poniedziałek, 16 października 2017

Jedzonko cz. 8 - chleby, chlebki i placki


Podobno dzisiaj, czyli 16 października, obchodzony jest Światowy Dzień Chleba (World Bread Day). W związku z tym wracam do cyklu o gruzińskim jedzeniu i przedstawiam kilka chlebowych wariacji, z którymi spotkałam się w Gruzji.

Zacznijmy od tego, że chleb w języku gruzińskim nazywa się პური (wym. puri). Określenie to dotyczy zwykłego chleba, w takim kształcie, jaki znany jest nam. Z reguły taki chleb nie smakuje szczególnie dobrze, bo Gruzinom jakby brakowało do niego serca- choć są też wyjątki, bo najlepszy chleb jak kiedykolwiek jadłam pochodził z małej, obdrapanej, rodzinnej piekarni w wiosce Lia w Samegrelo (dla zainteresowanych: piekarnia znajduje się przy głównej drodze na Jvari, po lewej stronie, tuż za skrzyżowaniem drogi na Pakhulani).  

Niesamowitym chlebem jest za to tzw. შოთის პური (wym, szotis puri), nazywany także შოთი (wym. szoti) lub თონის პური (wym. tonis puri). Jest to wrzecionowaty w kształcie wypiek powstający w wielkich glinianych piecach o kształcie kotła. Wyrobione ciasto przykleja się do rozgrzanego boku pieca i w odpowiednim momencie zdejmuje- tak, aby było chrupiące, nawet lekko przypalone, ale nadal zachowało puszysty miąższ. Oczywiście ze względu na kształt z tego chleba nie robi się kanapek, a rwie na kawałki i spożywa jako dodatek do kawałków jedzenia znajdujących się na talerzu. Unoszący się o poranku zapach świeżutkiego chleba był niejednokrotnie głównym bodźcem skłaniającym mnie do zerwania się z łóżka i wyjścia z domu! A potem szybki zakup, odrobina masła nałożona na gorący jeszcze szotis puri i dzień od razu nabierał nowych barw!


Gorący szotis puri sprzedawany jest często bezpośrednio z okna w takich malutkich piekarenkach


Tak wygląda tradycyjny gruziński chleb- pycha! (źródło: internet)


Tak wygląda wypiekanie chleba w tradycyjnym piecu  (źródło: internet)






Innym gruzińskim chlebkopodobnym wynalazkiem jest მჭადი (wym. mczadi). Jest to nic innego jak chleb/placek z mąki kukurydzianej zmieszanej z solą i wodą, z której formuje się małe placuszki smażone następnie na oleju. Mczadi podaje się najczęściej z serem i lobio- potrawką z czerwonej fasoli (więcej o lobio poczytacie TUTAJ). Przyznam, że mnie niespecjalnie przypadły do gustu te chlebki, brakuje im zdecydowanego kolorytu smakowego.



Mczadi- wyglądają ładnie ale nie polecam (źródło: internet)


Podobnie do mczadi wygląda ჭვიშტარი (wym. czvisztari), placek pochodzący ze Swanetii, bardzo popularny także w Samegrelo. Jest on robiony także w mąki kukurydzianej, ale w towarzystwie słonego sera sulguni, mleka oraz jajka. Czvisztari jest placuszkiem bardzo puszystym i bardzo sycącym, trzeba je jeść koniecznie tuż po usmażeniu, gorące. Mniam!


Gorące czvisztari to niebo w gębie! (źródło: internet)



Na koniec jeszcze jedna uwaga- już pewnie zorientowaliście się, że z kuchnia gruzińską należy obchodzić się bardzo ostrożnie. Większość prezentowanych przeze mnie gruzińskich potraw jedzona regularnie to prosta droga do wielu nadprogramowych kilogramów. Ja sama walczyłam z tym problemem (choć z opłakanym skutkiem...), więc ostrzegam- nie próbujcie tego (w nadmiarze) w domu!!!!



 PS- W zestawieniu nie ujęłam chaczapuri, bo choć technicznie jest chlebko-plackiem, ma tyle rozmaitych wariantów, że zasługuje na osobny artykuł- już wkrótce!



czwartek, 5 października 2017

Miejsce, którego już nie ma


Nie tak dawno naszła mnie pewna refleksja odnosząca się do tego bloga: choć nie miałam takiego zamiaru, wpisy i zdjęcia na nim umieszczone stały się kroniką również takich elementów Gruzji, które z biegiem czasu poddane zostały zmianom i które dziś, po kilku latach, wyglądają czy działają już zupełnie inaczej. Gruzja w wielu aspektach idzie do przodu i zmienia się w czasem zaskakujący sposób. W dzisiejszym wpisie nie pojawią się spektakularne szklane konstrukcje ani żadne słynne gruzińskie budowle. Będzie prosto, sielsko, ale klimatycznie, bo chciałabym pokazać jedno z naszych ulubionych miejsc w okolicach Zugdidi, które zapadło nam w pamięć i na długo pobudziło wyobraźnię, a które dziś- jak się okazuje- wygląda już zupełnie inaczej.

Tym miejscem jest Skuri (სქური) - mała wioska, dawne uzdrowisko z wodami mineralnymi położone w północnej części Samegrelo, niedaleko od miasteczka Tsalendjikha (pisałam o nim TUTAJ). Z uzdrowisk niewiele tam zostało, ale leżąca na lekko górzystym terenie okolica jest przepiękna, więc potencjał ma ogromny, a na piknikowy wypad nadaje się idealnie. 


Już sam dojazd do Skuri jest bardzo malowniczy  
Górki robią się coraz wyższe

Jedyny w miarę zachowany ośrodek kolonijno-szkoleniowy


Gdzie strumyk płynie z wolna....


Całkiem miłe okoliczności przyrody ;-)

















A na horyzoncie już prawdziwe, wysokie, ośnieżone góry Kaukazu



Moim ulubionym miejscem w Skuri były ruiny XIII-wiecznego kościółka, które w czasach, gdy wydawano tysiące lari na fontanny, betonowe potworki i inne tego typu atrakcje, stały tam w zapomnieniu i rozsypce. Mimo to miały w sobie "coś" działającego mocno na wyobraźnię, jakieś snujące się w powietrzu duchy dawnych czasów. Z dawnego kościoła ocalała tylko część ścian, łukowate wejście Nawet miejscowi mieszkańcy patrzyli na nas ze zdumieniem, gdy urządzaliśmy sobie sesje zdjęciowe wśród kamieni, a wszyscy zgodnie twierdzili, że z tego miejsca już nic nie będzie. Biało-fioletowa flaga oznaczająca zabytek kiwała się smętnie pośród zarośniętych głazów i nic nie wskazywało na to, żeby ten stan miał się kiedyś zmienić.







 












Impulsem dla napisania tego posta była informacja, na którą natrafiłam przypadkiem, że tego miejsca już nie ma, a dokładniej rzecz biorąc, że istnieje, ale nie w takim kształcie, w jakim je zapamiętałam. Jakiś czas temu pod patronatem ministerstwa Dziedzictwa Narodowego przeprowadzona została jego gruntowna renowacja i obecnie trudno nawet poznać okolicę, bo stoi tam poddany rekonstrukcji, normalny prostokątny zadaszony kościół. Szok to mało powiedziane!!!!


Plakat informujący o planowanej rekonstrukcji

W trakcie rekonstrukcji (źródło: internet)

Prace budowlane trwają (źródło: internet)
Efekt końcowy (źródło: internet)



Jeszcze raz- dla porównania- rok 2014 i 2017 (źródło: internet)




środa, 13 września 2017

10 gruzińskich NAJ ......


We wrześniowym projekcie Klubu Polki na Obczyźnie opowiadamy Wam o rzeczach NAJ... związanych z naszymi krajami. Moja lista może wydać się nieco nietypowa, ale pomyślałam, że nie jest sztuką wymienienie najwyższej góry czy najdłuższej rzeki i wiedział to będzie każdy interesujący się Gruzją, natomiast jest jeszcze wiele innych kategorii, na temat których milczą oficjalne zestawienia.

Oto moja lista dziesięciu gruzińskich "naj...", które traktować należy z dużym przymrużeniem oka:

1. W Tbilisi znajduje się działające od 1982 roku prawdopodobnie NAJmniejsze muzeum świata, o powierzchni zaledwie 6 metrów kwadratowych. Jest to dawne mieszkanie gruzińskiego malarza Niko Pirosmaniego, który żył na przełomie XIX i XX wieku i egzystował w tak ogromnej biedzie, że nie mógł sobie pozwolić na większą kwaterę niż to małe pomieszczenie pod schodami. Muzeum zawiera głównie przedmioty osobiste malarza (obrazy wystawiane są w Muzeum Narodowym).

źródło: internet


2. Przedstawiciel Gruzji jest posiadaczem NAJsilniejszego ucha na świecie. Strongman Lasha Pataraya przeciągnął w Rustavi 8-tonową ciężarówkę na odległość 21,5 metra używając w tym celu swojego lewego ucha.




3. NAJstarszą kiedykolwiek żyjącą osobą była prawdopodobnie Antisa Khvichava ze wsi Sachino, która twierdziła, iż urodziła się w 1880 roku i taką datę miała wpisaną w paszporcie. Zmarła w 2012 roku w wieku 132 lat. Doczekała się 12 wnucząt, 18 prawnucząt i 4 pra-prawnucząt. Jej rekordowa długość życia nie została jednak oficjalnie potwierdzona, bo nie zachował się oryginalny akt urodzenia ani inny źródłowy dokument.

źródło: internet


4. NAJdłuższe gruzińskie słowo ma 47 liter i wygląda tak: 
გადმოსაკონტრრევოლუციონერებლებისნაირებისათვისაცო
(wym. gadmosakontrrevolutsionerebulebisnairebisatvisatso), co na polski można przetłumaczyć mniej-więcej jako "on powiedział, że to jest także dla celów osób będących tacy jak ci wracający do kontrrewolucjonistów". 




5. Próba założenia farmy krokodyli została okrzyknięta NAJdziwniejszym pomysłem na biznes w Gruzji. W 2010 roku jedna z firm sprowadziła z Argentyny do Tsaishi krokodyle jaja i zamierzała wyhodować z nich dorosłe gady, które miały być następnie źródłem cennego surowca w postaci krokodylej skóry. Niestety małe krokodylki nie dały rady przetrwać w gruzińskich warunkach (w szczególności zaszkodziła im bogata w siarkę lokalna woda).

źródło: internet


6. W marcu 2016 roku gruzińska pianistka Tamar Babilua pobiła krajowy rekord NAJdłuższego grania na pianinie. Podczas maratonu zorganizowanego w Bibliotece Narodowej przez 25 godzin zagrała około 500 utworów, w tym swoje własne kompozycje.


źródło: internet


7. W sierpniu 2017 roku młoda para zdecydowała się na zawarcie obrzędowego związku małżeńskiego i świętowanie wesela na pięciotysięczniku- górze Kazbek. Jest to NAJwyżej zawarte udokumentowane małżeństwo kościelne w Gruzji.

źródło: internet


8. NAJstarsza książka wydrukowana po gruzińsku nosiła tytuł “Alphabetum Ibericum, Sive Georgianum, Cum Oratione Dminicali”, a jej autorem był gruziński ksiądz prawosławny i dyplomata Nikoloz Cholokashvili. Książka została wydana w Rzymie w 1692 roku i zawierała gruziński alfabet, modlitwy oraz słowniczek gruzińsko-włoski.

źródło: internet


9. Do gruzińskiego trenera kick-boxigu Etibara Elchieva należy rekord Guinessa w NAJwiększej ilości łyżek trzymających się na ciele bez żadnej pomocy z zewnątrz- umieścił ich na ramionach i klatce piersiowej aż 53! Inne wyczyny magnetycznego Gruzina to łapanie gołym ciałem metalowych talerzy oraz uniesienie metalowego blatu stołu czy 14-kilogramowej maski samochodu.

źródło: internet


10. Na terenie Gruzji odnaleziono NAJstarszy na świecie miód, odbierając pierwszeństwo w tej kategorii starożytnemu Egiptowi. Odkryte przez archeologów w kobiecym grobie niedaleko Borjomi ceramiczne słoje z miodową zawartością mają około 5500 lat, a pozostała zawartość grobowca sugeruje, że złożona w nim kobieta zajmowała się pszczelarstwem i pozyskiwaniem złotego płynu.

źródło: internet





środa, 6 września 2017

Dlaczego Polacy dobrze czują się w Gruzji?


Czy wiecie, że 26 września obchodzony jest Europejski Dzień Języków?

Z tej okazji my- autorzy zrzeszeni w grupie Blogi Językowe i Kulturowe- postanowiliśmy zorganizować trzecią już edycję Miesiąca Języków. Przez cały wrzesień codziennie będziecie mogli odkrywać nowe wpisy poświęcone wybranemu krajowi lub językowi i jego związkom z Polską. 
Serdecznie zapraszamy!


3m_fb_cover.png


Popularność Gruzji wśród naszych rodaków nie maleje. Kilka lat temu przekonana byłam, że to chwilowa moda, która szybko przeminie, ale jak się okazuje, byłam w dużym błędzie. Wystarczy zajrzeć na grupy i fora poświęcone Gruzji, aby zorientować się, że dziesiątki Polaków właśnie planują wycieczkę lub opowiadają o swoich świeżych wrażeniach z Kraju Kartlów. O ile jeszcze kilka lat temu spotkanie w Gruzji Polaków było sporadycznym zdarzeniem, tak dzisiaj język polski usłyszeć można we wszystkich turystycznych miejscowościach. 

Skąd tak ogromna popularność tego do niedawna obcego nam kraju? Można przyjąć różne wyjaśnienia tego faktu. Moim zdaniem chodzi w dużej mierze o to, że Polacy dobrze czują się w Gruzji, bo pomimo wielu pozornych różnic kraj ten mocno przypomina nam Polskę. Nie wierzycie? Popatrzcie:

- swobodna natura - 
Zobaczcie, jak szybko dostosowujemy się do szalonego ruchu drogowego, braku sztywno uregulowanych zasad i ogólnego chaosu panującego w Gruzji! Mało tego, bawi nas on i fascynuje, a nie przeraża. Moi niemieccy, austriaccy, fińscy czy szwedzcy znajomi nawet po kilku miesiącach pobytu w Gruzji nadal nie byli w stanie pojąć, dlaczego nic nie dzieje się o czasie, a przepisy działają głównie teoretycznie- bali się tego kraju i frustrowali. A my, Polacy? Wychodzi z nas ułańska fantazja i spontaniczna kreatywność. I dlatego w Gruzji nam się podoba!


- zamiłowanie do alkoholu -
Dla Polaków, legendarnych konsumentów trunków alkoholowych, Gruzja to raj na ziemi. Wino dostępne jest wszędzie, jest go dużo, ma wiele odcieni i każdy znajdzie coś dla siebie. Mało tego, wino czy produkowana domowym sposobem czacza potrafią być śmiesznie wręcz tanie. A picie tu alkoholu do posiłku to narodowa tradycja (nie jak w takiej na przykład Turcji, gdzie w większości knajp nie uświadczy się nawet piwa), czyli znowu- Gruzja to kraj dla nas!

- towarzyskość -
W Gruzji bardzo szybko nawiązuje się kontakty- miejscowi są z reguły rozmowni, ciekawscy (żeby nie powiedzieć wścibscy), otwarci, skorzy do przytulania nawet nie swoich dzieci i ogólnie życia stadnego. Trochę to przypomina polską rzeczywistość z wiosek i miasteczek (a także co niektórych zakładów pracy), gdzie każdy wie o każdym wszystko, a dostojne matrony obserwują całość z poduszek wyłożonych na okna.


- ceny -
Gruzińskie ceny są bardzo podobne do polskich, a nawet w wielu wypadkach niższe. Zakwaterowanie w gruzińskim hostelu z reguły nie wyjdzie nam drożej niż w Polsce, istnieje także wiele opcji taniego wyżywienia i transportu. A ponieważ kraj jest stosunkowo mały, ma się (złudne) poczucie, że tanim kosztem zobaczyło się wszystko. Lubimy ten stan!


- religijność -
Tak samo jak Polacy, Gruzini są narodem bardzo religijnym (choć tak samo jak u nas, w dużej mierze jest to religijność na pokaz). Główne gruzińskie zabytki to obiekty sakralne, pochodzące ze zbliżonego kręgu kulturowego- niby inne, a jednak w pewnym sensie znajome. Jednym słowem jest swojsko także w tym aspekcie.

- przyroda -
W tej kwestii Gruzja po raz kolejny przypomina Polskę. Przecież Kaukaz to takie wyższe Tatry a Morze Czarne to taki cieplejszy Bałtyk. Trochę to wszystko podlane egzotyką, obsadzone palmami zamiast brzóz, mające może inną skalę, ale jednak nie takie zupełnie obce.

- wspólny wróg -
Głównym historycznym wrogiem Gruzji jest Rosja. Podobno naszym, polskim, także. Jak miło jest wspólnie ponarzekać i porywalizować o tytuł najbardziej poszkodowanego przez historię narodu!

- zasada sprzężenia zwrotnego -
Gruzini nas, Polaków, z definicji lubią, a zatem my lubimy Gruzinów- proste, prawda?

Powyższa lista na pewno nie jest ostateczną wyliczanką, ale moim zdaniem to właśnie zbiór wyżej wymienionych czynników sprawia, że w Gruzji czujemy się bardzo swobodnie. Macie inne zdanie? Chętnie podyskutuję w komentarzach.



Zachód słońca, a w tle... no właśnie- Bałtyk czy Morze Czarne?



Zainteresował Was nasz projekt? Zajrzyjcie także do wpisów innych blogerów!

Wczoraj Jakub z bloga italia-nel-cuore pisał o języku włoskim TUTAJ
a Radek z bloga Orientus o językach słowiańskich TUTAJ;
dzisiaj ja opowiadam Wam o Gruzji, a Kasia z bloga Enjoy English o języku angielskim TUTAJ, natomiast jutro Ula z bloga Français mon amour zajmie się językiem francuskim TUTAJ.

Linki do wszystkich wpisów znajdziecie na wspólnym blogu TUTAJ
Tegorocznej akcji patronuje portal dla miłośników języków obcych bab.la.



piątek, 25 sierpnia 2017

Jak (nie)przeklinać po gruzińsku


 

Temat sierpniowej edycji akcji "W 80 blogów dookoła świata" to przekleństwa używane w różnych językach. Będzie niezła lingwistyczna zabawa! Tylko pamiętajcie- nasze materiały mają charakter czysto kulturowo-poglądowy i na pewno nie zachęcamy Was do używania w praktyce żadnego z prezentowanych przez nas zwrotów!







Mocno zadumałam się nad tematem tej edycji akcji, bo jak pisać o przekleństwach w kontekście języka gruzińskiego, który sam w sobie brzmi tak ekspresyjnie, głośno i agresywnie, że brzmi dla niewprawionego ucha jak wielki strumień wyzwisk? Naprawdę, na samym początku pobytu w Gruzji, zanim przywykłam do takich sytuacji, byłam co rusz przekonana, że ktoś na mnie krzyczy lub wyzywa niemiłymi określeniami. Skąd to wrażenie? Gruziński jest bardzo gardłowy, ma wiele ciężkich zbitek spółgłoskowych, a niektóre głoski wypowiada się prawie charcząc- w kombinacji z bardzo ekspresyjnym stylem bycia i tendencją do głośnego rozmawiania oraz nagminnym mówieniem kilku osób jednocześnie brzmi to wszystko raczej nieprzyjaźnie. 

Czy Gruzini przeklinają? Oczywiście. Co zabawne, przeklinają w trzech językach. Oprócz mocnych wyrażeń gruzińskich, na ulicy usłyszeć można z równą częstotliwością angielskie "fuck" i rosyjskie "bliadz", a od czasów, gdy nasi rodacy tłumnie szturmują Gruzję, polskie k*** również stało się nierzadko słyszanym słówkiem. Najpopularniejsze znane mi gruzińskie przekleństwo to შენი დედა მოვტყან (wym. sheni deda movthan) porównywalne z polskim "ja pier***, a oznaczające dosłownie "pier*** twoją matkę". Brzmi to tak:






Czuję wewnętrzny opór przed dosłownym cytowaniem zbyt wielu niecenzuralnych wyrażeń. W internecie znajdziecie ich jednak całe zestawienia, więc zainteresowanych odsyłam do odpowiednich materiałów źródłowych:

Gruzińskie przekleństwa TUTAJ
Gruzińskie przekleństwa 2 TUTAJ
Gruzińskie przekleństwa z objaśnieniami TUTAJ



A co na temat przekleństw piszą blogerzy z innych krajów? Przekonacie się tutaj:

Hiszpania:
 Hiszpański dla Polaków: Zagadka hiszpańskich przekleństw
Irlandia:
W krainie deszczowców: Przeklinać jak Irlandczyk
Kirgistan:
Norwegia:
Norwegolożka: Jak przeklinają Norwegowie?
Polska: 
Daj Słowo: Skąd wzięły się polskie przekleństwa?
Rosja:
Enesaj.pl: Przekleństwa karaczajsko-bałkarskie
Dagatlumaczy.pl: “Blok ekipa” po rosyjsku
Szwecja:
Szwecjoblog: Szwedzka łacina podwórkowa, czyli przekleństwa po szwedzku
Turcja:
Turcja okiem nieobiektywnym: Język turecki alternatywny, czyli przekleństwa i wulgaryzmy
Wielka Brytania:  
Angielski dla każdego: Angielskie przekleństwa

Jeśli ktoś z Was też jest autorem językowo-kulturowego bloga i chciałby się do nas przyłączyć, zachęcam do zajrzenia na TEGO bloga grupy, a także do kontaktu pod adresem e-mailowym blogi.jezykowe@gmail.com.   



środa, 23 sierpnia 2017

Moje ulubione blogi o Gruzji


W ciągu ostatnich kilku lat o Gruzji w internecie napisano mnóstwo i prawie codziennie powstaje coś nowego. Wielu blogerów odwiedza dziś krainę Kartlów i mnóstwo blogów wzbogaciło się o zdjęcia i opisy podróży do tego regionu. Niestety, większość relacji ogranicza się do sztampowych opisów piękna przyrody, głównych atrakcji turystycznych, ale nie zawiera niczego szczególnie wartościowego, głębszego. Owszem, najczęściej możemy obejrzeć bardzo ładne zdjęcia, ale nie dowiemy się z tych wpisów rzeczy nowych, oryginalnych, interesujących. Na szczęście jest też całkiem spora grupa bardzo wartościowych i ciekawych stron/blogów, do odwiedzenia których gorąco zachęcam wszystkich naprawdę zainteresowanych Gruzją.


Gruzję zobaczyć może każdy, ale nie każdy potrafi o niej ciekawie napisać


Jako pierwszą polecam moją absolutnie ulubioną stronę Oblicza Gruzji (TUTAJ). Jest ona efektem bardzo bogatej wiedzy, z pasją gromadzonej przez Autorów przez wiele lat (Autorów miałam okazję spotkać osobiście i serdecznie pozdrawiam!). Znajdziecie tam wszystko- opowieści o podróżach, przepisy kulinarne, mnóstwo informacji o kulturze, literaturze i tradycji gruzińskiej, anegdoty, toasty i wiele, wiele innych ciekawostek. Wszystko to okraszone jest odpowiednią ilością zdjęć i grafiki, co sprawia, że Oblicza Gruzji są niewyczerpaną kopalnią wiedzy o tym kraju.

Wiele przydatnej wiedzy zdobyć można dzięki stronie kaukaz.pl (TUTAJ). Jest to jedna z najstarszych znanych mi stron tak wnikliwie zajmujących się Gruzją (a także po części sąsiednimi krajami). Jest ona nieco chaotyczna i na pierwszy rzut oka nie zachęca wizualnie, ale można na niej wyczytać mnóstwo ciekawych informacji kulturowych, historycznych i turystycznych niedostępnych w innych źródłach. Ogromną zaletą strony jest także rozbudowane forum (TUTAJ), na którym pojawia się wiele osób zainteresowanych Gruzją i chętnie dzielących się swoją wiedzą.

Jeśli chodzi o blogi turystyczne, mało jest niestety takich, które zajmują się Gruzją w sposób wykraczający poza standardową relację z kilkudniowej wycieczki (smutne jest także to, że trudno jest też znaleźć takie, które pisane byłyby interesującym językiem i w miarę poprawną polszczyzną!). Poniżej przedstawiam blogi, które wydają mi się warte polecenia (kolejność przedstawiania blogów losowa):

Przez żołądek do Gruzji (TUTAJ) - wbrew nazwie sugerującej tematykę typowo kulinarną, na blogu znaleźć można opis życia w Gruzji z punktu widzenia Polki pracującej tam w ramach wolontariatu. Dużo przemyśleń kulturowych, sporo opisów zwyczajów codziennych, bardzo ciekawe relacje z podróży i interesujące zdjęcia.

PolakoGruzin (TUTAJ) -  kolejna klasyka gatunku. Co prawda w kwestiach spojrzenia na Gruzję nie zawsze zgadzam się z opinią Autora, ale i tak bardzo lubię na ten blog zaglądać, bo jest tam bardzo solidna porcja rzetelnej wiedzy i nietuzinkowych obserwacji.

Jabolowa ballada (TUTAJ) - nie jest to blog tylko o Gruzji, ale ma świetną i popartą mnóstwem ciekawych zdjęć i praktycznych porad część gruzińską tworzoną na bazie kilku długich i bardzo oryginalnych wizyt Autorów w tym kraju. 

Gruzja po naszemu (TUTAJ) - bardzo sympatyczny blog pisany z perspektywy turystów poruszających się po Gruzji rowerami (samobójcy jak nic!). 

Blog Krzysztofa Matysa (TUTAJ) - blog pisany przez właściciela biura podróży, ale daleki od nachalnej reklamy, przydatny zarówno tym, którzy chcą Gruzją poznawać turystycznie i potrzebują praktycznych porad, jak i tym, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś więcej o kuchni, zwyczajach i różnych gruzińskich świętach.

Nie kisimy (TUTAJ) - kolejny blog nie tylko o Gruzji, którego gruzińska część wydaje mi się całkiem sympatyczna i warta zerknięcia. Plusem są świetne zdjęcia.

Swego rodzaju bonusem do dzisiejszego zestawienia jest natomiast blog Aleksander Belenkyi (TUTAJ) - podpowiedziany przez innego blogera, bardzo ciekawy (niestety po rosyjsku), z dużą ilością interesujących opisów, przemyśleń i fotek z podróży. To najnowsze znalezisko, więc jeszcze nie przejrzałam go całego, ale już widzę, że jest moc!

Oczywiście blogów i stron poświęconych Gruzji jest o wiele, wiele więcej. Jeśli macie swoje ulubione miejsca tego typu, które rekomendujecie, zapraszam do zostawiania śladów w komentarzach, a ja chętnie je przetestuję i za jakiś czas napiszę część drugą zestawienia!



czwartek, 10 sierpnia 2017

Grigory Lepsveridze i jego hity


Jestem prawie pewna, że nazwisko Grigory Viktorovich Lepsveridze nic Wam nie mówi. Może odrobinę więcej powie Wam pseudonim sceniczny- Grigorij Leps. A jeśli nie, to najwyższa pora nadrobić to zaniedbanie- szczególnie, że już niedługo, 22 sierpnia, można będzie zobaczyć jego koncert na żywo w Black Sea Arena pod Kobuleti!



(źródło: internet)


Moja fascynacja muzyką Lepsa rozpoczęła się w 2014 roku w Gruzji. Co prawda śpiewa on po rosyjsku i mieszka w Rosji, ale w Gruzji jest bardzo popularnym wykonawcą. Trudno się dziwić- w końcu urodził się w Soczi, w rodzinie o gruzińskich korzeniach- co zresztą widać po oryginalnym nazwisku. Ma niesamowity, głęboki, lekko zachrypnięty głos, a do tego gra na kilku instrumentach (gitara, perkusja, fortepian), ale długo talenty te marnowały się w knajpach, gdzie przygrywał "do kotleta". Wielką karierę rozpoczął dosyć późno, bo w 1995 roku, gdy miał już 32 lata. Jego debiutancki album promowany był przez singiel "Natali", który momentalnie wspiął się na szczyty list przebojów. Mnie osobiście średnio się ten utwór podoba, nie jest jeszcze tak dojrzały jak późniejsze kompozycje, ale widać w nim już ogromny potencjał Lepsa. Niewiele brakowało, a byłby to także jego ostatni wielki przebój, bo artysta zmagał się z potężnym uzależnieniem od narkotyków i alkoholu- na szczęście walkę tę wygrał.



Natali




Każda kolejna płyta Lepsa stawała się wielkim wydarzeniem, z każdą kolejną płytą rosła jego popularność i majątek. W 2002 roku spotkało go kolejne trudne doświadczenie- utracił głos i musiał poddać się operacji, po której nie było pewne, czy będzie jeszcze śpiewał. Na szczęście śpiewa, balansując między stylami, tworząc utwory na pograniczu popu, rocka i szansonu, a nawet eksperymentując z rapem. Nagrał kilka ciekawych duetów z artystami zdecydowanie młodszego pokolenia- Timati, Ani Lorak. Od kilku lat jest w pierwszej trójce najbogatszych rosyjskich celebrytów, otrzymał też tytuł "Zasłużonego Artysty Federacji Rosyjskiej". Z innych ciekawostek: kolekcjonuje ikony (za jedną z nich podobno oddał swój samochód), stare książki, jest wielkim miłośnikiem okularów słonecznych i gorliwym wyznawcą prawosławia. Należy (podobno) do ulubionych wykonawców Władimira Putina, natomiast przez USA oskarżony został o związki z mafią, którym stanowczo zaprzecza. Był dwa razy żonaty, ma czwórkę dzieci, a najstarsza córka Inga jakiś czas temu poszła w jego ślady i próbuje wybić się jako piosenkarka. 

No dobrze, dosyć gadania, pora na muzykę, bo to ona jest prawdziwą bohaterką wpisu. Na początek moje ulubione "Ja szczastliwyj", czyli "Jestem szczęśliwy"- fantastyczne słowa, piękna linia melodyczna, no i ten głos.... a dalej kolejne utwory, które są tylko próbką możliwości Lepsa. Po więcej zajrzyjcie na jego świetnie zrobioną oficjalną stronę TUTAJ  lub na youtube. Warto!



Ja szczastliwyj
("Jestem szczęśliwy")






Rumka vodki na stole
("Kieliszek wódki na stole"- piosenka nazywana nieoficjalnym rosyjskim hymnem)






London
("Londyn"- duet z raperem Timatim)






Zerkała
("Zwierciadła"- duet z Ani Lorak)






Berega
("Brzegi")




poniedziałek, 31 lipca 2017

Katedra Bagrati a UNESCO- co poszło nie tak?


Niedawno media obiegła słodko-gorzka wiadomość- 10 lipca podczas posiedzenia komitetu UNESCO w Krakowie, katedra Bagrati w Kutaisi została wykreślona z listy Światowego Dziedzictwa Kulturowego, natomiast pobliski monastyr Gelati przestał mieć status "obiektu zagrożonego". Bardzo cieszę się z tej drugiej informacji, bo oznacza ona, że restauracja Gelati idzie pomyślnie, ale co poszło nie tak z Bagrati? Czy można było tego uniknąć? I czy można jeszcze coś zrobić, aby katedra Bagrati na listę powróciła?

Tak w skrócie, gwoli przypomnienia (bo pisałam już o obu katedrach TUTAJ)- Bagrati to najcenniejszy zabytek w Kutaisi, katedra zbudowana w XI wieku za panowania króla Bagrata III, od którego imienia wzięła zresztą nazwę. Przetrwała w chwale prawie siedem stuleci, po czym w roku 1692 spustoszyły ją wojska Imperium Ottomańskiego, a kopuła została wysadzona w powietrze. Sto lat później wojska rosyjskie dokonały kolejnego potężnego zniszczenia, które objęło strop, okna i kolumny. Od 1952 roku przy ruinie Bagrati trwały prace konserwacyjno-rekonstrukcyjne, w 1994 roku razem z pobliskim Monastyrem Gelati została wpisana na listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO.


Ruiny Bagrati rok 1930

Około roku 1954

Około 1994

Około 2003


Kiedy pierwszy raz pojechałam zobaczyć Bagrati, był rok 2012 i od czterech lat trwały prace mające przywrócić świątyni kształt. Prace te wpisywały się w cały szereg zapędów architektonicznych Prezydenta Saakaszwilego (nie bez kozery nazywanego przeze mnie Miszą Budowniczym), który właśnie w murach Bagrati w 2008 roku odbył specjalne nabożeństwo z prośbą o błogosławieństwo dla siebie jako głowy państwa. Złożył wtedy obietnicę na ręce gruzińskiego Patriarchy: "Katedra będzie odbudowana- mury, kopuła, wszystko". Od samego początku UNESCO apelowało, by prac tych zaniechać i pozostawić obiekt w stanie niezmienionym, jako ruinę. Mało tego, właśnie ze względu na ropoczęta rekonstrukcję, w 2010 roku Bagrati wpisana została na Listę Dziedzictwa Zagrożonego. Tak, wiem, na pierwszy rzut oka brzmi to absurdalnie. Dlaczego ruina miałaby być lepsza/ważniejsza niż odbudowana z gruzów katedra?


Rok 2008- nabożeństwo w ruinach Bagrati (źródło: internet)

2012- prace przy ruinach katedry

2012- gruz, kamienie, rusztowania

2012


2012, jeszcze bez dachu

Prace nie objęły pozostałości po innych obiektach znajdujących się tuż obok katedry



Dla zrozumienia problemu trzeba najpierw zastanowić się, czym jest Lista Światowego Dziedzictwa UNESCO. W skrócie jest to wykaz miejsc szczególnie wartościowych z punktu widzenia kultury i historii. Aby trafić na listę, obiekt musi spełniać dziesięć kryteriów (do sprawdzenia TUTAJ). Co najbardziej istotne- nie bada się atrakcyjności turystycznej obiektu, a jego wartość historyczną. Mając już tę wiedzę, popatrzmy na to, w jaki sposób dokonano restauracji katedry Bagrati. Czy użyto oryginalnego historycznego budulca, materiałów, pokrycia dachu? Oczywiście nie, bo nie były już dostępne, zatem posłużono się współczesnymi zamiennikami. Czy zachowano oryginalny kształt katedry? Czy bazowano na dokładnych studiach, odtwarzano pieczołowicie oryginalne pozycje ścian i dekoracji? Niestety nie. Według UNESCO obecne filary i łuki zbudowane zostały bez wystarczającej dokumentacji historycznej, a budowa kopuły niezbyt dobrze przysłużyła się oryginalnym fundamentom. No i jest jeszcze to, co nawet laik-turysta widzi gołym okiem- futurystyczny dodatek w postaci klatki schodowej z windą doklejony do części murów.


2013, po zakończeniu budowy

Na uwagę zasługują plastikowe okna

Po zobaczeniu tego czegoś na chwile straciłam mowę

Serio???

Łatwo też zauważyć, gdzie użyto autentycznego budulca, a co sztukowano. 

Pokrycie dachu, plastikowe okna, klapa w pokryciu dachu....

Bryła budynku zyskała nowe (ale czy piękne?) proporcje i kompletny brak symetrii



Jaki jest efekt końcowy? Kutaisi zyskało chwytliwy obiekt turystyczny, malowniczo położony na wzgórzu, wizualnie dużo atrakcyjniejszy niż wcześniejsze ruiny. Jednocześnie katedra straciła jednak autentyczność historyczną, pod względem naukowym stała się kolejną "cepelią" w stylu nieszczęsnej twierdzy Rabati (więcej TUTAJ). A UNESCO nie zajmuje się turystyką, tylko historią. Z jego punktu widzenia dobrze zabezpieczone, oryginale ruiny, są cenniejszym dziedzictwem niż zalane betonem i szkłem wyremontowane współcześnie dzieło. Czy da się coś jeszcze z tym zrobić? Nie, wprowadzone zmiany są nieodwracalne. Dlatego lipcowa decyzja UNESCO jest logiczną konsekwencją renowacji- nastąpiła "nieodwracalna poważna utrata autentyczności i spójności historycznej".

Nie jestem ekspertem, ale w mojej opinii remont Bagrati nigdy nie powinien mieć miejsca w takim kształcie, w jakim się wydarzył.  Kiedy w 2012-2013 roku jeździłam oglądać postępy prac w Kutaisi, serce mi się krajało na widok buldożerów przewalających wiekowe kamienie, a później na widok ożebrowań nowej konstrukcji. I ta straszna blacha na dachu.... Pieniądze wydane na ten projekt o wiele lepiej przysłużyłyby się zabytkowi, gdyby wydano je na porządne badania archeologiczne, solidne zabezpieczenie ruin i ich piękne wyeksponowanie. Nikt przecież nie próbuje odtwarzać z ruin włoskiego Koloseum czy tureckiego Efezu, a jednak ciągną do nich tłumy turystów, prawda?


To się na szczęście nie zmieniło- piękny widok spod katedry na miasto i Mały Kaukaz