czwartek, 1 czerwca 2017

Odrobina luksusu


Okres urlopowo-wakacyjny zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim rośnie ilość informacji i wpisów o możliwościach wypoczynku w Gruzji. Zauważyłam jednak ciekawą prawidłowość- w polskich mediach niepodzielnie króluje obraz Gruzji siermiężnej, będącej celem wypraw wyłącznie dla turystów z plecakami, namiotami i umiłowaniem do nocowania w niskobudżetowych hostelach. Oczywiście, tanie podróżowanie jest ulubioną opcją większości turystów (też je lubię, to chyba oczywiste!). Jednak dla zrównoważenia obrazu gruzińskiej turystyki postanowiłam poświęcić kilka słów tym bardziej luksusowym miejscom wypoczynku.

A zatem- czy Gruzja to tylko hostele i tanie prywatne kwatery? Nie, nie i jeszcze raz nie. Jeśli podróżujemy służbowo lub turystycznie mając fundusze na hotele z nieco wyższej półki, główne gruzińskie miasta zaspokoją nasze potrzeby bez problemu. W Tbilisi funkcjonują hotele praktycznie wszystkich znanych sieci (nie chcę szerzyć kryptoreklamy, więc ich tu nie wyliczę, wystarczy poszukać w internecie), a standard obsługi w niczym nie ustępuje "światowemu" (no, chyba że chodzi o jedzenie, bo z europejskim stylem tworzenia potraw Gruzini mają wieczny problem... ale w końcu kto rozsądny będąc w Gruzji domaga się norweskiego łososia czy sznycla po wiedeńsku!). Prawdziwy boom hotelowy przeżywa Batumi, gdzie ogromne cztero- i pięciogwiazdkowe hotele o fantazyjnych kształtach zajęły już całe centrum i rozrastają się wzdłuż  bulwaru. I o ile w Tbilisi nowoczesne hotele stanowią głównie zaplecze konferencyjne, te w Batumi budowane są najczęściej z myślą o wczasowiczach i miłośnikach nadmorskich uciech. 


Jeden z tbiliskich Marriottów


Jeden z sieciowych hoteli w Batumi


Moje dwa ulubione hotele "wysokobudżetowe" nie znajdują się jednak w żadnej z wyżej wspomnianych miejscowości. W sumie ulokowane są dosyć kontrastowo- bo jeden w górskiej Stepancmindzie, a drugi w nadmorskim Kobuleti. I jak to z hotelami tej klasy bywa, oba mają baseny, różnorodną kuchnię, niezły wybór alkoholi, miły dla oka wystrój, wygodne ogromne łoża, uśmiechniętą obsługę...W Stepancmindzie dodatkową atrakcją jest widok z okien- budzący się o poranku ze snu kościółek Cminda Sameba podziwiany z tarasu owianego zapachem kawy (lub alternatywnie z hotelowego basenu!) to coś, czego nie sposób zapomnieć. Podobny efekt "wow" daje zachód słońca podziwiany z balkonu hotelu w Kobuleti. Dla mnie właśnie ten hotel stał się rodzajem długo wyczekiwanej nagrody- gdy już bardzo, bardzo dopiekała mi lodowata wilgoć i beznadzieja gruzińskiej zimy, szukałam tam krótkiego azylu, pluskając się w basenie (uwielbiam pływać i zimą był to luksus sam w sobie!), delektując naprawdę smacznym jedzeniem i rozkoszując normalnie działającym ogrzewaniem, jednym słowem- podładowując baterie na wiele następnych tygodni. Co zabawne, w ogromnym 6-piętrowym hotelu zdarzało mi się być jedną z pięciorga czy siedmiorga gości!


Stepancminda: 

Ten podłużny kształt to właśnie Rooms Hotel w Stepancmindzie

Tak wygląda jego lokalizacja w nieco szerszej perspektywie

Taras

Basen z widokiem na góry

Sala ogólna- czytelnia i jadalnia w jednym

Widok z balkonu o świcie

Cminda Sameba budzi się o poranku


Kobuleti:

Mam ogromny sentyment do hotelu Georgia Palace w Kobuleti

Mój mały raj- basen odkryty, a tuż w budynku obok czynny przez cały rok basen kryty

 
Tyle słońca....


Romantyczny widok na zakończenie dnia

Pożegnanie dnia...

W maju czy październiku plażę ma się tylko dla siebie


Tak, wiem, tego typu hotele wymagają raczej zasobnego portfela. No i nie są "gruzińskie", nie mają lokalnego klimatu, aż kapią od komercji i  szpanu. I tak, zgadzam się, wakacje można przeżyć równie fajnie mieszkając w pensjonacie czy namiocie- będzie tak samo pięknie, tak samo przyjemnie i na pewno dużo taniej. Każdy jednak lubi co innego. Kurortowe hotele w Hiszpanii czy Turcji co sezon pękają w szwach, choć z lokalnym klimatem nie mają wiele wspólnego. Nikogo nie zamierzam namawiać na spędzanie wakacji w takim czy innym miejscu. Chcę tylko pokazać, że takie miejsca są też w Gruzji i nie jest to już wyłącznie kraj dla "backpackersów". 



2 komentarze:

  1. o, tak. Ja na przykład teraz podróżuję z dziecięciem, które MUSI spać w łóżeczku, z którego nie da rady samo wyjść i nagle opcje backpackerskie przestały mnie interesować :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziecię ktore samo nie wyjdzie z łóżeczka z namiotu tez nie wylezie :P A poza tym zakładajac ze "musi" - łózeczko (standardowe) to "tylko" 10 kg, da rade przytroczyc do plecaka.. Mysle ze wszystko jest mozliwe- to tylko kwestia naszego wyboru.

      Usuń