czwartek, 23 października 2014

Jesienne góry po raz trzeci

Jakoś tak się zabawnie złożyło, że w gruzińskie góry trafiałam zawsze jesienią. Było tak z Mestią (mowa o nim TUTAJ), było tak podczas pierwszego spotkania ze Stepantsmindą (TUTAJ). Najwyraźniej dla podtrzymania tradycji moja przygoda z Przełęczą Zekari w Górach Mescheckich też miała miejsce jesienią. (Gdyby ktoś bardzo chciał je znaleźć na mapie- Góry Mescheckie gruz. მესხეთის ქედი to jedno z pasm górskich małego Kaukazu ciągnące się od Batumi po Borjomi, a trasę przez Przełęcz Zekari zobaczyć można TUTAJ.




Pomysł wyjazdu narodził się zupełnie spontanicznie w ramach desperacji przed zbliżającą się dużymi krokami zimą, kiedy to większa część tras górskich staje się nieprzejezdna. Faktycznie, jak widać będzie na zdjęciach, w wyższych górskich partiach leżało już trochę śniegu... ale może nie uprzedzajmy wydarzeń. Trasa dojazdowa z Zugdidi prowadzi normalną asfaltową drogą od Kutaisi przez Bagdati aż do uzdrowiska Sairme. Tutaj droga kończy się szlabanem przy ośrodku wypoczynkowym będącym jednocześnie centrum terapii wodoleczniczych- okolica Sairme słynie z leczniczych wód wodorowęglanowych.



Sairme, zakład produkcji wód mineralnych


Dalej zaczyna się droga leśna, początkowo o całkiem dobrej jakości, która jednak miejscami przechodzi w  pełen wyzwań offroad. Dziękuję duchom opiekuńczym za mocny samochód z napędem na cztery koła, a przede wszystkim za umiejętności kolegi-kierowcy, który profesjonalnie pokonuje atrakcje w postaci wąskich i ostrych zakrętów, zdradliwych wyżłobień, strumyków, kamieni, lodu i śniegu. Powtarzam sobie "nie patrz w dół" i skupiam się na podziwianiu widoków. Cudnie!!! Krajobraz już bardzo późno-jesienny, ale i tak powala z nóg. Do tego ta świadomość, że jesteśmy na wysokości prawie 2200 metrów!



 


 


 


 


 





 


 


 


 

Po przejeździe na drugą stronę górskiego pasma (przy czym zjazd z przełęczy okazuje się sztuką zdecydowanie trudniejszą niż wjazd na górę) mijamy Abastumani z jego obserwatorium astronomicznym i dojeżdżamy do Achalciche. Okazuje się jednak, że to nie koniec atrakcji. W postaci wisienki na torcie występuje bowiem kolejny offroad, tym razem przez wojskowy poligon za miastem w kierunku stojącego na pobliskim wzgórzu monastyru Sapara. Po raz kolejny widoki zapierają dech w piersi. Sam monastyr już takiego wrażenia nie robi, choć ma bogatą historię. Sapara pochodzi z IX wieku i była kiedyś całym kompleksem klasztorno-zamkowym, jednak do chwili obecnej przetrwał głownie kościół Św. Saby z XIII wieku i nieco ruin dookoła. Od jakiegoś czasu w kościele trwa renowacja fresków, które mocno ucierpiały najpierw po podboju okolicy przez Turków w XVIw., a potem w czasach sowieckich (podobno na terenie klasztoru urządzane były wtedy letnie obozy dla muzyków).


 


 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz