kojarzy się przede wszystkim z monastyrami, cerkwiami, pięknymi kościelnymi pieśniami polifonicznymi. W powszechnej opinii funkcjonuje obraz Gruzina wyznającego prawosławie, tak samo mocno zakorzeniony, jak obraz Polaka-katolika. A jednak- o czym nie wszyscy wiedzą- w Gruzji znaleźć można także wiele ciekawych śladów innych wyznań, w tym islamu. Zapraszam zatem do wędrówki po muzułmańskiej Gruzji!

Islam dotarł na obecne terytorium Gruzji w roku 654, kiedy to wschodnia część kraju podbita została przez wojska kalifatu. Oficjalnie emirat w Tbilisi ustanowiony został w roku 735 i co ciekawe, miasto w dużej części przeszło na islam (ale tylko samo miasto, pozostała część regionu już nie!). Sytuacja ta z małymi wahaniami trwała do roku 1122, kiedy wojska króla Dawida IV na dobre odbiły Tbilisi z rąk Turków seldżuckich. Choć miasto powróciło do statusu chrześcijańskiego, swoboda wyznawania religii nie została uchylona i wielu wyznawców islamu zakorzeniło się w nim na dobre. Do dzisiaj duży i pięknie odrestaurowany XIX-wieczny meczet jest charakterystycznym  elementem starej części gruzińskiej stolicy. Znajduje się on tuż obok tureckich łaźni (pisałam o nich TUTAJ), u stóp wzgórza pod twierdzą Narikala, niedaleko wejścia do Ogrodu Botanicznego. Posiada on wysoki ośmiokątny kamienny minaret wyraźnie odcinający się na tle otaczających go budynków. Meczet jest obecnie jedynym działającym w Tbilisi, spotykają się w nim na modlitwie zarówno sunnici, jak i szyici. Można go także zwiedzać, o ile trafi się na czas kiedy akurat jest otwarty.

Minaret widać po prawej (akurat był w remoncie)

czwartek, 29 września 2016

Jak powstaje wino


W Gruzji na dobre ruszyło winobranie! W winnicach Kachetii zostało zebranych już ponad 84 tysięcy ton winogron o wartości ok. 73 milionów lari, a to dopiero początek, bo najintensywniejsze  zbiory właśnie trwają. Uprawą winorośli w tym regionie zajmuje się ponad 10 tysięcy osób, a wina wytwarzane są przez aż 62 firmy. W zeszłym roku zebrano ponad 143 tysięcy ton owoców (wartych ponad 102 miliony lari), a w tym prognozowany jest jeszcze lepszy wynik w granicach 150 tysięcy ton. Trzymam kciuki za obfite zbiory, które w efekcie końcowym przełożą się na mnóstwo wypełnionych pysznym winem butelek!



niedziela, 11 września 2016

Amirani i kaukascy giganci


Dzisiejszy wpis powstał w ramach "Projektu jesiennego" Klubu Polki na Obczyźnie, o którym więcej poczytać możecie TUTAJ. Tym razem opowiadamy o magicznych i bajkowych stworzeniach z różnych krajów.

Magicznych stworzeń (podobno) istnieje na świecie bardzo wiele. Elfy, skrzaty, duchy, niesamowite zwierzęta, rusałki, trolle, wróżki, dżinny... aż w głowie się nie mieści, w co można wierzyć. Gruzja nie jest wyjątkiem- tutaj też pojawiają się niesamowite istoty rodem z innego świata, a najsłynniejsze z nich to kaukascy giganci. Według gruzińskich i ormiańskich podań ludowych pochodzili oni bezpośrednio od bogów ("Wielcy i groźni byli pierwsi bogowie. Oddzieliło się od nich całe pokolenie potężnych olbrzymów."). Żyli w górskich dolinach i prowadzili życie podobne do ludzkiego, ale cechował ich ponadprzeciętny wzrost i ogromna siła, które wykorzystywali w razie potrzeby, broniąc świat przed czyhającym złem. 


Pomnik giganta Amiraniego w gruzińskiej Kachetii (źródło: internet)

wtorek, 6 września 2016

Piosenka po liftingu


Za polskim oknem ostatnie promienie lata, a ja wracam do ciepłych gruzińskich klimatów za pośrednictwem piosenki. I to nie byle jakiej piosenki, bo najsłynniejszego polskiego utworu nawiązującego do Gruzji, czyli "Batumi" zespołu "Filipinki" z 1963 roku. Piosenka była ogromnym hitem tamtego lata i wygrała Plebiscyt Polskiego Radia na najpopularniejszą piosenkę roku 1963. A brzmiała tak:




Pikanterii sprawie dodaje fakt, że śpiewające z takim uczuciem o Batumi "Filipinki" nawet nie były w Gruzji (dotarły tam dopiero w ramach tournée po Związku Radzieckim w 1966 roku), a teledysk (na którym zresztą kompletnie nic nie widać) kręcony był w porcie w Szczecinie.

czwartek, 1 września 2016

Recenzja: Rozmówki gruzińskie


Wiele razy pisałam już o języku gruzińskim i dzisiejszy post też się z tym tematem łączy, choć nie bezpośrednio. Zostałam bowiem poproszona o zapoznanie się i zrecenzowanie rozmówek polsko-gruzińskich i postanowiłam podjąć się tego zadania. Dla dociekliwych: nie, nie jest to wpis sponsorowany, zdecydowałam się go zamieścić, gdyż dobrze pamiętam swoje desperackie poszukiwania przed wyjazdem do Gruzji, kiedy wiele bym dała za konkretną informację, jakie wydawnictwa są godne polecenia, a w jakie nie warto inwestować i czego się spodziewać po poszczególnych pozycjach książkowych. Zatem- do dzieła!

Rozmówki, o których wspomniałam na wstępie, to propozycja krakowskiego wydawnictwa Lingea o tytule "Rozmówki gruzińskie ze słownikiem i gramatyką". Jest to wydanie I z roku 2015, będące zapewne praca zbiorową, bo o autorze dowiadujemy się tyle: "rozmówki opracowane przez zespół redakcyjny Lingea". Dla lepszego opisu zawartości postanowiłam podzielić moją recenzję na cztery kategorie: grafika, rozmówki i słownik, gramatyka, część kulturowa.

czwartek, 25 sierpnia 2016

Była sobie fabryka...




Po raz kolejny spotykamy się w ramach cyklu "W 80 blogów dookoła świata". Tym razem wspólny mianownik dla naszych wpisów to "Było, minęło...". U mnie zobaczycie, co stało się z dawną fabryką papieru z czasów ZSRR, a w inne miejsca na kuli ziemskiej zabiorą Was linki umieszczone pod artykułem. Zapraszam!






Myśl przewodnia dzisiejszej edycji naszej akcji to "Było, minęło...". Nie jest trudno w takim kontekście pisać o Gruzji, bo w kraju tym wiele jest miejsc, w których czas jakby zatrzymał się w poprzedniej epoce- wystarczy choćby wspomnieć miasto Cziatura (TUTAJ), sowchoz Kheta (TUTAJ), czy pomniki bohaterów Wielkiej Wojny Ojczyźnianej (TUTAJ). Po namyśle postanowiłam przedstawić historię fabryki papieru z czasów ZSRR, która mocno wpłynęła na Zugdidi, miasto w którym przyszło mi spędzić większą część mojej gruzińskiej przygody.

piątek, 19 sierpnia 2016

Gruzja / Polska - mój kraj idealny





Dzisiejszy wpis powstał w ramach "Projektu nad projektami" Klubu Polki na Obczyźnie, o którym więcej poczytać możecie TUTAJ.





Przez ponad dwa lata życia w Gruzji miałam okazję zatęsknić za wieloma rzeczami powszechnymi w Polsce, które w kraju Kartlów okazały się deficytowe. Część z nich nie jest problemem, gdy przylatuje się na kilkanaście dni, ale po jakimś czasie ich brak zaczyna doskwierać coraz mocniej, aż się powodem wszechogarniającej irytacji. Z kolei po powrocie do Polski odkryłam, że jest kilka rzeczy, które chętnie przeniosłabym z Gruzji do naszego kraju. A gdyby tak móc stworzyć kraj idealny? Jak wyglądałaby moja lista rzeczy, które chciałabym przenieść z jednego miejsca do drugiego?


piątek, 12 sierpnia 2016

Nie taki "diabelski młyn" straszny...


Pamiętacie z dzieciństwa wielkie karuzele w wesołych miasteczkach? Największym hitem były zawsze kolorowe "diabelskie młyny", które tak naprawdę nie miały jakiejś ogromnej wysokości, ale z punktu widzenia dziecka wydawały się niebotyczne. Szałem były tez wysokie karuzele krzesełkowe, zamki duchów i elektryczne samochodziki. Minęły lata, a dziecięca fascynacja pozostała... zapraszam na przejażdżkę!

Pierwszym gruzińskim "diabelskim młynem", z którego z lekką dozą niepewności skorzystałam, było wielkie koło ustawione w parku rozrywki w Kutaisi. Sam park rozrywki robił lekko "oldschoolowe" wrażenie rodem z wczesnych lat 90-tych, ale przejażdżka na powoli poruszającym się kole była niezwykle przyjemna i wiązała się z genialnymi widokami. Było warto pokonać strach!


Ten "diabelski młyn" pamięta jeszcze chyba poprzednią epokę

wtorek, 2 sierpnia 2016

Gruzini jadą do Rio


Już za kilka dni rozpoczęcie Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro, a tymczasem w gruzińskim sporcie rozpętała się przed kilkoma dniami wielka afera. Nie, nie chodzi o żadne skandale dopingowe czy inne ciemne strony tego biznesu. Afera rozpętała się po prezentacji oficjalnych strojów wyjściowych, w jakich występować będzie gruzińska reprezentacja olimpijska. Wyglądają one tak:


poniedziałek, 25 lipca 2016

Pierwszy raz w Gruzji - 10 grzechów głównych





Dzisiejszy post to kolejny wpis z cyklu "W 80 blogów dookoła świata". Tym razem radzimy, na co zwrócić uwagę planując wyprawę do różnych krajów. U mnie możecie poczytać o Gruzji, a w inne miejsca na kuli ziemskiej zabiorą Was linki umieszczone pod artykułem. Zapraszam!




Stało się, pierwszy raz wybierasz się do Gruzji. Zanim rozpoczniesz swoją przygodę, chcę posunąć Ci kilka opartych na własnym doświadczeniu i obserwacjach wskazówek, jak nie zepsuć sobie wielkiej (lub małej) gruzińskiej wyprawy. Jeśli chcesz uniknąć przynajmniej części błędów nowicjuszy, zrób mały test i sprawdź, czy któreś z poniższych zachowań dotyczą Ciebie:

środa, 13 lipca 2016

Gruzińskie wina na polskich stołach


Inspiracją do dzisiejszego wpisu był TEN ARTYKUŁ (w j. rosyjskim) informujący o tym, że podczas szczytu NATO w Warszawie wysocy rangą goście częstowani będą gruzińskimi winami. Na tę okazję przygotowano nawet specjalne okolicznościowe etykiety:

źródło: internet

czwartek, 7 lipca 2016

Brama Kaukazu


" (...) I nad kaukazkich gór szczytami
Wygnaniec raju przelatywał;
Brylantowymi lśniąc śniegami,
Olbrzymi Kazbek świat zadziwiał;
Szczeliny paszcza była nizko,
Jak żmii ciemne legowisko:
To Darjał kręty się ukrywał;
I Terek wiódł tam fal swych szyki,
Jak lew z rozwianym w grzywie włosem,
I ryczał. Słuchał go zwierz dziki; (...)"


Ten poetycki wstęp pochodzi z utworu Michaiła Lermontowa "Szatan- powieść wschodnia" z 1841 roku (polskie tłumaczenie Michała Metelickiego z 1889 roku- całość TUTAJ).  Zachwycony  gruzińskimi górami Lermontow trzykrotnie odbywał wycieczkę na Kaukaz i dzisiaj ja również Was tam zabiorę- a konkretnie do Wąwozu Darialskiego (gruz. დარიალის  ხეობა, wym. Darialis Kheoba).

Wąwóz Darialski ciągnie się około 11 kilometrów od Stepancmindy w kierunku rosyjsko-gruzińskiego przejścia granicznego Wierchnyj Lars, z którego dalej prowadzi droga do Władykaukazu. Nazywany był "bramą Kaukazu", bo już w starożytności to właśnie tędy prowadziła jedyna dogodna droga od północy na tereny obecnej Gruzji. Wąwozem płynie rzeka Terek, która niesamowicie malowniczo odcina się od niebotycznie wysokich, miejscami prawie pionowych granitowych skał.  Droga jest kręta i raczej wąska, ale w kilku miejscach są zatoczki, w których można przystanąć i nasycić oczy widokiem jak z bajki.

W tym widoku naprawdę można się zakochać...

sobota, 25 czerwca 2016

Kawa czy herbata, czyli co pić w Gruzji


Hasło przewodnie kolejnej już edycji akcji "W 80 blogów dookoła świata" to kawa i herbata. W moim artykule opowiem Wam o moich herbaciano-kawowych doświadczeniach z Gruzji, natomiast na końcu znajdziecie linki do opowieści o aromatycznych napojach z innych krajów.  Serdecznie zapraszam!




W zestawieniu "kawa czy herbata" Gruzja nieodparcie kojarzy się z herbatą. I słusznie, bo jest to najbardziej na północ wysunięty kraj, w którym uprawia się tę roślinę. Według jednej z wersji niejaki Jacob McNamara, jeden z angielskich żołnierzy, którzy trafili do niewoli po Wojnie Krymskiej, osiedlił się na brzegu Morza Czarnego i postanowił tutaj wykorzystać wiedzę o uprawie herbaty nabytą w koloniach brytyjskich. Druga wersja mówi o tym, że to książę Gurii Eristavi sprowadził sadzonki herbaty do swojego ogrodu botanicznego i to dzięki niemu założono pierwsze plantacje. Z kolei inna historia opowiada, że pierwsze plantacje herbaty pod Batumi założył szwedzki wynalazca i przedsiębiorca Alfred Nobel, którego firma budowała rurociąg z pól naftowych Baku do portu w Batumi. Przy budowie pracowali Chińczycy i to oni rozpoczęli nad brzegiem Morza Czarnego uprawę herbaty, która była dla nich podstawowym i niezbędnym  napojem. Możliwe, że w każdym wątku jest trochę prawdy, faktem jest natomiast, że pierwsza "Herbata kaukaska" pojawiła się w drugiej połowie XIX wieku, przy czym początkowo była to słabej jakości mieszanka, którą dodawano do herbaty chińskiej. Nasiona herbaty sprowadzano z Indii, Chin i Cejlonu, zaczęto jednak pracować nad uzyskaniem lokalnych odmian, które byłyby m.in. wytrzymałe na niższe temperatury. W czasach ZSRR powołano instytut badań nad herbatą, a w związku z założeniami socjalistycznej gospodarki samowystarczalnej zwiększono skalę upraw herbaty i powołano do życia wiele plantacji i fabryczek na terenie Gurii, Adżarii i Samegrelo. Produkcja osiągała tak wysokie wyniki, że po raz pierwszy w historii zastosowano maszynę do zbierania herbaty, która w jeden dzień mogła wykonać pracę dotychczas wykonywaną przez zbieracza w miesiąc. Niestety, za zwiększeniem ilości poszło także znaczne obniżenie jej jakości i to do tego stopnia, że gruzińską herbatę, która jeszcze na przełomie wieków dostawała nagrody na międzynarodowych targach, w latach 50-tych XX wieku podobno powszechnie nazywano "łupieżem Stalina". Ta wątpliwej jakości mieszanka dostępna była także w PRL-owskiej Polsce.

Opakowanie herbaty gruzińskiej znane z czasów PRL-u (źródło: internet)


Opustoszała dawna fabryka herbaty pod Zugdidi (Samegrelo)


Czas nie był łaskawy dla tego miejsca

Piękna mozaika pokazująca pracę przy zbiorach herbaty


Po upadku ZSRR gruzińskie pola herbaciane opustoszały. Nie było już chłonnego rynku, nie było też chętnych do ciężkiej fizycznej pracy na plantacjach. Tylko nieliczni pasjonaci uprawiali mieszanki na lokalne potrzeby. Dopiero od kilku lat herbaciane pola wracają do łask, odradzają się również lokalne fabryki i wzrasta eksport. Jest to dopiero początek dalekiej drogi, ale już teraz śmiało można powiedzieć, że gruzińska herbata ma wiele do  zaoferowania- moje ulubione mieszanki o nucie "gruzińskie jagody" i "owoce cytrusowe" są naprawdę warte polecenia. Niektóre z nich można już kupić w Polsce, choć jak na razie raczej w sklepach niszowych. W Gruzji krajowa herbata coraz częściej króluje na stołach, przy czym sporą rolę oprócz walorów smakowych gra jej korzystna cena. Najlepiej sprzedaje się herbata czarna (Gruzini piją ją bardzo mocną i słodką), słabiej owocowa i zielona. W zeszłym roku rząd ogłosił plan wprowadzenia programu wsparcia dla lokalnych plantacji i fabryczek herbaty, jest więc szansa, że herbaciane tradycje będą rozkwitać. 



Niektóre plantacje herbaty powoli się odradzają



Odmiany gurieli i rcheuli z różnymi dodatkami produkowane obecnie 


Oczywiście w Gruzji pije się też kawę. Najbardziej popularna jest wersja "turkuli", czyli po prostu kawowe fusy zalane wrzątkiem (coś, na co w Polsce mówimy błędnie "kawa po turecku") lub kawa faktycznie przygotowywana na sposób turecki, czyli starannie gotowana w tygielku z długą rączką (po szczegóły zapraszam na mojego tureckiego bloga TUTAJ). Jej odmianą jest kawa po batumsku, której ziarna prażone są z czosnkiem, przez co nabierają bardzo intensywnego aromatu, popularna jest też kawa po królewsku z nałożonym na wierzch koglem-moglem (jajkiem utartym na sztywno z cukrem). I choć generalnie za parzoną kawą nie przepadam, to ta ostatnia jest wyjątkowo pyszna, choć niestety pracochłonna. Inne rodzaje kawy nie są w Gruzji szczególnie popularne, w nowoczesnych knajpach i na stacjach benzynowych pojawiły się już ekspresy, z których płynie znośne latte czy cappucino, ale w mniejszych miejscowościach takich rarytasów się nie uświadczy. O gruzińskiej niechęci do "fikuśnych" kaw świadczyć mogą te dwie prowincjonalne scenki (pierwszej byłam świadkiem, drugą opowiadał mi zdruzgotany kolega):


- Poproszę kawę latte.
- Jaką?
- No taką kawę z mlekiem.
- Hmmmm....
..... po czym na stół wjeżdża czarna kawa w filiżance i kubek mleka.....


- Poproszę cappucino.
- Cappucino.... a chciałby pan z mlekiem czy bez?




Jedna z sieci podających różne "europejskie" rodzaje kawy


Podsumowując- moim zdaniem gruzińską bitwę "kawa czy herbata?" wygrywa zdecydowanie ta druga i jeśli będziecie mieli okazję, koniecznie jej spróbujcie!

Bonus 1- TUTAJ znajdziecie przepis na pyszne ciasto herbaciane z fantastycznej strony Oblicza Gruzji.

Bonus 2- słowniczek przydatnych gruzińskich pojęć:
kawa (w domyśle: po turecku)- თურქული ყავა (wym. turkuli kawa)
z mlekiem- რძით (wym. rdzit)
cukier- შაქარი (wym. szakro)
cappuccino- კაპუჩინო (wym. k'apucino)
herbata- ჩაი (wym. czaj)
herbata zielona- მწვანე ჩაი (wym. mcwane czaj)



A tutaj możecie poczytać posty z całego świata z kawowo-herbacianą myślą przewodnią:

Austria:
Viennese Breakfast: Herbata po austriacku
Chiny: 
Biały Mały Tajfun: Kawa Hani
Hiszpania:
Hiszpański na luzie: Trzy kawowe napoje z Walencji
Kirgistan: 
Kirgiski.pl: Kirgiskie picie herbaty
Enesaj.pl: Historia herbaty w Kazachstanie
Niemcy:
Nauka niemieckiego w domu: Kawa czy herbata w Niemczech
Niemiecka Sofa: Kawa czy herbata? - garść ciekawych idiomów
Rosja:
Blog o tłumaczeniach i języku rosyjskim: Herbata w literaturze rosyjskiej
Tanzania/Kenia:
Suahilionline: Chai masala
Turcja:
Turcja okiem nieobiektywnym: Kawa prawdę Ci powie


 Jeśli ktoś z Was też jest autorem językowo-kulturowego bloga i chciałby się do nas przyłączyć, zachęcam do zajrzenia na TEGO bloga grupy, a także do kontaktu pod adresem e-mailowym blogi.jezykowe@gmail.com.  


poniedziałek, 20 czerwca 2016

Piszemy po gruzińsku


O gruzińskim alfabecie wspominałam już kilka razy- na przykład TUTAJ, TUTAJ czy TUTAJ. Nietypowy kształt liter i pozornie niemożliwe do odcyfrowania wyrazy za każdym razem wzbudzały wiele emocji wśród czytelników bloga. Wielu z Was nie wierzy, że w gruncie rzeczy opanowanie tego alfabetu to tylko kwestia ćwiczeń manualnych i wcale nie jest takie trudne, na jakie wygląda.  Naprawdę wiem co mówię- pisać i czytać po gruzińsku nauczyłam się samodzielnie, jeszcze zanim rozpoczęłam naukę tego języka! Dlatego aby przekonać Was, że nie taki diabeł straszny, jak go malują, daję Wam okazję do samodzielnego zmierzenia się z gruzińską pisownią. Gotowi na wyzwanie?

piątek, 3 czerwca 2016

Sztuka transportowania 2


Na początku mojego pobytu w Gruzji, kiedy jeszcze dziwiło mnie wiele rzeczy będących w tym kraju na porządku dziennym, napisałam o rozwiniętej do perfekcji sztuce transportowania różnych dziwnych rzeczy różnymi dziwnymi pojazdami (do obejrzenia TUTAJ). Później już przestałam się dziwić, ale nie przestałam robić zdjęć, bo gruzińska pomysłowość okazała się praktycznie nieograniczona. Generalnie zasada jest prosta- jeśli coś uda się zapakować bądź przymocować do pojazdu, a pojazd jest w stanie się poruszać, to znaczy, że ładunek można przewozić. Ewentualne względy bezpieczeństwa lub naciąganie do granic możliwości praw fizyki to już nieistotne szczegóły... Kiedy mieszkałam w Gruzji i musiałam na drodze lawirować między tymi kuriozalnymi pojazdami, wzbudzały one we mnie często strach lub irytację (bo nie myślcie, że jadą wolno i ostrożnie- one nadal gnają, ile tylko da się wycisnąć!), ale teraz zaglądam do archiwum już tylko z rozbawieniem.

Zapraszam do galerii :)

Jabłecznik luzem

środa, 25 maja 2016

Tradycyjne gruzińskie wesele



W dzisiejszej edycji akcji "W 80 blogów dookoła świata" opowiadamy Wam o zwyczajach ślubnych i weselnych z całego świata. Zważywszy na fakt, że o tej porze roku zwykle nastaje wielki weselny boom, jest to temat bardzo aktualny, który może podsunie niektórym z Was inspirację do urządzenia własnych oryginalnych uroczystości? 






O gruzińskich ślubach  już kiedyś pisałam (zainteresowanych zapraszam TUTAJ), dzisiaj skupię się zatem na części weselnej. Tak naprawdę tradycyjna gruzińska zabawa przypomina mocno to, co w Polsce określa się mianem "wiejskiego wesela", to znaczy potrzebne jest: dużo jedzenia, dużo alkoholu, głośna muzyka i dużo gości. Para młoda też się przydaje, ale w sumie nie jest konieczna.... zresztą sami zobaczycie. 

poniedziałek, 16 maja 2016

Windą do nieba


Jest takie miejsce w Tbilisi, którego nie sposób przeoczyć, bo góruje nad całym centrum, przyciągając wzrok turystów praktycznie natychmiast. To Mtatsminda (gruz. მთაწმინდის) - w dosłownym tłumaczeniu "święta góra", nazwana tak na cześć prawosławnego świętego Dawida Garedżijskiego. Mnich ten w VI wieku przybył do Gruzji z Syrii i przed założeniem na pustyni słynnego monastyru (więcej TUTAJ) żył jako pustelnik właśnie w stolicy ówczesnej Kartlii, nawracając miejscowych na chrześcijaństwo.

Charakterystycznym punktem Mtatsmindy jest wysoka wieża telewizyjna

czwartek, 5 maja 2016

Gruzińska filmoteka 2- Znikające marzenia


Jakiś czas temu w pierwszej części "Gruzińskiej filmoteki" (TUTAJ) opowiadałam Wam o kilku filmach, które moim zdaniem warte są obejrzenia. Dzisiaj chcę kontynuować ten wątek, bo właśnie obejrzałam bardzo ciekawą gruzińską  produkcję o tytule brzmiącym w dosłownym tłumaczeniu "Maszyna, która sprawia, że wszystko znika" (gruz. "მანქანა, რომელიც ყველაფერს გააქრობს" lub "Manqana, romelic kvelafers gaaqrobs", ang. "The Machine Which Makes Everything Disappear").

(źródło: Filmweb.pl)

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Najbardziej mylące stereotypy o Gruzji



W tej edycji akcji "W 80 blogów dookoła świata" odnosimy się do stereotypów związanych z różnymi krajami i językami. Dzisiaj dowiecie się zatem, jakie popularne opinie o Gruzinach i Gruzji potwierdziły się w moich obserwacjach, a jakie należy włożyć między bajki. Zachęcam także do kliknięcia w linki pod artykułem i poczytania o stereotypach związanych z innymi krajami!





Przyznam, że szukając inspiracji do tego posta, przeprowadziłam małą ankietę z zapytaniem, z czym kojarzy się Gruzja. Najczęściej padały odpowiedzi: jedzenie, wino, śpiew, taniec, góry, Stalin, buta i wojowniczość- wszystko jak najbardziej się zgadza. Gruzini znani są z pysznego jedzenia i całej palety niezłych alkoholi, ich śpiew i taniec są niepowtarzalne, góry to nieodłączna część tego kraju, a Stalin był Gruzinem. Zgadza się również obraz dominującego, szowinistycznego mężczyzny z wielkim ego, które to cechy z reguły przypisywane Gruzinom. Wyodrębniłam jednak także kilka stereotypowych skojarzeń, które z rzeczywistością nie mają wiele wspólnego, a mimo to powtarzane są przez bardzo wiele osób.


wtorek, 19 kwietnia 2016

Z widokiem na dwie stolice


Jeśli kiedykolwiek mieliście okazję wyjeżdżać z Tbilisi drogą na zachód (kierunek na Gori, Kutaisi, Zugdidi czy Batumi), z całą pewnością zauważyliście po prawej stronie na wysokim wzgórzu monastyr, który widoczny jest przy każdej pogodzie i o każdej porze roku. Jest to Monastyr Jvari (gruz. ჯვარი, czyt. Dżwari), miejsce dla Gruzinów bardzo ważne ze względów religijnych i kulturowych.
Tyle widać z głównej drogi

czwartek, 7 kwietnia 2016

Kolory wiosny

 
Gdyby ktoś zapytał mnie, jaka jest najlepsza pora do odwiedzenia Gruzji, to zdecydowanie powiem, że wiosna. Lato jest najczęściej straszliwie upalne, jesień jest niezła, ale dni szybko się skracają, zima jest koszmarna- za to wiosna oferuje wszystko, co najlepsze. Pierwsze przebłyski wiosny przychodzą już w lutym, kiedy pokazują się pierwsze kwiaty, a pojedyncze dni potrafią zaskoczyć temperaturą (zanotowany przeze mnie rekord to plus 28 stopni w Anaklii nad Morzem Czarnym 9 lutego!). Natomiast najpóźniej pod koniec marca wiosna wybucha z całą mocą i wtedy z dnia na dzień robi się ciepło i kolorowo- grube swetry momentalnie idą w kąt, a do łask wracają T-shirty, zupełnie bez nieśmiałych zapowiedzi czy fazy przejściowej.

Oczywiście różnie to wygląda w poszczególnych częściach Gruzji, bo na zachodzie gdzie panuje klimat subtropikalny, przyroda budzi się inaczej, niż na wschodzie mającym klimat podzwrotnikowy suchy. Przy planowaniu wycieczki do Gruzji nie można tez zapominać, że najpóźniej wiosna odczuwalna jest w górach- okolice Stepancmindy, Swanetia, Racha czy Chewsuretia mogą być zasypane śniegiem nawet do maja!

piątek, 25 marca 2016

Jedzonko cz. 5 - Chaczapuri adżaruli



Dzisiejszym wspólnym mianownikiem wpisów powstających w ramach akcji "W 80 blogów dookoła świata" jest JAJKO. Jest to temat z jednej strony nawiązujący do polskich tradycji wielkanocnych, ale z drugiej strony pozwalający na bardzo różnorodną interpretację, zatem u mnie znajdziecie dzisiaj przepis na najpopularniejszą gruzińską potrawę z jajkiem, jaką jest Chaczapuri adżaruli (აჭარული აჭაპური). Inne wpisy z jajkiem jako motywem przewodnim znajdziecie natomiast klikając w linki podane pod postem.



O tym, czym jest chaczapuri, pisałam w jednym z moich pierwszych blogowych postów (TUTAJ), bo śmiało można powiedzieć, że bez chaczapuri nie ma Gruzji. W wersji klasycznej jest to nic innego, jak ciasto przypominające trochę w smaku ciasto na pizzę, zapieczone zależnie od wersji z różnego rodzaju dodatkami (słonym serem, mięsem mielonym, masą ziemniaczaną, warzywami itp.) i mające różny kształt (okrągły, kwadratowy lub łódki). Chaczapuri adżaruli swoją nazwę zawdzięcza regionowi, z którego pochodzi, czyli położonej nad brzegiem Morza Czarnego Adżarii ze stolicą w Batumi i jest jej flagowym przysmakiem serwowanym w każdej szanującej się knajpie, a jego kluczowym składnikiem jest właśnie JAJKO. Potrawa ta musi być podawana na gorąco, prosto z pieca, i jedzona od razu, inaczej traci cały urok i smak. Składa się na nią łódeczka z ciasta wypełniona roztopionym serem, na wierzchu króluje lekko ścięte jajko i do tego wszystkiego kładzie się jeszcze trochę świeżego masełka. Kawałki ciasta odrywa się i macza w jajczano-maślanym gorącym sosie- jak łatwo się domyślić, jest to prawdziwa bomba kaloryczna, ale trzeba się na nią skusić chociaż raz!


niedziela, 20 marca 2016

Dlaczego w Gruzji nie będzie Wielkanocy


Tytuł dzisiejszego posta jest mocno prowokacyjny, bo Wielkanoc w Gruzji oczywiście będzie, jednak w tym roku trzeba będzie na nią jeszcze długo zaczekać. Z powodu pytań, które ostatnio do mnie skierowano, chcę wytłumaczyć, dlaczego gruzińska Wielkanoc nie będzie obchodzona w marcu, a dopiero... w maju!!!




wtorek, 8 marca 2016

Gruzińscy mężczyźni- jacy są?


Dziś 8 marca, Dzień Kobiet (w Gruzji nadal hucznie obchodzony- o czym pisałam TUTAJ). Z tej okazji postanowiłam napisać posta specjalnie dla Pań, traktującego o gruzińskich facetach, bo przecież ploteczki o płci przeciwnej to jedna z naszych ulubionych rozrywek...

Jeśli o mnie chodzi, to przed przyjazdem do Gruzji znałam tylko dwóch gruzińskich osobników- Józefa Stalina (do poczytania TUTAJ) oraz Grigorija Saakaszwilego (TUTAJ), a zatem nie wiedziałam, czego się spodziewać. Jedno było pewne- Gruzin musi być smagły, wąsaty i groźny. Częściowo się sprawdziło, ale tylko w zakresie "groźny"- gruzińscy faceci naładowani są butą, walecznością, zadziornością i przekonaniem o własnej niesamowitej wartości. W stosunku do kobiet skutkuje to postawą typu "macho"- nawet najbardziej paskudny tubylec przekonany jest, że każda kobieta tylko czeka na jego skinienie.  

piątek, 26 lutego 2016

Urodziny bloga


Dzisiaj mijają cztery lata, od chwili, kiedy powstał ten blog. Przez ten czas bardzo się zmienił- tak naprawdę powstał jako opis mojej gruzińskiej rzeczywistości skierowany przede wszystkim do rodziny i znajomych, a jednocześnie był dla mnie okazją do odreagowania różnych aspektów nie zawsze łatwego życia codziennego na gruzińskiej prowincji. Z czasem blog wzbogacił się o wiele tematów i wątków, zyskał też zaskakująco wielu Czytelników. Muszę przyznać, że dzięki pisaniu tego bloga sama także wiele się nauczyłam, poszukując informacji źródłowych wzbogacających moje prywatne obserwacje. Starałam się także ilustrować moje opisy jak największą ilością zdjęć, bo wydaje mi się, że czasem jeden obraz wystarczy za sto słów.


Gruzja już zawsze będzie mi się kojarzyć z mandarynkami rwanymi prosto z drzewa
(a tak przy okazji- to zdjęcie zrobione zostało 2 grudnia!!!)

czwartek, 25 lutego 2016

Tiflisi- serial o Gruzinach dla Gruzinów




W kolejnej edycji akcji "W 80 blogów dookoła świata" przyglądamy się serialom telewizyjnym z różnych zakątków świata. U mnie możecie zobaczyć, czym emocjonują się Gruzini, a w świat seriali z innych krajów zabiorą Was linki umieszczone pod artykułem. Zapraszam!







Kiedy mieszkałam w Gruzji, największym serialowym hitem była tam turecka opowieść o sułtanie i jego haremie, która dosłownie wymiatała z ulic wszystkie gruzińskie kobiety (więcej TUTAJ). Między innymi na fali popularności tego serialu Gruzini postanowili wykorzystać patent na opowieść historyczno-kostiumową i stworzyć własny serialowy przebój. W ten sposób powstało "Tiflisi". 

środa, 17 lutego 2016

Tbilisi, czyli gruzińskie Cieplice


Nie, tytuł dzisiejszego posta to wcale nie żart. Nazwa gruzińskiej stolicy naprawdę pochodzi od słowa "tbili"- "ciepły", zatem w lekko dowolnym tłumaczeniu spolszczone Tbilisi to nic innego jak Cieplice. A wiecie skąd taka nazwa? 


"Tbilisi- miasto, które Cię kocha", taki napis wita nas na lotnisku

środa, 10 lutego 2016

Trochę straszno, trochę śmieszno....

W ramach kolejnego projektu KLUBU POLKI NA OBCZYŹNIE w lutym i marcu dzielimy się na zmianę pomysłami, jak przetrwać zimę w obcym kraju oraz śmiesznymi i strasznymi opowieściami z miejsc, w których przyszło nam przebywać. Wczoraj Karolina opowiadała o zimie w Meksyku (TUTAJ), a dzisiaj przyszła kolej na moją gruzińską anegdotę. Tak naprawdę nie wiem, czy zakwalifikować ją do kategorii wydarzeń mrożących krew w żyłach, czy śmiesznych- oceńcie sami!


Wiele razy opisywałam już sytuację panująca na gruzińskich drogach i specyficzne podejście tubylców do zasad ruchu drogowego (na przykład TUTAJ czy TUTAJ), więc w końcu stało się to, co kiedyś stać się musiało, a mianowicie zaliczyłam stłuczkę. Cała historia wyglądała tak:

Jadę sobie spokojnie po mieście swoim pasem, dojeżdżam do skrzyżowania, mam zielone, a tu nagle wielkie bummmmm..... i widzę po swojej prawej stronie fruwające kawałki czegoś kolorowego. No pięknie. Co się stało? Jadący po sąsiednim pasie ruchu taksówkarz postanowił ni z tego ni z owego zatrzymać się i  z lewej strony wypuścić pasażera, oczywiście nie patrząc, że ma na swojej wysokości inny samochód. Efekt? Jego auto ma mocno wygięte drzwi i wielkie wgniecenie, moje auto pozbyło się prawego przedniego światła, prawego lusterka i uzyskało szereg błękitnych zarysowań i wgnieceń na całej długości. Cud, że wysiadający wyszedł z tego bez żadnych kontuzji.



piątek, 29 stycznia 2016

Gruzini tańczą na lodzie... i nie tylko


Karnawał w pełni, naszła mnie zatem, ochota na pooglądanie przepięknych gruzińskich tańców. Ale ponieważ jakiś czas temu pokazywałam już Wam urywki tańców tradycyjnych (więcej TUTAJ), dzisiaj przyszła pora na "wariacje na temat", czyli tańce gruzińskie w różnej nietypowej scenerii. Zacznijmy od klimatów zimowych i gruzińskich chłopaków szalejących na śniegu (na szczególną uwagę zasługują futrzane nogawice w stylu yeti!):



poniedziałek, 25 stycznia 2016

Jedzonko cz. 4 - Orzechowe desery





Dzisiejszy post to kolejny wpis z cyklu "W 80 blogów dookoła świata". Tym razem opowiadamy o naszych ulubionych deserach z różnych krajów. U mnie możecie poczytać o gruzińskich deserach wykorzystujących orzechy laskowe, a w inne miejsca na kuli ziemskiej zabiorą Was linki umieszczone pod artykułem. Zapraszam!





Kuchnia gruzińska słynie z dobrego jedzenia, ale akurat w deserach się nie specjalizuje. Tutejsze słodkości bazują głównie na tym, co w Gruzji rośnie naturalnie, czyli na produktach z winogron uprawianych w prawie całym kraju (więcej TUTAJ) i z orzechów laskowych uprawianych głównie w Megrelii (więcej TUTAJ). Sztandarowym rdzennie tubylczym przysmakiem jest "gruziński snickers", czyli czurczkhela, łączący w sobie te dwie rzeczy, bo powstający poprzez zalanie orzechów skondensowanym gęstym syropem winogronowym i wysuszenie ich w formie przypominającej sople.

piątek, 15 stycznia 2016

Lodowi giganci


Styczeń! Zima, zima, zima, pada, pada śnieg.... aż chciałoby się zanucić.... ale nic z tego, w Polsce jak na razie śniegu jak na lekarstwo. Za to dziś o poranku padający w nocy deszcz zamienił krajobraz w jedno wielkie lodowisko. I od razu naszły mnie gruzińskie wspomnienia z pewnej zimowej przygody, której zdecydowanie nie polecam... zatem ku przestrodze!

W okresie zimowym dosłownie co kilka dni na gruzińskich portalach informacyjnych przeczytać można o samochodach, które utknęły gdzieś na trasie w górach Kaukazu z powodu gwałtownych opadów śniegu. O ile zrozumiałe to było dla mnie w odniesieniu do ciężarówek, o tyle nie do końca rozumiałam problem w odniesieniu do samochodów osobowych. Myślałam sobie, że przecież bez przesady, taka trasa to czasem tylko kilka kilometrów, a o nadejściu chmur śniegowych z reguły wiadomo już dużo wcześniej, więc w czym problem... o ja naiwna!