wtorek, 12 maja 2015

Subiektywne gruzińskie TOP 5





Tym razem wpis powstał w ramach akcji Klubu Polki na Obczyźnie- przy okazji zatem zapraszam wszystkich TUTAJ aby dowiedzieć się więcej o fantastycznych pomysłach naszych rodaczek przebywających za granicą.





Uhhh, postawiono przede mną bardzo trudne zadanie- napisać o TOP 5 miejsc w Gruzji. Ciężko jest zrobić takie zestawienie, bo kryteria określenia co jest tak naprawdę naj- naj- naj- mogą być bardzo różne. No i wybranie tylko pięciu punktów jest takie trudne!!! Po dokładnym przemyśleniu sprawy postanowiłam podejść do listy w sposób typowo emocjonalny i uwzględnić miejsca, które nie są takie zupełnie anonimowe, ale z drugiej strony oprócz swojej urody dały mi też pozytywne emocje i szanse na wzięcie "drugiego oddechu", natomiast niekoniecznie są sztandarowymi turystycznymi atrakcjami Gruzji. Zapraszam!


MIEJSCE 5: droga do Davit Garedża

















No właśnie, wspominam tu o "drodze", bo to ona dostarczyła mi więcej emocji niż sam monastyr. O Davit Garedża pisałam już TUTAJ, jest to całkiem fajny kompleks monastyrów na pograniczu z Azerbejdżanem. Ale za serce chwytają przede wszystkim te widoki po drodze- stepy, trawy, niesamowite pagórki, uczucie wiatru we włosach... o tak, tę drogę trzeba przejechać. Nawet potencjalnie chowające się w krzakach węże i głębokie na pół metra koleiny na wojskowym poligonie to tylko drobne niedogodności, które warto znieść, aby się tam dostać.


MIEJSCE 4: tu nie będę oryginalna- Cminda Sameba i okolice



















Kościół Cminda Sameba górujący nad Stepancmindą to symbol Gruzji sam w sobie, o którym pisałam TUTAJ. I znowu- tak jak w przypadku Davit Garedża- nie chodzi o sam kościółek, bo tak naprawdę jest malutki, nadgryziony zębem czasu i wypada blado przy wielu innych gruzińskich monastyrach. Ale to mozolne wspinanie się na szczyt.... te widoki, gdy już stoi się na górze... to powietrze... ten wysoki Kaukaz na wyciągniecie ręki... Tam po prostu trzeba być i już! 


MIEJSCE 3: Nokalakevi





















Nokalakevi z reguły nie komponuje się z turystycznymi planami, a szkoda, bo to cały zbiór fantastycznych miejsc (po szczegóły zapraszam TUTAJ). Przepiękne, klimatyczne ruiny rzymskiej twierdzy, 800-letnie drzewo, ruiny zamku górującego nad okolicą, gorące źródła i lodowato zimny strumień... Totalne wszystko w jednym. Obserwowanie jaszczurek wygrzewających się na kamieniach w wielkanocną sobotę czy piknik w ruinach zamku pozostaną na pewno moimi najszczęśliwszymi gruzińskim wspomnieniami.

MIEJSCE 2 ex equo: Upliscyche oraz plaża w Kobuleti



















Wiele osób twierdzi, ze Upliscyche, kamienne miasto o którym pisałam TUTAJ, nawet nie umywa się do innego tego typu skalnego miasta, Vardzi. Dla mnie jednak to właśnie Upliscyche należy się miejsce w gruzińskim Top 5. Przede wszystkim jego położenie na ogromnym płaskowyżu daje możliwość samodzielnego eksplorowania i wytyczania sobie dowolnej trasy (w Vardzi jesteśmy pod tym względem mocno ograniczeni). Byłam tam trzy razy i za każdym podejściem odnajdowałam coś innego i fascynującego. Poza tym kamienne formy mocno działają na wyobraźnię, a wielkie otwarte przestrzenie aż proszą o to, aby na chwilę usiąść i zanurzyć się w magicznej atmosferze tego miejsca.





















Za to jeśli chodzi o plażę w Kobuleti, to zawdzięczam jej mnóstwo wspaniałych relaksujących chwil. Latem można się tu wypluskać do woli, ale tak naprawdę najwspanialsza jest poza sezonem, kiedy można bez końca wygrzewać się na rozpalonych słońcem kamieniach, delektować ciszą, słuchać szumu fal i niczym się nie martwić. Wiele razy siedziałam tam godzinami, czytając książki, pracując przy laptopie i ładując moje wewnętrzne baterie. Co ważne, plaża i woda są dużo czystsze niż w innych miejscach (w pobliżu nie ma portów ani ujść rzek), szczególnie jeśli wybierze się odcinek z dala od centrum.



MIEJSCE 1: (zapewne ku ogólnemu zaskoczeniu znawców tematu gruzińskiego) Cziatura





Tak, tak- właśnie Cziatura jest jak dla mnie najbardziej fascynującym miejscem w Gruzji. To miasto, w którym czas zatrzymał się w latach 70-tych ubiegłego wieku. Z daleka od głównych tras, wciśnięte miedzy góry, żyjące dzięki kopalniom manganu, kompletnie nieprzywykłe do turystów bądź jakiegoś szczególnego zainteresowania. A interesować się jest czym- Cziatura posiada bowiem niesamowity system transportowy oparty o "podniebne tramwaje", czyli kolejki linowe pochodzące częściowo z czasów głębokiego komunizmu i konserwowane głównie poprzez malowanie kolejną warstwą farby (szczegóły TUTAJ). Cziatura to taka kwintesencja współczesnej gruzińskości- przepiękne górskie widoki, wielka mozaika Stalina na sypiącym się budynku jednej z dolnych stacji kolejek, pomniki i rosyjskojęzyczne napisy z lat 70-tych obok nowoczesnego ratusza, babcinki na targu sprzedające zieleninę i dowolne chińskie badziewie, weterani dawnych wojen snujący opowieści za papierosa, średnio czyste knajpki oferujące własnego wyrobu chaczapuri, lemoniadę i piwo, z wychodkami mającymi ujście wprost do rzeki... tak, nic dodać, nic ująć- właśnie taka jest w moich oczach Gruzja. 


Ten projekt Klubu Polki na Obczyźnie dedykowany jest Stowarzyszeniu Piękne Anioły. Jeżeli spodobał Ci się mój post, możesz wesprzeć Fundację dowolną kwotą.



3 komentarze:

  1. Oj, piękna ta Gruzja! I zróżnicowana. Aż się chce tam pojechać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę tylko zachęcić, bo naprawdę warto!

      Usuń
  2. I oczywiście okolice Kazbeku - góry, góry, góry... :)

    OdpowiedzUsuń